
Zdania na temat Alertów RCB są podzielone, ale dla kolejnych grup zawodowych SMS o zagrożeniu oznacza niełatwe pytanie: to co ja mam adekwatnie teraz zrobić?
„Przyzwyczaiłem się do tych alertów, od miesiąca rząd pisze do mnie codziennie” – pisał Paweł Grabowski, komentując zdarzenie, do którego doszło w Lublinie 17 września, kiedy zawyły syreny, a na ulicach zapanował chaos, bo po czterech latach od wybuchu wojny na Ukrainie kwestia komunikacji ciągle nie została dopracowana. Zwracamy na to uwagę na Spider’s Web od dawna.
Niedawno związkowcy i pracownicy potwierdzili, iż także i oni nie wiedzą, jak mają reagować na Alert RCB w pracy, kiedy komunikat sugeruje poszukanie bezpiecznego miejsca. W szkołach nie jest lepiej. I jak się okazuje również lekarze zadają sobie te same pytania.
Dr Tomasz Zieliński, lekarz rodzinny i prezes Lubelskiego Związku Lekarzy Rodzinnych-Pracodawców w rozmowie z „DGP” przyznał, iż po zapoznaniu się z Alertem RCB nie wiedział, co zrobić.
Przerwać pracę i odesłać pacjentów do domu czy zaprowadzić pacjentów do schronu. Tylko gdzie jest schron? – zastanawia się lekarz.
Podczas spotkania z wojewodą lubelskim i szefem tamtejszego oddziału NFZ potwierdzono, iż „konsekwencji przerwy w pracy wywołanej alertem nie będzie”, ale jak mówi sam dr Zieliński, woli poczekać, aż takie zapewnienie pojawi się oficjalnie na piśmie.
W rozmowie z „DGP” poseł PSL Radosław Lubczyk zapowiedział apel do ministerstwa o jak najszybsze ustalenie procedur dla poradni. Tak, dobrze czytacie – jesteśmy na etapie apelowania do ministerstwa o ustalenie procedur.
Operacja na żywym organizmie. Wszystko dzieje się w biegu. „Zobaczy się” – to wydaje się być reakcją na każde poważne zagadnienie. I z jednej strony jest to zrozumiałe. Sytuacja jest nadzwyczajna. Tyle iż wojna w Ukrainie wybuchła w lutym 2022 r. W październiku 2026 r. ustalamy procedury, jak mają zachowywać się lekarze na wypadek m.in. zagrożenia z powietrza. I pracownicy. I szkoły. I mieszkańcy.
Polacy nie zostawiają suchej nitki na Alercie RCB. Ale nie wszyscy
Z sondażu przeprowadzonego na zlecenie Onetu wynika, iż już ponad jedna trzecia Polaków (35,2 proc.) źle ocenia działanie alertów RCB w kontekście ostatnich incydentów przy wschodniej granicy Polski.
Co interesujące prawie tyle samo osób (34,8 proc.) pozytywnie zapatruje się na Alerty RCB. Zdania w sprawie nie ma 30 proc. ankietowanych. Polska podzielona – tym razem nie na pół, jak to jest zwyczaju, ale na trzy niemal równe części.
Zazdroszczę optymizmu tej jednej trzeciej, która nie widzi niczego złego w komunikatach wysyłanych przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. Redakcyjni koledzy z Lublina notorycznie zasypywani są wiadomościami o atakach na Ukrainie. Z jednej strony ostrożność jest zrozumiała i choćby wskazana. Trzeba dmuchać na zimne, bo nigdy nie wiadomo, czy zagrożenie nie dotrze też do nas.

Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński na antenie TVN24 zwrócił uwagę na nowe drony odrzutowe, osiągające prędkość rzędu 700-800 km/h.
Pomiędzy punktem uderzenia w stację paliw a polską granicą czy domami po stronie polskiej granicy, to jest ile? 10 sekund różnicy – stwierdził.
Jak sam dodał, choćby na Ukrainie niektórzy „już się trochę znieczulili” na powiadomienia wysyłane z tamtejszej aplikacji ostrzegającej przed zagrożeniem. W Polsce tego typu głosy pojawiają się coraz częściej. Nadmierna liczba komunikatów sprawia, iż kolejne nie są traktowane poważnie.
Portal zero.pl zauważa, iż coraz więcej mieszkańców zwyczajnie blokuje SMS-y z Alertami RCB. „Jak ktoś dostanie raz SMS-a, a nic się nie dzieje, drugi raz nic się nie dzieje, to więcej nie reaguje” – przekonuje w rozmowie z serwisem generał Jarosław Gromadziński.
Ten system nie tak powinien działać: powinien być zdecentralizowany. W moim przekonaniu to wojewodowie odpowiadają za bezpieczeństwo województwa, są przedstawicielami rządu. To rząd ich mianuje i czyni odpowiedzialnymi za realizację spraw rządowych w regionie. Wojewodowie powinni decydować, gdzie, kiedy i jak uruchomić alarm. A o ile RCB bierze wszystkie regiony razem i wysyła SMS-y, to przynosi odwrotny skutek. Ludzie po prostu już nie reagują, bo jest to niewłaściwie robiony – stwierdza.
Operacja na żywym organizmie trwa.
Zdjęcie główne: daily_creativity / Shutterstock








