
Prezydent Francji w ostrych słowach zaatakował propozycje Donalda Trumpa dotyczące ograniczenia eksportu europejskich technologii za ocean. Od spotkania grupy G7 w japońskiej Hiroszimie atmosfera między światowymi mocarstwami zrobiła się gęsta niczym serwerownia w szczycie ruchu sieciowego.
W kontekście globalnej walki o technologie przyszłości – od sztucznej inteligencji po sieci 6G – obawy o utratę suwerenności cyfrowej przenikają unijne debaty. Macron nie szczędził zdań, grożąc odwetem na decyzje administracji Stanów Zjednoczonych, które – jak stwierdził – podkopują fundamenty współpracy technologicznej i handlowej. Jego słowa odbijają się echem w Brukseli, Paryżu i wśród europejskich gigantów IT, którzy od dawna zabiegają o większą autonomię przy projektach strategicznych.
Skąd napięcie? Trump a europejskie układy i chipy
Donald Trump rozważa restrykcje eksportu technologii półprzewodnikowych – zwłaszcza litografii i zaawansowanych procesów chipowych, które są najważniejsze dla produkcji nowoczesnych układów scalonych. Pomysły te są motywowane rzekomym zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych i znalazły się w ogniu krytyki jako działanie protekcjonistyczne, uderzające w europejskie firmy takie jak ASML czy STMicroelectronics.
Dla branży elektronicznej to potencjalny kataklizm na skalę równą braku dostaw kondensatorów ceramicznych w kryzysie 2020 r. – bez chipów nie ma telefonów, laptopów ani samochodów elektrycznych. Europejczycy tłumaczą, iż partnerstwo transatlantyckie powinno opierać się na wzajemnym zaufaniu, a unilateralne embargo zaburza łańcuchy dostaw, wydłuża czas wprowadzania produktów na rynek i zwiększa koszty.
Cyfrowa forteca UE – plany i realia
Od kilku lat Bruksela pracuje nad stworzeniem europejskiego ekosystemu chmury obliczeniowej (Gaia-X), własnych centrów danych, a także inwestuje w mikroukłady produkowane w ramach konsorcjów publiczno-prywatnych. Pomysły te mają zmniejszyć zależność od amerykańskich platform chmurowych (AWS, Azure) i azjatyckich producentów chipów.
Jednak budowa cyfrowej fortecy nie jest tania ani prosta. Koszty rozbudowy infrastruktury liczone są w miliardach euro, a potrzeba wyspecjalizowanych inżynierów i ekspertów od bezpieczeństwa. Ponadto wprowadzenie wspólnych standardów i regulacji wymaga kompromisów między państwami członkowskimi, co często hamuje tempo prac. Niemniej decyzja Macrona o publicznym potępieniu protekcjonizmu Stanów Zjednoczonych może przyspieszyć budżetowe przelewy na najważniejsze projekty i wzmocnić polityczne poparcie dla unijnych inwestycji cyfrowych.
Co Polaka obchodzi jakiś tam prezydent Francji?
Dla osób śledzących najnowsze telefony czy sprzęt komputerowy potencjalny spór transatlantycki może oznaczać dłuższe oczekiwanie na premiery i wyższe ceny. Już teraz mówi się o możliwych opóźnieniach w produkcji topowych procesorów, które trafią zarówno do sztandarowych urządzeń, jak i stacji roboczych do gier.
Z drugiej strony unijne porozumienia z lokalnymi graczami mogą otworzyć drogę do szybszego rozwoju rodzimych marek i narzędzi – wyobraźmy sobie pierwsze europejskie GPU czy platformę chmurową z certyfikatem Made in EU. To szansa na większą różnorodność na rynku oraz uniezależnienie od jednolitego amerykańsko-azjatyckiego duopolu.
Potyczka słowna między Macronem a Trumpem to więcej niż pełna patosu wymiana tweetów – to sygnał, iż Europa jest gotowa bronić swojej cyfrowej suwerenności za wszelką cenę. Od wet za eksport chipów po inwestycje w kontenery i kable światłowodowe – stawka jest wysoka, bo w grę wchodzi bezpieczeństwo, innowacje i przyszłość europejskiego rynku elektroniki. Z jednej strony może być gorąco jak w procesorze pod obciążeniem, z drugiej – to moment, w którym Europa może wreszcie zacząć grać na równych warunkach.