
Windows 11 miał mieć zupełnie inne Menu Start. Microsoft ujawnia pięć odrzuconych pomysłów – i kulisy decyzji.
Menu Start to ten element Windowsa, który wszyscy traktujemy jak powietrze. Jest, działa, klikamy i idziemy dalej. Tymczasem dla zespołu projektantów w Redmond to wciąż najbardziej wrażliwy kawałek interfejsu – coś pomiędzy ikoną marki a narzędziem pracy, które nie może irytować ani przez sekundę.
Materiały opublikowane przez Microsoft pokazują jak bardzo firma się z tym męczyła. Zanim zobaczyliśmy obecne menu Start z Windowsa 11 25H2 przetestowano co najmniej pięć zupełnie różnych koncepcji. I co gorsza (dla Microsoftu) – część z nich wygląda dziś ciekawiej niż to, co faktycznie dostaliśmy.
Pięć Startów, jeden wybrany. Co Microsoft odrzucił po drodze
Zespół Windows Design przyznaje, iż zanim zapadła decyzja powstała cała masa układów Startu. Do publicznej prezentacji trafiło pięć głównych prototypów. Wszystkie łączy jedno: próbują pogodzić klasyczne „wszystko pod jednym przyciskiem” z nową obsesją Microsoftu na punkcie rekomendacji, AI i integracji z telefonem.
Odrzucony projekt Menu Start dla Windowsa 11Pierwszy prototyp to w zasadzie rozwinięcie obecnego pomysłu, ale z większym naciskiem na inteligentne sekcje. Po prawej – siatka aplikacji pogrupowanych w kategorie, po lewej panel „For you” z widżetami: Teams, PowerPoint, Copilot. Na dole przycisk „Create”, sugerujący szybkie wejście w tryb tworzenia dokumentu, prezentacji czy projektu. To Start, który próbuje być jednocześnie launcherem, pulpitem kreatywnym i centrum podpowiedzi.
Odrzucony projekt Menu Start dla Windowsa 11Drugi wariant przesuwa akcenty. „For you” przez cały czas jest, ale widżety układają się poziomo, jak pasek kart. Pojawia się też interesujący motyw: przypinanie nie tylko aplikacji, ale i ich widżetów. Na mockupach widać np. Spotify jako żywy kafelek. To jest dokładnie ten kierunek, którego wielu użytkowników oczekiwało po porzuceniu Live Tiles – nie martwe ikonki, tylko małe, kontekstowe panele z treścią.
Odrzucony projekt Menu Start dla Windowsa 11Trzeci prototyp wygląda jak osobna aplikacja, a nie klasyczne menu. Po lewej mamy boczny pasek z zakładkami: Start, My apps, Create, integracja z Aplikacją Łącze z telefonem. Na górze – inteligentne widżety, niżej poziomy, przewijany obszar z „projektami”: grupami aplikacji i widżetów dobranych pod konkretne zadania. To Start jako kokpit do pracy, mocno naszpikowany personalizacją i algorytmami. W wersji produkcyjnej tak odważnie Microsoft jeszcze nie zaryzykował.
Odrzucony projekt Menu Start dla Windowsa 11Czwarty projekt jest z kolei niemal ascetyczny. Czysty, płaski, bardzo „2025”. Po środku – przypięte aplikacje i przewijana siatka ostatnio otwartych okien, prezentowanych jak widżety. Po lewej – kategorie typu Ostatnie aplikacje, Ułatwienia dostępu, Kreatywność, Gry, rozwijane w dół. To Start, który mógłby spodobać się fanom minimalizmu: mało ozdobników, dużo treści, logiczne grupowanie.
Odrzucony projekt Menu Start dla Windowsa 11Piąty prototyp przypomina rozwinięcie drugiego, ale w wersji bardziej „feedowej”. Całość jest przewijana w pionie, z sekcjami Pinned, Create i For you, każda z przyciskiem „Show more”. Znów pojawia się motyw przypinania widżetów aplikacji, a sekcja Create sugeruje podpowiedzi projektów na podstawie tego, nad czym użytkownik zwykle pracuje.
Wspólny mianownik? Wszystkie te projekty pokazują, iż Microsoft wcale nie zapomniał, jak robi się żywe, dynamiczne menu Start. Wręcz przeciwnie – w laboratorium powstały wersje, które spokojnie mogłyby być duchowymi następcami Live Tiles. Tyle że… nie przeszły przez sito badań.
Co mówiło 300 użytkowników. Badania, heatmapy i zimny prysznic
Sespół opisuje proces w dość poetycki sposób: „Design to rozmowa, nie monolog”. W praktyce oznaczało to sporo twardych danych. Nowy Start był testowany na ponad 300 użytkownikach Windows 11 w badaniach zdalnych i w tzw. „live co-creation calls”. Microsoft śledził ruchy oczu (eye-tracking), tworzył heatmapy kliknięć i przewijania, analizował gdzie ludzie się gubią, a gdzie pojawia się to upragnione „oh!”. Do tego dochodziły klasyczne wywiady, notatki z Centrum opinii i obserwacje z codziennego użycia.
Wynik? Użytkownicy – ci realni, nie tylko głośni komentujący na X – mieli trzy główne oczekiwania. Po pierwsze, szybsze znajdowanie aplikacji. Po drugie, większą kontrolę nad tym co jest przypięte, a co rekomendowane. Po trzecie, zachowanie „duszy” Startu, czyli nie wywracanie wszystkiego do góry nogami.
Z perspektywy entuzjasty można narzekać, iż to mało ambitne. Ale z perspektywy projektanta systemu dla setek milionów ludzi to bardzo konkretne wytyczne: nie kombinować za bardzo, nie robić rewolucji dla samej rewolucji, nie zmuszać nikogo do nauki nowego rytuału.
Jak wygląda Start, który wygrał. Jedna strona, trzy widoki, telefon w „szczelinie”
Windows 11 25H2Z tych badań wyłonił się Start, który dziś widzimy w Windowsie 11 po najnowszych aktualizacjach. Microsoft opisuje go jako „lżejszy w odbiorze, cieplejszy w dotyku i przede wszystkim – twój”. Marketing marketingiem, ale pod spodem jest kilka konkretnych decyzji.
Najważniejsza: koniec z dwustronicowym Startem z początkowej wersji Windowsa 11. Piny i rekomendacje lądują na jednej stronie. U góry – przypięte aplikacje, na dole – rekomendacje: dokumenty, ostatnie pliki, sugestie aplikacji, grupy okien. Pod spodem przełącznik widoku „Wszystkie aplikacje” w trzech wariantach: klasyczna lista A-Z, siatka kategorii przypominająca telefon oraz uporządkowany grid.
Druga decyzja: użytkownik dostaje szybkie przełączniki „Więcej przypięć” i „Więcej rekomendacji”. Można więc Start upodobnić do klasycznego launchera z ikonami albo w stronę feedu z podpowiedziami. Można też rekomendacje całkowicie wyłączyć, jeżeli ktoś nie życzy sobie, by system „mądrzył się” na temat tego, co ma otworzyć.
Trzeci element to tzw. „phone sliver” – wąski panel z boku Startu, który integruje się z Aplikacją Łacze z telefonem. Ma być „tam, kiedy go potrzebujesz, i znikać, kiedy nie”. W praktyce oznacza to szybki dostęp do zdjęć z telefonu, zadań, powiadomień czy wiadomości, bez konieczności otwierania osobnej aplikacji. Panel można rozwinąć, zwinąć, a poszczególne sekcje – ukryć, jeżeli są zbędne.
Do tego dochodzi adaptacja do różnych ekranów. Start jest większy na 49-calowym ultrawide, bardziej kompaktowy na 12-calowym Surface Go. Microsoft chwali się, iż „wypocił każdy piksel”, żeby menu było czytelne i szybkie na całej tej rozpiętości.
I wreszcie – wydajność. Nowy Start ma działać „w mgnieniu oka”, a w kolejnych aktualizacjach ma zostać przepisany na w pełni natywny kod, co powinno zlikwidować część opóźnień i przycięć, które użytkownicy znają aż za dobrze.
Gdzie się podziały widżety? Start kontra reszta świata
Jeśli patrzeć tylko na prototypy, widać wyraźnie: Microsoft flirtował z ideą Startu jako centrum widżetów. Żywe kafelki aplikacji, sekcje „For you” z dynamiczną treścią, projekty złożone z aplikacji i widżetów – to wszystko było na stole.
W finalnej wersji… tego nie ma. Start jest w gruncie rzeczy „pudełkiem z ikonami” z domieszką rekomendacji. Interaktywność została wypchnięta do osobnego panelu Widżetów, który żyje po lewej stronie ekranu i – delikatnie mówiąc – nie cieszy się szczególną sympatią użytkowników. Zwłaszcza odkąd Microsoft zaczął tam doklejać feed Odnajdź z treściami z sieci.
Na tym tle Windows wypada konserwatywnie. Android, iOS i macOS od lat rozwijają interaktywne widżety, które można rozrzucić po ekranie głównym, biurku czy ekranie blokady. Windows ma potencjał, ma platformę, ma choćby własne widżety… ale trzyma je w bocznym panelu, jakby bał się, iż zbyt żywy Start znowu podzieli los Live Tiles.
Z perspektywy badań Microsoftu to pewnie racjonalne: większość ludzi chce po prostu gwałtownie kliknąć w ikonę i ruszyć dalej. Z perspektywy entuzjastów – szkoda, bo prototypy pokazują, iż można było pójść krok dalej i zrobić Start, który naprawdę wykorzystuje możliwości współczesnego systemu.
Na razie zostajemy z Menu Start, które jest kompromisem: między nostalgią a nowością, między prostotą a „inteligencją”, między tym, czego chcą entuzjaści, a tym, co akceptuje masowy użytkownik. Czy to dobry kompromis – każdy użytkownik Windows 11 oceni sam, klikając w ten sam przycisk, który klikamy od trzech dekad.







