
Przesunięcie wskazówek wprowadzi w najbliższych dniach niemałe zamieszanie w naszym życiu, ale czasami mam wrażenie, iż mamy zupełnie inny problem z czasem.
Takie filmiki dotyczące zagranicznych produkcji wyświetlały mi się na TikToku już dawno temu. Później pojawiły się polskie odpowiedniki, a w ostatnim czasie masowo zalały mojego Facebooka. Dziś na przykład zobaczyłem wizualizację dotyczącą bohaterów „Rodziny Zastępczej”. Wcześniej występowali aktorzy z „13 posterunku” czy moich ukochanych „Miodowych lat”.
Scenariusz nagrania jest prosty. Widzimy wygenerowaną przez sztuczną inteligencję postać z serialu, w takiej wersji, jak oglądaliśmy ją przed laty w telewizji. Wygląda, jak dziś to często bywa, bardzo ludzko i przekonująco, o ile przymknie się oko na kilka detali.
Cała atrakcja polega na tym, iż do bohatera podchodzi awatar reprezentujący aktualny wygląd i wiek aktora
Takie porównania zawsze ciekawiły i już kilka lat temu media plotkarskie lubowały się w podobnych zestawieniach. „Polska pokochała go, gdy miał 13 lat temu. Zobacz, jak wygląda teraz” – obiecywały nagłówki. Czytelnik mógł dowiedzieć się, iż aktor nie przypomina siebie z czasów dzieciństwa albo, niespodzianka, podobieństwo jest zaskakujące. Ot, cała tajemnica życia – ludzie się zmieniają, czasami bardziej lub mniej. Raz ci mówią „o, wyglądasz jak 15 lat temu”, a innym razem są zaskoczeni przemianą. Nigdy nie wiadomo, co lepsze.
Teraz cała zabawa jest po prostu atrakcyjniejsza pod względem wizualnym. Scenka pod tytułem „wczoraj i dziś” zrealizowana jest jednak w pewien zagadkowy dla mnie sposób. Tajemniczy. Trochę niepokojący. Jak w scenie z „Harrego Pottera”, kiedy młody czarodziej w magicznym lustrze widzi swoich nieżyjących rodziców, którzy do niego machają i się uśmiechają.
Wygenerowany przez sztuczną inteligencję aktor podchodzi do swojej wersji sprzed lat i patrzy na siebie z czułością. Jest w tym nieludzkim spojrzeniu – to w końcu efekt pracy algorytmów – jednak wyczuwalna dla nas nutka nostalgii. Tyle iż takiej spokojnej i ciepłej. Jest jak sentymentalna ballada, która uderza w odpowiednie nuty.
Na tym spotkanie się nie kończy. Aktor przeważnie obejmuje swoją postać, uśmiecha się do niej, a potem, już razem, radują się do nas, do widzów. O czym ten wspólny uśmiech ma nam mówić? Czy to tylko sentymentalna sztuczka?
Mam wrażenie, iż ta specyficzna forma powrotu do przeszłości ma uderzać w nasze postrzeganie czasu. Widzimy, iż bohater serialu sprzed lat zmienił się. To normalne. Ale jednocześnie objęcie dawnego ja jest sugestią, iż dawny on ciągle jest obecny. Tyle minęło, tyle się wydarzyło, ale pamięć o przeszłości istnieje.
Znany nam bohater wcale nie zniknął. Żyje – być może przede wszystkim – dzięki naszej pamięci. A skoro dalej istnieje postać, którą lubiliśmy, którą wspominamy, jak nas rozbawiała, wzruszała i powodowała, iż martwiliśmy się o jej losy tak, jak troszczymy się o naszych prawdziwych bliskich, to istniejemy też my sprzed lat.
Możemy podobnie objąć swoją wersję z tamtych lat. Poklepać się po plecach: daliśmy radę, iż dotarliśmy do tego punktu
To nie zawsze jest w końcu takie łatwe. „Ja za nic w świecie nie chciałbym znowu mieć 16 lat” – śpiewał zespół Cool Kids of Death, a ja dalej mogę podpisać się pod tym fragmentem. Nie wiem, czy chciałbym, żeby mój jakikolwiek wygenerowany awatar miał do czynienia z tym sprzed lat. Prawdopodobnie odradzałbym kontakt aktualnego-sztucznego-Bednarka z tym z, dajmy na to, sztucznym-Bednarkiem-z-2020. I nie chodzi o to, iż mam sobie coś do zarzucenia, zadręczam się przeszłością i iż w pewnym momencie życia, zupełnie nieświadomie, skręciłem w nie tę drogę co trzeba i tego żałuję. Wręcz przeciwnie, niczego bym nie zmienił. Po prostu wolę siebie z dzisiaj i mam nadzieję, iż ja za 10 lat też będę wówczas wolał tego siebie bardziej.
Nie muszą ze sobą gadać. To dobre i zrozumiałe, iż się od siebie różnią.
No, ale nie zawsze taki ogląd pewnie funkcjonuje. Niektórzy mogą potrzebować podobnego pojednania z samym sobą sprzed lat i może to próbują nam sprzedać te lekko absurdalne przesadnie sentymentalne filmiki z bohaterami seriali? Teraźniejszość wyciąga w nich rękę do przeszłości i to ma być pociecha dla widza przyglądającego się rolce.
W końcu gdyby tylko chodziło o zwykłe ciekawostkowe zestawienie „wczoraj i dziś”, nie miałoby to aż tak pompatycznej formy spotkania dawno niewidzianych znajomych
Wygenerowany przez AI młody aktor po prostu stałby, a obok niego wyszedłby ten aktualny. Może pomachaliby do nas i tyle. Widzielibyśmy przekaz: czas leci, ludzie się zmieniają, ale numer.
A tak za sprawą przyjętej konwencji dostajemy coś jeszcze. Odnalezienie siebie sprzed lat, dostrzeżenie (i zaakceptowanie?) różnic, co pozwoli w końcu móc stwierdzić: to ciągle ja?
Nie przepadam za sztuczną inteligencją i jej wytworami, szczególnie gdy jej celem jest zmylenie odbiorców, pokazanie świata, który nie istnieje, ale mamy uwierzyć, iż się wydarza tu i teraz. To wyjątkowo niebezpieczna zabawka, która może namieszać w głowie i manipulować. Może? Już to robi.
Fascynują mnie jednak momenty, kiedy ludzie zaczynają wykorzystywać algorytmy nie po to, żeby pokazać teraźniejszość czy przyszłość w innej formie – takiej, która udaje prawdę – ale sięgają po nie, by zastanowić się nad przeszłością.
Sztuczna inteligencja, będąca zagrożeniem dla przyszłości człowieka, staje się czymś w rodzaju pomostu prowadzącego niektórych do dawnej wersji siebie. Możemy dosłownie zobaczyć naszą przeszłość inaczej niż kiedykolwiek. Nie na obrazie, który tylko był zapisem momentu, ale w bezpośredniej konfrontacji z rzeczywistością. Na szerszym planie da się zobaczyć, jacy byliśmy, ale i jacy jesteśmy. Nie ma granicy pomiędzy tym co było, a tym, co jest. Wreszcie można to zwizualizować.
To wszystko w formie nieco naiwnej, sztucznej, a przez to niedoskonałej. Ale to jednak zastanawiające i fascynujące, dlaczego chcemy oglądać przejaskrawiony obraz zmieniającej się polskiej wsi. Dlaczego stawiamy na przesadne wzruszenie w spotkaniu po latach młodego aktora z jego wersją z teraźniejszości.
Po co to wszystko? Żeby dodać sobie otuchy, iż dawne ja ciągle w nas drzemie, gdzieś się kryje i wcale o nim nie zapomnieliśmy? I iż w głębi serca czujemy, iż chcemy to wszystko zaakceptować, ochronić, uwiecznić – już bez poczucia wstydu, żalu, złości lub każdej innej złej emocji za to, co było? Że to wszystko prowadziło nas do tego właśnie momentu i nie ma sensu się zadręczać, iż miało być inaczej?







