Nowe twarze starych oszustw – jak rozpoznać współczesne schematy inwestycyjne w sieci?

homodigital.pl 1 godzina temu

W sieci codziennie ktoś obiecuje Ci bogactwo. Czasem jest to „analityk finansowy z Londynu”, czasem „znany inwestor z Instagrama”, a czasem sympatyczny chatbot, który w 5 minut „pomnoży Twoje oszczędności”. Niby wszystko wygląda profesjonalnie: logo banku, zdjęcie Elona Muska, wykresy, opinie zadowolonych klientów. Tylko iż po wpłacie pierwszych kilku tysięcy złotych kontakt się urywa, a pieniądze znikają jak bańka w blockchainie.

Nowe oszustwa finansowe nie wyglądają już jak tanie sztuczki z lat 90. To dopracowane kampanie marketingowe, które żerują na emocjach, naiwności i… nadziei na szybki zysk. Ich twórcy potrafią podszywać się pod największe instytucje, wykorzystują wizerunki znanych osób i technologię deepfake. Wszystko po to, żeby przekonać Cię, iż jesteś o krok od „życiowej okazji”. Tyle iż ta okazja kończy się zawsze tak samo – stratą pieniędzy i wstydem, iż dałeś się nabrać.

Stare mechanizmy w nowym opakowaniu: Jak skutecznie unikać oszustw?

Oszustwa inwestycyjne w internecie mają wiele twarzy, ale tylko kilka schematów. To wciąż ta sama stara gra: obiecać zysk bez ryzyka, wzbudzić emocje, poprosić o szybkie działanie. Kiedyś takie przekręty rozgrywały się przez telefon („mamy dla pana wyjątkową ofertę funduszu inwestycyjnego”). Dziś przeniosły się do internetu. Reklamy w mediach społecznościowych, posty sponsorowane, strony z logotypami znanych marek, filmy z „ekspertami finansowymi”, a choćby fałszywe aplikacje mobilne – to codzienność.

Nowoczesny oszust nie wysyła Ci już maila z Nigerii. Teraz kontaktuje się przez WhatsAppa, mówi po polsku, ma profil na LinkedInie i link do strony z certyfikatem SSL. W dodatku działa etapami. Najpierw delikatnie: zapisz się na darmowy webinar o inwestowaniu w sztuczną inteligencję. Potem: wypełnij formularz, żeby „otrzymać raport inwestycyjny”. A na końcu: zainwestuj niewielką kwotę – tylko 250 dolarów – by „zacząć zarabiać już dziś”.

Po pierwszej wpłacie dostajesz telefon od „opiekuna klienta”. Miły, elokwentny, wszystko tłumaczy. Pokazuje wykresy, włącza zdalny pulpit, pomaga zalogować się do „panelu inwestycyjnego”. Na ekranie widać zyski – 20%, 30%, 50% w tydzień! Problem w tym, iż to nie Twoje pieniądze, tylko dobrze przygotowana symulacja. Kiedy chcesz wypłacić środki, zaczynają się schody: „trzeba zapłacić podatek”, „konto jest weryfikowane”, „system jest chwilowo przeciążony”. I nagle nikt nie odbiera telefonu. Strona przestaje działać. A Ty zostajesz z pustym kontem i numerem telefonu, który już nie istnieje.

Czytaj też: Gemini 3 miażdży konkurencję – przynajmniej w benchmarkach. Czas zmienić chatbota?

Nowe sztuczki, stare emocje: przykłady oszustw inwestycyjnych w sieci

Współczesne oszustwa inwestycyjne są niebezpieczne, bo doskonale grają na emocjach. Zamiast nachalnych reklam mamy teraz influencerów, którzy w nagraniach z kawiarni mówią: „Nie musisz być ekspertem, żeby zarabiać na AI. Wystarczy, iż zaufasz sprawdzonemu systemowi, z którego sam korzystam”. Albo: „Zainwestowałem 500 zł, a po miesiącu mam już 3 tysiące”. Oczywiście influencer jest podstawiony, film nagrany w wynajętym apartamencie, a zysk – fikcyjny. Ale działa. Bo człowiek bardziej ufa drugiemu człowiekowi niż bezosobowej instytucji.

Do tego dochodzą deepfake’i – przerobione filmy z udziałem znanych osób. W sieci krążą reklamy, w których Elon Musk, Robert Lewandowski czy choćby ważne osobistości polityczne „polecają” nową platformę inwestycyjną. Głos, mimika, gesty – wszystko wygląda autentycznie. Dopiero po chwili orientujesz się, iż coś jest nie tak. Ale często już za późno.

Każda epoka ma swoje „magiczne słowo”, które oszuści potrafią wykorzystać. Kiedyś było to „forex”, później „fundusze wysokiego zysku”, a dziś są to kryptowaluty, blockchain i sztuczna inteligencja. Schemat jest zawsze ten sam: „Zainwestuj w start-up oparty na technologii AI, zanim zrobi to cały świat.” „Nowa platforma krypto gwarantuje 10% dziennie – tylko dla pierwszych inwestorów!” „Nie trać okazji – dołącz do elitarnej grupy tradingowej, zysk gwarantowany”.

Brzmi znajomo? Bo to nic innego jak klasyczna piramida finansowa, tylko ubrana w nowoczesny język technologii. Zamiast obiecywać złote góry, oszuści mówią o „algorytmie, który sam zarabia”, o „systemie opartym na analizie Big Data”. Zamiast reklamować „łatwy zarobek”, oferują „ekskluzywny dostęp do zamkniętej platformy”. Wszystko po to, by zbudować wrażenie elitarności i profesjonalizmu.

„Obietnica gwarantowanego, wysokiego zysku bez ryzyka to jeden z najbardziej klasycznych mechanizmów oszustwa, który wciąż działa – tylko w nowoczesnym opakowaniu. Dzisiejsze kampanie są dopracowane, wykorzystują wizerunki znanych osób, deepfake i presję czasu, aby wzbudzić emocje i poczucie wyjątkowej okazji. W finansach nie istnieje zysk bez ryzyka – to fundamentalna zasada. Dlatego najważniejsze jest krytyczne podejście: weryfikacja źródeł, sprawdzanie licencji w KNF, unikanie instalowania nieznanego systemu i podejmowanie decyzji bez presji. Świadomość i edukacja to jedyna skuteczna tarcza w świecie, gdzie oszustwa stają się coraz bardziej profesjonalne.” Mówi ekskluzywnie dla HomoDigital Krzysztof Słotwiński, dyrektor zarządzający Pionu Bezpieczeństwa i Zarządzania Ciągłością Działania w Banku BNP Paribas.

Czytaj też: Nieznane zawody branży IT! Wyjaśniamy, kim jest i kto może zostać BIE, czyli Business Intelligence Engineer

Jak wychwycić, iż mamy do czynienia z oszustem?

Pierwsza zasada: jeśli coś brzmi zbyt dobrze, żeby było prawdziwe, to znaczy, iż nie jest prawdziwe. Druga: sprawdź, z kim naprawdę rozmawiasz. Legalna firma inwestycyjna ma numer licencji KNF, adres biura i pełne dane kontaktowe. jeżeli kontakt zaczyna się od WhatsAppa, anonimowego e-maila lub profilu na Facebooku, to powinna zapalić się czerwona lampka.

Trzecia: nie instaluj niczego, czego nie rozumiesz. Oszuści często proszą o zainstalowanie „oprogramowania do współdzielenia ekranu”, by „pomóc w konfiguracji konta”. W praktyce to moment, w którym dajesz im pełen dostęp do swojego komputera i bankowości. Czwarta: nie daj się poganiać. „Oferta tylko dziś!”, „ostatnie miejsca!”, „limitowana pula tokenów!” – to technika presji czasu. Prawdziwe inwestowanie nie wymaga pośpiechu. I wreszcie: nie wstydź się pytać. jeżeli masz wątpliwości, zadzwoń do swojego banku, zapytaj rodzinę, sprawdź w KNF lub UOKiK. Oszuści grają na emocjach, więc najlepszą bronią jest… chłodna głowa.

Prawdziwe inwestowanie to proces, nie loteria. Ma ryzyko, zasady, regulacje. Nie obiecuje zysków, ale daje szansę na zysk – pod warunkiem iż rozumiesz, w co wchodzisz. jeżeli jakaś platforma obiecuje Ci gwarantowane 30% miesięcznie – uciekaj. jeżeli ktoś dzwoni i mówi, iż „Twoje konto zostało wytypowane do elitarnego programu inwestycyjnego”, rozłącz się. A jeżeli znajomy w internecie nagle proponuje Ci wspólne inwestowanie w „projekt, który zaraz wystrzeli”, lepiej zainwestuj w dobrą kawę i rozmowę w realu.

Czytaj też: Szybkie i precyzyjne wyszukiwanie: wykorzystaj zaawansowane opcje Google

Nowe twarze starych oszustw: dlaczego dajemy się nabrać?

Bo chcemy wierzyć, iż istnieje droga na skróty. Że da się zarobić bez ryzyka, iż wystarczy kliknąć, zaufać, wpłacić. To ludzkie. Oszuści to wiedzą i właśnie dlatego działają coraz skuteczniej. Wstyd po oszustwie jest często większy niż sama strata finansowa. Wiele osób nie zgłasza sprawy na policję, bo „jak to przyznać, iż się dałem nabrać?”. A przecież oszukani to nie głupcy – to ofiary dobrze zaplanowanych manipulacji.

Dlatego najlepszym sposobem obrony jest rozmowa i edukacja. Opowiadajmy o tym głośno, uczmy siebie nawzajem, pokazujmy przykłady. Bo tylko świadomość może zatrzymać tę machinę. Nowe oszustwa wyglądają nowocześnie, mają influencerów, chatboty i reklamy wideo. Ale w środku to ten sam stary przekręt: obiecać szybkie bogactwo i zabrać wszystko. Nie daj się nabrać. W finansach, tak jak w życiu, prawdziwe zyski rodzą się z cierpliwości, nie z kliknięcia cudownego linku.

Źródło zdjęcia tytułowego: Freepik

Idź do oryginalnego materiału