
W wielu miejscach w Polsce zobaczenie listonosza to już oznaka szczęścia. To w końcu tak wyjątkowa okazja. Poczta Polska się tłumaczy, a do standardowej formułki doszło nowe wyjaśnienie.
Na problemy z otrzymywaniem przesyłek poskarżyli się mieszkańcy jednej z części Poznania.
Jest to skandal, iż poczta w mieście nie dociera do mieszkańców. Od kilku miesięcy czekamy na ważne przesyłki, które nie docierają do mieszkań i nie ma ich też do odbioru na poczcie – przekazał portalowi epoznan.pl mieszkaniec Namarowic.
Kiedy portal opisał sprawę, natychmiast zgłosili się mieszkańcy innych rejonów. U nich sytuacja wygląda podobnie. Jedna z osób już od dwóch tygodni czeka na korespondencję z banku.
Nie inaczej jest w okolicach Poznania. Mieszkanka stwierdziła, iż „w Komornikach zalega ponad 20 tysięcy listów poleconych”. Nie ma kto ich roznosić, bo listonoszy nie brakuje.
Poczta Polska w przesłanym epoznan.pl komunikacie przyznaje, iż odnotowała w ostatnich tygodnia w niektórych rejonach „przejściowe trudności z terminowością doręczeń”. Powody to „zwiększone wolumeny przesyłek związane z okresowymi akcjami wysyłkowymi” oraz „wyższy niż standardowy poziom absencji chorobowej i urlopowej”.
To dość standardowe wyjaśnienie, które często się powtarza. W Wielkopolsce doszło coś jeszcze: trudne warunki pogodowe. Można odnieść wrażenie, iż surowsza niż w ostatnich latach zima spadła niektórym z nieba. Teraz ewentualne niedociągnięcia można usprawiedliwić niedawnymi widokami: śnieg, ślisko, niskie temperatury.
I niekoniecznie jest to pierwsza lepsza wymówka. Będąc pieszym można było dostrzec, iż poruszanie się po mieście jest utrudnione, co musiało mieć wpływ na wiele usług.
Nie zmienia to jednak faktu, iż na poczcie nie jest to nowa sytuacja, która zaczęła wydarzać się dopiero przed kilkoma tygodniami. Niedawno pisaliśmy o opóźnionych listach w górach. Listonoszów na próżno wyglądano na jednym z lubelskich osiedli. Mieszkańcy o niedostarczonej korespondencji piszą na facebookowych grupkach.
Z kolei o kadrowych problemach donoszono już na początku 2025 r., zapowiadając olbrzymie trudności.
Wiceminister aktywów państwowych Grzegorz Wrona podczas środowego posiedzenia sejmowej podkomisji poinformował, iż w 2025 r. stan zatrudnienia w Poczcie Polskiej uległ zmniejszeniu o niemal 8,5 tys. etatów. Liczba pracowników spadła z ponad 58,7 tys. do ponad 50,2 tys.
– Spadek zatrudnienia, oprócz naturalnej fluktuacji kadr, był wynikiem wdrożonego Programu Dobrowolnych Odejść oraz zwolnień grupowych – wyjaśnił cytowany przez PAP Grzegorz Wrona.
Prezes Poczty Polskiej Sebastian Mikosz odniósł się do uwag związanych z dużymi kolejkami na poczcie. Jego zdaniem nie jest jednak aż tak źle.
Rozumiem to, iż są momenty, kiedy bardzo długo czeka się na poczcie, natomiast my pracujemy na statystyce takiej ogólnej i średni czas oczekiwania w placówce na obsługę jest między 2 minuty 16 sekund a 5 minut 58 sekund. To są statystyki, które mamy rozrzucone we wszystkich placówkach ze średnią odwiedzania placówek przez ponad 100 osób dziennie – zapewnił.
Swego czasu Mikosz zauważał, iż awizo w skrzynce to niekoniecznie efekt złośliwości listonosza, a osób, które nie otwierają mu na czas.
Nie wierzę, iż listonosz złośliwie zostawia awiza. Problem awizowania to problem miejski – w mieście mamy 30 procent, na wsi 9 procent awizacji. Niech klienci zadadzą sobie pytanie, czy kiedy dzwonił listonosz, to na pewno nie mieli w uszach słuchawek, nie byli pod prysznicem, nie wyszli na chwilę do sklepu – przekonywał w rozmowie z „Dużym formatem”.
Mieszkańcy swoje, zarząd swoje.
W Poznaniu braki kadrowe mają być łatane. W rozmowie z portalem epoznan.pl zapowiedziano „dodatkowe doręczanie korespondencji w soboty, wsparcie kadrowe przez inne placówki czy zawieranie umów zlecenia na współpracę okresową przy doręczaniu przesyłek nierejestrowanych”.
Cóż, może gdyby nie spadek liczby etatów, nie trzeba byłoby zawierać umów na zlecenia na współpracę okresową. Ktoś powie, iż Poczta Polska musi być rentowna. Ja zaś będę stał na stanowisku, iż przede wszystkim musi spełniać pokładane w niej nadzieje. To państwowa, a nie prywatna firma i powinna nam służyć. Teraz jest obiektem frustracji, złości i drwin. A nie chodzi przecież o to, by obywatele domagali się jej likwidacji.
Dziś Poczta Polska chwali się, iż wynik sprzedażowy firmy za 2025 r. osiągnął poziom 611 mln zł, ale za to wydatki kadrowe stanowią 65 proc. wszystkich kosztów firmy. Wszystko przez rosnącą pensję minimalną, jak mówi Mikosz.
– Jesteśmy w sytuacji, gdzie to, co zmniejszyliśmy z ilości osób zatrudnionych, zostało zwiększone poprzez wyższe wydatki – wyjaśnił szef państwowego operatora.
Excel dalej się nie zgadza, podobnie jak zadowolenie klientów. Może więc nie wszędzie rynkowe nastawienie pt. „zysk ponad wszystko” (Mikosz w 2024: „Poczta Polska musi stać się rynkowym graczem i firmą, która sama na siebie zarobi”) jest odpowiedzią. Co nam z zysków ze sprzedaży, jeżeli na listy czeka się tygodniami?
