
Starbucks wpadł na pomysł, iż ChatGPT to doskonały kanał sprzedaży kawy. Powiedzieć, iż gigant się przeliczył, to jak nic nie powiedzieć.
Starbucks właśnie wprowadził do swojej oferty narzędzie, które jest idealne gdy chcesz się napić podczas swojej sesji vibe codingu, tworzenia postów na Instagrama czy próbie zaplanowania weekendowego wypadu w góry. Aplikacja Starbucksa w ChatGPT nie tylko doradzi ci jaki napój wybrać, ale także zamówi go na wynos wprost do twojego domu.
Jednak już na wstępie muszę ostudzić zapał wszystkich koneserów rozmowy z generatorem tekstu – nie istnieje żaden logiczny powód, by zamawiać latte przez ChataGPT a nie przez dedykowane aplikacje do zamawiania jedzenia.
Aplikacja Starbucks w ChatGPT wygląda pięknie jedynie dla Starbucksa
Podobnie jak w przypadku wszystkich pozostałych aplikacji w ChatGPT, tak i konwersację z aplikacją Starbucks inicjuje się poprzez wpisanie małpy i nazwy aplikacji (@Starbucks), a następnie powiedzenie czego się chce. o ile nie jesteś w stanie napisać wprost, iż chcesz karmelowe frappuccino, możesz zamiast tego zrobić to opisowo, na przykład „chcę coś na dobry początek dnia”, albo „mam ochotę na napój z karmelem”. Następnie ChatGPT zaproponuje ci napój i będzie cię pytał kolejno o opcje dostosowania zamówienia: wielkość napoju, syropy, bita śmietana, mleko. W przeciwieństwie do baristy, któremu możesz powiedzieć od razu co chcesz zmienić, ChatGPT będzie pytał cię kolejno o każdy aspekt osobno, jednocześnie zastanawiając się kilkanaście sekund przed każdym pytaniem. W efekcie zamówienie jednej kawy przez ChataGPT może być pięć razy dłuższe w porównaniu do zwykłej aplikacji do zamawiania jedzenia.
Aplikacja Starbucks w ChatGPTStarbucks w ChatGPT łączy się bezpośrednio z kontem Starbucks, dlatego o ile twoja historia zamówień często ma ten sam napój w tej samej konfiguracji, teoretycznie możesz napisać ChatowiGPT „@Starbucks zamów mi to co zwykle” i oczekiwać pełnej automatyzacji – od wyboru napoju aż do zapłaty za zamówienie. W praktyce możesz oczekiwać 17 kubków kawy, której nigdy nie zamawiałeś.
Możesz mieć także doświadczenie podobne do tego, które miał David Pierce z The Verge. Pierce od kilku lat w Starbucks zamawia ten sam napój: „Kawa mrożona Venti z odtłuszczonym mlekiem”. Podając tę samą frazę chatbotowi, ten zamiast „Zrozumiano” czy „Chcesz dodać do zamówienia coś jeszcze”, dał mu odpowiedź „Kawa mrożona to dokładnie to, czego szukasz – parzona na zimno i podawana bez cukru, więc dodanie odtłuszczonego mleka sprawi, iż będzie miała gładką konsystencję, ale nie będzie zbyt ciężka.” wraz z listą kilku napojów które najbliższe były podanemu opisowi. Pierwszą opcją była kawa, którą zwykle zamawia Pierce, tak więc wybrał opcję „Dostosuj”, wybrał mleko i wrzucił do koszyka. A w koszyku znalazła się zupełnie inna mrożona kawa. Próbując naprawić błąd poprzez konwersację z ChatemGPT, redaktor The Verge – korzystający z darmowego planu ChataGPT – otrzymał komunikat „Zbliżasz się do swojego limitu”. Gdy Pierce dobił do limitu wiadomości z lepszym modelem i ChatGPT przełączył się na gorszy, mógł się pożegnać z kawą – bot nie był w stanie dodać produktu do koszyka.
Premiera aplikacji Starbucks w ChatGPT nie obiła się zbyt szerokim echem w mediach, a to ze względu na fakt, iż jest póki co dostępna jedynie w Stanach Zjednoczonych. I chyba będzie lepiej, jak tak zostanie.
Starbucks w ChatGPT to najgłupsza aplikacja, jaką można było stworzyć
Przyznam szczerze, iż gdy w ubiegłym tygodniu usłyszałam o aplikacji Starbucka w ChatcieGPT, miałam wobec niej całkiem spore nadzieje. W przeciwieństwie do wielu aplikacji obecnych w chatbocie, Starbucks nie wymaga wiedzy eksperckiej, nie próbuje być klonem pakietu Adobe czy Office, nie jest stworzony dla wąskiej grupy użytkowników, to po prostu zamawianie napoju. A jednak i to udało się sknocić.
Z jakiegoś powodu Starbucks (prawdopodobnie do spółki z OpenAI) pomyślał, iż to czego pragną użytkownicy to pisanie elaboratów na temat pogody, nastroju, napojów kofeinowych i słodyczy. Podczas gdy zamawianie samemu kawy lub powiedzenie asystentowi by ją zamówił sprowadza się do zastanowienia się nad listą opcji, prostego komunikatu językowego i podania pieniędzy w celu dokonania transakcji.
Zanim przystąpiłam do pisania artykułu, narzeczony zapytał się mnie „O co ta cała złość” wskazując, iż przecież i tak to integracja dostępna tylko w USA, a ja sama nigdy nie piję w Starbucksie. Cała ta złość pochodzi z jednego prostego faktu: aplikacja Starbucksa to precedens dla innych tego typu inicjatyw w chatbocie. OpenAI bardzo potrzebuje pieniędzy i na pewno będzie skłonne podpisać umowy z kolejnymi sieciami, by korzystający z ChataGPT programiści (o ile nie uciekli jeszcze do Claude) mogli sobie umilić dzień pizzą czy burgerem, albo po prostu dokonać zakupów jakiejkolwiek innej rzeczy z poziomu chatbota. Co miałoby sens, gdyby nie fakt, iż zamiast podejść do integracji pragmatycznie, podchodzi się do niej jakby człowiek potrzebował konwersacji na każdym etapie dokonywania transakcji. Zamawianie kawy to nie pisanie posta na Instagram, to nie tworzenie playlisty na majówkowego grilla, to nie szukanie inspiracji wystroju sypialni, to po prostu zakup produktu, który nie wymaga kreatywności i dyskusji.
Głęboko wierzę, iż w ślad za Starbucksem pójdą kolejne sieci, które z ChataGPT stworzą asystenta utrudniającego życie. A chyba nie o to chodziło.
Zdjęcie główne: Just dance / Shutterstock
