
Czy to będzie zapowiedź lawiny i Polacy ruszą do sądów, domagając się odszkodowań za ogromny wyciek danych?
O potężnym wycieku, obejmującym dane blisko 19 mln Polaków, dowiedzieliśmy się w połowie sierpnia. Szczegóły były niejasne i dopiero po kilkunastu dniach mogliśmy na rządowej stronie sprawdzić, czy nasz PESEL znalazł się w feralnej bazie. Sama ta informacja nie wyjaśniała jednak, kto dokładnie jest źródłem wycieku i czy poza numerem przejęto coś jeszcze. Musiała wystarczyć porada, iż należy zastrzec PESEL.
Dopiero od kilkunastu dni część Polaków dostaje SMS-y z placówek, z których dane wyciekły. Jedną z takich osób jest pan Przemysław, którego historię opisuje portal stronazdrowia.pl.
Mężczyzna pierwszego SMS-a informującego o wycieku jego danych otrzymał od jednej z przychodni w Kostrzynie nad Odrą 8 sierpnia. Takich komunikatów było jednak więcej. Ostatnia wiadomość, jak relacjonuje portal, przyszła 12 września. Czyli równo miesiąc po tym, gdy dowiedzieliśmy się o wycieku danych z MyDr.
Jestem osobą pokrzywdzoną w wyniku tego zdarzenia, ponieważ o całej sytuacji zostałem poinformowany dopiero po upływie niemal miesiąca za pośrednictwem wiadomości SMS. Opóźnione przekazanie informacji spowodowało dodatkowy stres, poczucie zagrożenia oraz utratę kontroli nad własnymi danymi osobowymi – tłumaczy serwisowi pan Przemysław.
W wezwaniu przedsądowym mężczyzna domaga się 30 tys. zł zadośćuczynienia – po 10 tys. zł za każdą placówkę.
Prawnicy w rozmowie z portalem przyznają jednak, iż sam wyciek danych nie oznacza, iż odszkodowanie zostanie wypłacone. „Poszkodowany musi wykazać szkodę oraz jej związek z naruszeniem” – tłumaczy Jarosław Chałas, radca prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.
Już wcześniej pojawiały się sygnały, iż Polacy chcą upominać się o swoje. Eksperci gasili jednak zapał przypominając, iż w Polsce jak do tej pory nie wypłacało się wysokich odszkodowań po wyciekach danych.
Tutaj mowa o poważnym incydencie z placówek medycznych na bardzo szeroką skalę, więc w pewien sposób jest to bezprecedensowa sytuacja.
Szczęście w nieszczęściu – coś i tak może się zmienić
Jak zwykle Polak musi być mądry po szkodzie, ale widocznie lepiej późno niż wcale. W rozmowie z Radiem Zet szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Grodecki przyznał, iż „może powinniśmy pomyśleć czy PESEL w ogóle nie powinien być zastrzeżony automatycznie”.
Ile razy w miesiącu korzystamy z numeru PESEL, załatwiając sprawy urzędowe? Bardzo rzadko. My po komunikacie „zastrzeż PESEL” postawiliśmy kropkę, a powinniśmy iść trochę dalej. jeżeli moje dane wypłynęły, to ja też muszę mieć poczucie, iż państwo mi powie co zrobić dalej – stwierdził Grodecki.
O czymś takim pisaliśmy już w 2024 r. Wprawdzie nie wiadomo, iż doczekamy się PESEL-u zastrzeżonego z urzędu, ale być może przeprowadzona zostanie publiczna debata na ten temat. Dobre i to.
Konkretne zmiany mają zostać wprowadzone za sprawą tzw. cyber-piątki. „Takie sytuacje jak ostatnia kradzież danych z prywatnej firmy wymagają reakcji i zmian w prawie” – zapowiadał w sierpniu wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski.
Resort wierzy, iż pakiet wzmocni „bezpieczeństwo danych obywateli i ograniczy ryzyko ich niewłaściwego wykorzystania”
Wśród przedstawionych propozycji znalazła się m.in. ta dotycząca powiadomień w aplikacji mObywatel oraz mojeIKP. Mają to być komunikaty o zdarzeniach medycznych, takich jak wizyta, wystawienie recepty czy inne świadczenie. Pozwoli to na szybszą reakcję, jeżeli ktoś spróbuje wykorzystać dane do uzyskania recepty lub świadczenia medycznego.
Jeśli więc choćby ze zbiorowych czy indywidualnych pozwów nic nie wyjdzie, to przynajmniej możemy mieć nadzieję, iż i tak coś się zmieni. Chociaż jak zwykle to przykre, iż dopiero po wielkim incydencie pojawia się reakcja.














