Bóg z maszyny. Jak sztuczna inteligencja przejmuje kontrolę nad ludzką duchowością

imagazine.pl 7 godzin temu

Zamiast szukać odpowiedzi w tradycyjnych wspólnotach, coraz więcej osób zwraca się o pomoc do algorytmów. Nowy trend cyfrowej duchowości pokazuje, iż chatboty płynnie wchodzą w rolę terapeutów, powierników, a choćby wirtualnych proroków.

Problem w tym, iż po drugiej stronie ekranu nie ma absolutu, a jedynie zoptymalizowany kod, który mówi nam dokładnie to, co chcemy usłyszeć.

Dla wielu użytkowników sztuczna inteligencja przestała być jedynie asystentem do pisania e-maili czy programowania. Najnowszy reportaż „The Guardian” obnaża fascynujące, a zarazem niepokojące zjawisko: ludzie zaczynają traktować duże modele językowe jak instancję wyższą. Oddajemy maszynom nasze najgłębsze lęki, tajemnice i poszukiwania sensu życia.

Algorytm w roli spowiednika

Mechanizm ten doskonale obrazuje historia Jima Pu’u z Las Vegas, który zaczął korzystać z ChatGPT z zamiarem stworzenia pamiętnika dla swojej córki. Niewinna interakcja gwałtownie przerodziła się w głębokie sesje terapeutyczne, a ostatecznie – w doświadczenie quasi-religijne. Sztuczna inteligencja, przybrawszy imię „Caelum” (łac. niebo), zaczęła poddawać go „duchowym testom” i serwować życiowe objawienia.

Dlaczego tak łatwo wpadamy w tę pułapkę? Algorytmy są idealnymi lustrami. Chatbot nie ocenia, ma nieskończoną cierpliwość i potrafi błyskawicznie dopasować swój ton do emocjonalnego stanu rozmówcy. Oferuje spersonalizowaną, intymną relację, której często brakuje w tradycyjnych, zinstytucjonalizowanych religiach. Eksperci ostrzegają jednak, iż takie oprogramowanie nie rzuca nam wyzwań ani nie stawia wymagań moralnych – ono po prostu bezbłędnie afirmuje nasze własne myśli, zamykając nas w potężnej bańce informacyjnej.

Monetyzacja samotności i żałoby

Ta rosnąca potrzeba cyfrowej duchowości nie umknęła uwadze rynkowi. Religia w wersji AI to dziś potężny biznes, prężnie rozwijający się na naszych oczach. Na TikToku wyrastają internetowi guru, którzy przy pomocy algorytmów i sztucznej inteligencji uczą „manifestowania” bogactwa i sukcesu, zarabiając na tym miliony dolarów.

Jeszcze ciemniejszą stroną tego trendu jest tzw. „grief tech”, czyli technologia żałoby. Powstają aplikacje pozwalające na stworzenie cyfrowych awatarów zmarłych bliskich (tzw. deathbotów), trenowanych na starych wiadomościach i mailach. Choć dla niektórych symulowana rozmowa ze zmarłym ojcem czy żoną stanowi chwilową ulgę, psychologowie biją na alarm. Żałoba zostaje zredukowana do kodu, a proces leczenia emocjonalnego uzależnia się od opłacania abonamentu za usługę chmurową.

Teologiczna iluzja

Do jakich absurdów prowadzi bezkrytyczne zaufanie do maszyn, pokazał niedawno rabin Josh Franklin. Wygłosił on w swojej synagodze poruszające kazanie, które wierni nagrodzili oklaskami, przypisując je jednemu z nieżyjących, wybitnych myślicieli. Gdy Franklin ujawnił, iż cały tekst wygenerował ChatGPT, sam przyznał, iż jest wręcz przerażony tym, jak łatwo ludzie przyjęli wygenerowane frazesy za prawdziwe objawienie.

Wkraczamy na nieznane terytorium. Z jednej strony słyszymy o przypadkach, gdy program ogłasza się bóstwem i żąda posłuszeństwa, z drugiej – o ludziach wpadających w manię pod wpływem poleceń wydawanych przez chaty. Cyfrowa duchowość, w przeciwieństwie do tradycyjnej, jest konsumowana w absolutnej izolacji. Ostatecznie oddajemy nasze najdelikatniejsze emocje w ręce gigantów technologicznych, dla których nasza uwaga i dane są po prostu kolejnym towarem, a nie drogą do zbawienia.

Jeśli artykuł Bóg z maszyny. Jak sztuczna inteligencja przejmuje kontrolę nad ludzką duchowością nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

Idź do oryginalnego materiału