
Fałszywe oferty pracy zdalnej to jeden z najczęstszych sposobów wyłudzania pieniędzy w sieci. Ten schemat był jednak dopracowany lepiej niż większość, miał stronę rekrutacyjną, panel z czatami, bazę gotowych odpowiedzi, czat z zespołem i historię prowizji. Wszystko po to, żeby użytkownik uwierzył, iż naprawdę zarabia.
Z kolei płatność za iPhone’a w sklepie, którego klientów „obsługiwaliśmy”, kończyła się zakupem kryptowaluty, która trafiała na cudzy portfel. Opisujemy oba wątki krok po kroku.
Ogłoszenie i bot na Telegramie
Wszystko zaczęło się od strony praceonline[.]click. Oferta brzmiała atrakcyjnie - odpowiadanie klientom według gotowych szablonów, bez doświadczenia, tylko ze telefonem i internetem, przez 2–4 godziny dziennie. Szczegółów wynagrodzenia na stronie nie było, bo miały zostać wyjaśnione na Telegramie.
Przycisk prowadził do bota @istorepracebot opisanego jako „Prace Online”. Opis bota był po czesku, co sugeruje, iż ten sam schemat działa w kilku krajach. Po starcie zgłosiła się rekruterka Zofia i poprosiła tylko o imię, miasto i wiek.
Zofia obiecała 5% od każdego zakupu klienta, któremu odpiszemy, oraz dowolne godziny pracy. Chwilę później przesłała login, hasło i link do panelu. Jej kolejne odpowiedzi brzmiały jak automat: na pytanie, co robić po odpisaniu klientowi, padło ogólnikowe „sprawdź FAQ”.








.jpg)