Jak stracić w tym roku wszystkie swoje kryptowaluty? Poradnik dla koneserów mocnych wrażeń

cryps.pl 2 tygodni temu

Wielu inwestorów lubi czasami zainwestować w coś, co nie da im żadnego zysku. Ba, nierzadko stracą wszystko, co włożyli w dany projekt. Ten tekst jest właśnie dla takich osób. W co więc lokować w tym roku kapitał, by go bezpowrotnie stracić? Służymy pomocą.


  • Oszuści mogą okraść nas na rynku na wiele sposobów.
  • Koneserzy tracenia pieniędzy mają dziś wiele możliwości.

Scamy, czyli jak zainwestować, by stracić kasę

Jak więc stracić pieniądze? Zacznijmy od popularnego uboju świń. To metoda przyjema z dwóch powodów. Po pierwsze, tracimy kasę, ale do tego jeszcze ktoś cynicznie wykorzystuje naszą samotność i to, iż naiwnie szukamy w sieci drugiej połówki. Oszuści tworzą na portalach randkowych fałszywe sylwetki osób (np. Samanthy o urodzie młodej Salmy Hayek, która szuka mężczyzny dokładnie takiego jak ty!) i piszą do nas, bowiem chcą nas lepiej poznać. Gdy im zaufamy, wpłacamy kryptowaluty na wskazany przez nich adres. Środki oczywiście giną w odmętach internetu, a my czujemy się oszukani, poniżeni i smutni. Coś wybornego dla masochistów!

To jednak nie wszystko. W sieci możemy znaleźć też reklamy genialnych inwestycji, które promuje np. Krzysztof Ibisz czy Elon Musk, który wyjawia nam, iż tak na serio to dorobił się na krypto, a nie na Tesli. Nie chcemy być gorsi od gościa, który jest właścicielem X, więc inwestujemy we wskazany przez niego token. gwałtownie okazuje się, iż nic z naszego kapitału nie zostało, a do Elona dzieli nas już taka liczba dolarów, iż można ją wyrazić już tylko w prędkości światła.

Coś z klasyki

Teraz coś bardziej klasycznego. Phishing. o ile mało nam emocji, możemy otworzyć tajemniczy e-mail z informacją, iż nadawca chce nam wysłać 100 BTC, bo te już mu się znudziły. Wiadomość zawiera podejrzany link. No dobra, może i podejrzany, ale stówa piechotą nie chodzi, więc trzeba kliknąć. Tak trafiamy na stronę, na której musimy podać tylko klucz prywatny do naszego portfela na BTC. Robimy to, bo tylko frajer, by nie zaryzykował. Efekt? Jednak nie dom na własnej, tropikalnej wyspie. Jutro znów trzeba iść do pracy, bo do spłaty jest spora linia kredytowa.

Po tym wszystkim może skontaktować się z nami agent windykacyjny. Obiecuje pomoc w odzyskaniu utraconych środków. Trzeba tylko zapłacić mu krypto, które nam zostały. Oczywiście się decydujemy, bo kilka jest do stracenia, a sporo od (od)zyskania. Tylko, cholera, efekt znów ten sam…

Mamy nadzieję, iż ten poradnik będzie dla was pomocny! Powiedzenia!

Idź do oryginalnego materiału