Odległość od Żabki pokazuje wielkie polskie podziały. To nie żart, to nauka

konto.spidersweb.pl 1 godzina temu

Wielu wydaje się, iż Żabka jest niemal pod każdym blokiem, ale dane pokazują zaskakującą prawdę.

Lubię ten moment niepewności, kiedy nie wiadomo, co nowego powstanie w danym miejscu. Mieszkając w Łodzi mogę często uczestniczyć w tej zabawie. Miasto to jeden wielki plac budowy i każda wolna dziura jest coraz częściej plombowana. Ta zabawa ma jednak pewną wadę. Trudno znaleźć w niej choćby odrobinę satysfakcji i radości. Nie da się wygrać, bo na końcu zawsze jest rozczarowanie: nowe to najczęściej nudny, brzydki blok, który na pewno nie będzie wyglądał jak na wizualizacjach, a wolne lokale na wynajem nigdy nie staną się przystanią dla kawiarni czy czegokolwiek innego, co by tam sobie na grafikach wyobrażano.

Tyle iż nie zawsze musi przecież chodzić o złapanie króliczka. Czasami warto go po prostu gonić. Do momentu aż wszystko będzie jasne można mieć nadzieję, iż tym razem spotka mnie niespodzianka. Potem okazuje się, iż nic z tego, ale może to cały sens tej zabawy: wierzyć.

W mojej okolicy w kamienicy na ruchliwej ulicy coś na parterze się dzieje. Nie mam pojęcia, co tam było wcześniej, ale wielkie zielone płachty zawieszone na oknie sugerują, iż realizowane są prace remontowe i powstanie coś nowego. Raczej już znam odpowiedź, co to będzie, ale piękno zabawy – albo okrucieństwo, jak kto woli – polega na oszukiwaniu samego siebie. A może to będzie księgarnia? Sklep z płytami? Ceramiką? Palarnia kawy?

Dlatego lubię przegrywać w tej zabawie – wcześniej miło sobie pomarzyć. Trzeba jednak przyznać, iż przegrywanie też boli. W samym centrum Łodzi, niedaleko ul. Piotrkowskiej, w idealnie położonym budynku jeszcze kilka lat temu była restauracja. Coś nie wyszło, więc lokal w ostatnim czasie opustoszał, straszył i niszczał. W końcu chętny się znalazł i nagle przed moimi oczami wyrósł charakterystyczny zielony szyld.

Czyli wyszło na plus. Nie ma pustostanu, interes się kręci. Tak się jednak składa, iż stojąc przed tym sklepem, można pomachać klientom tej samej sieci po drugiej stronie. W linii prostej, sprawdziłem, dzieli te dwa punkty ok. 150 m. Granicą jest jednak ruchliwa trasa, więc trzeba przejść na drugą stronę. Mapy Google’a mówią, iż pokonanie 290 m dystansu zajmuje 4 min, choć mogą nas nieco spowolnić światła.

I, jak się pewnie domyślacie, nie są to dwie jedyne Żabki w okolicy. o ile nie machnąłem się w obliczeniach, co w moim przypadku jest bardzo prawdopodobne, na obszarze stosunkowo niedużego prostokąta takich sklepów jest dziewięć.

Cała filozofia sieci na tym polega – aby ludzie mieli jak najbliżej do sklepu. Wbrew pozorom nie chodzi o to, iż jestem wielkim przeciwnikiem tej jednej firmy. Bardziej interesuje mnie nie to, co jest, a to, czego nie ma. I pewnie już nigdy nie będzie. Oczywistym jest, iż to nie przypadek, iż łatwiej otworzyć i utrzymać Żabkę niż np. restaurację, kawiarnię, pub czy księgarnie. Osiedla i miasta wyglądają tak samo, nie ma charakterystycznych, wyjątkowych miejsc, które istnieją od lat i w których koncentruje się życie lokalnej społeczności. Powodów takiego stanu rzeczy jest mnóstwo i to temat na długą, niekończącą się dyskusję. Co nie zmienia faktu, iż popularność pewnych sklepów o czymś mówi.

Tylko czy na pewno aż tak wiele, jak się wydaje?

Szymon Pifczyk, autor bloga Kartografia Ekstremalna, zauważa, iż Żabka to „symbol wielkomiejskiej Polski”. I ma na to argument, z którym trudno dyskutować: twarde dane.

Owszem, sklepów jest dużo – jak pisze, „jedna czwarta Polaków ma do Żabki mniej niż 250 metrów” – ale z drugiej strony „internetowe przekonanie o tym, iż Żabka jest wszędzie, to wielkomiejska bańka”.

18,7 proc. Polaków mieszka co najmniej 5 km od najbliższej Żabki. W powiecie suwalskim ponad 5 km od Żabki mieszka aż 93 proc. mieszkańców. Ogólnie w Polsce wschodniej, gdzie jest niższa urbanizacja, Żabka nie jest aż tak popularna jak w innych regionach kraju. Możemy też wyznaczyć miejsca w kraju, gdzie do Żabki jest absolutnie najdalej. Sieć nie spenetrowała na przykład jeszcze Bieszczad. To właśnie z tamtejszych miejscowości, takich jak Tarnawa Niżna, Ustrzyki Górne czy Wołosate, musielibyśmy jechać aż blisko godzinę do najbliższych Żabek w Hoszowie i Cisnej – czytamy na Kartografii Ekstremalnej.

„Widać żabory” – jak skomentował jeden z komentujących pod facebookowym wpisem.

https://www.facebook.com/kartografiaekstremalna/posts/pfbid02eCqrvoDkCszm7mJH5pa18RT91ctL8HmrtBRd9F5Sy73Szf4GEeBDDq5PfEfjmnezl

Te podziały widać choćby w dużych miastach

Wcześniej podobną mapkę, ale skupiającą się na Łodzi, przygotował aktywista Tomasz Tomas. Jego analiza pokazała np., iż „aż 5 łódzkich osiedli nie posiada w swoich granicach ani jednego sklepu tej sieci”. Granice administracyjne bywają mylące, bo Żabka ulokowana jest tuż za. W teorii znajduje się na innym osiedlu, ale w praktyce dalej pod blokiem.

https://www.facebook.com/tomas.o.lodzi/posts/pfbid0Fdd8L2eN2wjA1RyutVwwBvRiv3ueJqRjwSq8FHugymHNzfGSMKpSna9u1mihFpsKl

Zresztą podobne różnice widać było na mapce Żabek w stolicy, którą przygotował grafik Jacek Gęborys. Istotną granicą jest Wisła – na prawym brzegu sklepów jest wyraźnie mniej niż na lewym, co pokrywa się ze stereotypowym myśleniem o gorszej części Warszawy.

https://www.facebook.com/miastojestnasze/posts/pfbid028gYBNQNU91L3pnEAUysHNPD928vq7D7ZCXWWXSPQAbcQrn2XzHiXe1CuX7NK2aiEl

Mogę narzekać, iż w mojej okolicy sklepów z zielonym szyldem jest za dużo, lokalne kawiarnie nie mają szans rywalizować z kawą za 5 zł, a problem zaczynają mieć też restauracje czy osiedlowe pizzerie, bo Żabka mocniej stawia na serwowanie gorących dań na wynos. Dla mieszkańca odległego od centrum łódzkiego czy warszawskiego osiedla będzie to niezrozumiałe marudzenie. Jak można zabić coś, co nie istnieje? Tam tej alternatywy nie było, a pojawienie się taniej kawy czy pizzy jest plusem, a nie minusem.

A co dopiero powiedzieć mają ci mieszkańcy, którzy wcale Żabki nie mają lub jest ona położona znacznie dalej niż te 250 m.

Nie dziwi więc, iż Żabka okupuje tak centralne miejsce w świadomości polskich internautów. Popkulturę w internecie kreują bowiem głównie ludzie młodzi zamieszkałych w dużych miastach i to najczęściej w ich centrach — dokładnie tam, gdzie jest najwięcej Żabek (…) Warto jednak pamiętać, iż “młodzi wykształceni z dużych miast” to stosunkowo mała grupa w skali Polski. Miliony Polaków ciągle Żabkę znają tylko z memów – komentuje więc Szymon Pifczyk.

Wspomniane przez autora bloga miliony Polaków może i zaśmieją się z przeróbek obrazka „jaka parówa, wariacie?”, ale to jednak nie jest ich rzeczywistość. A przecież mogło się wydawać nie tylko to, iż Żabki są wszędzie, ale też to, iż internet zatarł te granice pomiędzy dużymi a małymi ośrodkami.

Jasne, to bardzo ryzykowne stwierdzenie. Pamiętam jednak czasy, kiedy nie mając na wsi szybkiego internetu, omijało mnie wiele internetowych trendów. To mało poważny przykład cyfrowego wykluczenia, ale tak było – niektóre popularne hasła czy filmiki poznałem z opóźnieniem. jeżeli wczytanie filmiku zajmowało mi naprawdę wiele czasu, to musiałem wybierać: albo śmieszny filmik z autem ślizgającym się po drodze, albo teledysk ulubionego zespołu. Albo po prostu w miarę komfortowe przeglądanie internetu, o ile można mówić o komforcie przy 25 kb/s transferu. I to jak się wystawiło modem za okno, żeby mógł lepiej złapać sygnał.

Dziś światłowód dociera do małych miejscowości i wsi, a robiąc zakupy w sąsiedniej miejscowości choćby w niedużym sklepie mogę skorzystać z kasy samoobsługowej. Barierą nie jest już sama technologia, globalna wioska naprawdę się rozrosła.

A jednak żyjemy w innych światach, dla których memy z Żabką są codziennością, a dla innych opowieścią o odległych krainach i nieznanych problemach. Tylko czy na pewno? Może wcale nie trzeba mieć Żabki pod oknem, aby śmiać się ze śmiesznych obrazków i rozumieć ich przesłanie.

Mam tu na myśli te sentymentalne, nostalgiczne obrazki, na których widać tylko sklep, w tle automat paczkowy, jakiś blok i kilka więcej. Najważniejsze jest w nich to, czego zobaczyć nie możemy, bo tego już nie ma, nie istnieje. Nasza przestrzeń pozbawiona została punktów usługowych, miejsc, do których wchodzi się przez przypadek i przy okazji, po prostu załatwiając sprawy.

Z danych wynika, iż to obraz znajomy wyłącznie wielkomiejskiej Polsce, ale przesłanie jest bardziej jasne. Nie przez przypadek istnieją warianty małomiasteczkowe tych dających do myślenia memów, gdzie w miejsce Żabki pojawia się Dino. Inna sieć, ale motyw przewodni ten sam: odchodzi świat, który znaliśmy i który pamiętamy.

Powinienem zdenerwować się na rzekome obrazki przedstawiające przemijającą wieś, które zostały wygenerowane przez sztuczną inteligencją, ale nie mogę. Nie umiem i choćby nie wiem, czy powinienem chcieć. Wykorzystanie SI w tym przypadku to ciągle oszustwo i wprowadzanie w błąd. To się nie wydarzyło.

Ale jednak wiadomo, dlaczego te sceny poruszyły. Może i się nie zdarzyło w tym konkretnym przypadku, ale wydarzyło w naszym życiu. Po prostu zostało opisane, co czujemy, pamiętamy i czego byliśmy świadkami. Nieudolnie, z błędami, ale sens został zachowany.

Trochę tak samo jest z wieloma memami ze sklepami – nie trzeba mieć ich pod oknem, aby uderzył ich przekaz. Widzimy, iż świat się zmienia, a one stały się tego trochę symbolem. Memy o dziwo potrafią więc dalej łączyć.

BuyboxFast

Zdjęcie główne: FotoDax / Shutterstock

Idź do oryginalnego materiału