Premiera GPT-5, zamiast fali entuzjazmu, wywołała w środowisku deweloperów falę rozczarowania. OpenAI, zamiast rewolucji technologicznej, zaoferowało produkt dla mas, co może zrazić najbardziej zaawansowanych użytkowników.
Premiera GPT-5, która odbyła się na początku sierpnia 2025 roku, miała być kolejnym wielkim skokiem w rozwoju sztucznej inteligencji. Tymczasem, jak informuje niemiecki portal Golem.de, w środowisku deweloperów i ekspertów technologicznych dominuje poczucie rozczarowania. Nowy model od OpenAI, choć szybszy, bardziej precyzyjny i lepszy w programowaniu to nie przyniósł, wydaje się, rewolucji, na którą wszyscy liczyli. Co więcej, zmiana strategii firmy może oznaczać, iż czasy, w których ChatGPT był przede wszystkim narzędziem dla profesjonalistów, właśnie dobiegły końca.
Według Gary’ego Marcusa, znanego krytyka i eksperta branżowego, GPT-5 jest „spóźniony, przereklamowany i rozczarowujący”. Wielu deweloperów uważa, iż imponująca krzywa postępu, którą obserwowaliśmy do tej pory, zaczyna się wypłaszczać, a kolejne zyski w jakości modelu są coraz mniejsze, mimo ogromnych nakładów na moc obliczeniową.
Rozczarowanie to nie wynika jednak tylko z zawyżonych oczekiwań, ale przede wszystkim z wyraźnej zmiany kursu OpenAI. Firma, zamiast skupiać się na dostarczaniu coraz potężniejszych narzędzi dla specjalistów, postanowiła uczynić z ChatGPT produkt masowy. Świadczy o tym fakt, iż GPT-5 od razu stał się domyślnym modelem dla wszystkich użytkowników, także tych darmowych, a cały interfejs został uproszczony, aby – jak przyznał sam Sam Altman – pozbyć się „mylącego bałaganu” związanego z mnogością poprzednich modeli (GPT-4, GPT-4o, itd.).

Takie podejście ma jednak swoje plusy. ChatGPT staje się łatwiejszy w obsłudze dla laików, a OpenAI, kierując cały ruch na jeden model, zbiera bezcenne dane do jego dalszego trenowania i umacnia swoją pozycję na rynku. Ceną za to jest jednak utrata kontroli przez zaawansowanych użytkowników, którzy do tej pory mogli precyzyjnie wybierać model do konkretnych zadań. Teraz o wszystkim decyduje automatyczny „router” wbudowany w system.
OpenAI, próbując jednocześnie zadowolić masowego odbiorcę i wymagających programistów, wydaje się wyraźnie przechylać szalę na korzyść tych pierwszych. Ryzykuje tym samym zrażenie do siebie społeczności, która pomogła zbudować jego potęgę, ale w zamian może zyskać setki milionów nowych, regularnych użytkowników. Problem w tym, iż i ta grupa nie jest w pełni zadowolona, ponieważ GPT-5 spotkał się z krytyką za bycie bardziej „sztywnym” i mniej przyjacielskim niż jego popularni poprzednicy. Chciałoby się aż zapytać “Quo vadis OpenAI”?