
Rosnący sprzeciw wobec centrów danych zmusza firmy technologiczne do szukania nowych sposobów na poprawę swojego wizerunku. OpenAI postanowiło zacząć od języka i proponuje, by serwerownie nazywać kampusami obliczeniowymi.
W Polsce kompleks budynków zwany centrum danych nie wzbudza większych emocji – znajdziemy zarówno osoby entuzjastycznie podchodzące do konstrukcji nowych obiektów, jak i osoby nastawione do nich negatywnie lub całkowicie obojętnie. Jednak przelećmy się za ocean i od razu przyjdzie nam ze świecą szukać osoby, która nie pała nienawiścią do centrów danych. Zdaje sobie z tego sprawę OpenAI, które postanowiło nieco zmienić narrację wokół ogromnych kompleksów serwerowych. Firma chce, aby zamiast dotychczasowego określenia centra danych („data centers”) zaczęto używać nazwy kampusy obliczeniowe („compute campuses”).
„Kampusy obliczeniowe” mają udobruchać antyfanów centrów danych
Według rzecznika OpenAI „kampusy obliczeniowe” lepiej oddaje skalę i rolę infrastruktury budowanej z myślą o rozwoju sztucznej inteligencji. Jak wyjaśnił przedstawiciel firmy w rozmowie z Business Insiderem, tego rodzaju inwestycje obejmują nie tylko samą infrastrukturę komputerową, ale również energetykę oraz tworzenie wyspecjalizowanych miejsc pracy. OpenAI chce ponadto, aby społeczności mieszkające w sąsiedztwie nowych obiektów miały wpływ na ich rozwój i mogły korzystać z oferowanych przez nie możliwości. Zmiana nazewnictwa ma pomóc w poprawie wizerunku inwestycji, które w ostatnich miesiącach stały się jednym z bardziej kontrowersyjnych tematów amerykańskiej debaty publicznej.
Niechęć Amerykanów do centrów danych wynika przede wszystkim z obaw o ich wpływ na najbliższe otoczenie. Ogromne kompleksy serwerowe potrzebują znacznych ilości energii elektrycznej, a ich zapotrzebowanie na prąd budzi obawy o przeciążenie lokalnych sieci i wzrost rachunków gospodarstw domowych. Kolejnym problemem jest zużycie wody wykorzystywanej do chłodzenia infrastruktury. Mieszkańcy obawiają się również hałasu generowanego przez systemy wentylacyjne i klimatyzacyjne, zanieczyszczeń związanych z pracą awaryjnych generatorów oraz pogorszenia estetyki okolicy. Według niedawnego badania Pew Research Center aż 54 proc. Amerykanów uważa, iż centra danych szkodzą środowisku.
Istotną rolę odgrywa również kwestia korzyści ekonomicznych dla lokalnych społeczności. Budowa takiego obiektu wiąże się z zatrudnieniem pracowników, jednak po zakończeniu inwestycji zapotrzebowanie na personel znacząco maleje. W rezultacie mieszkańcy nie zawsze wierzą w trwały wzrost zatrudnienia – a co za nim idzie, dobrobytu, choćby o ile skala lokalnego przedsięwzięcia jest ogromna. Kontrowersje budzą także ulgi podatkowe przyznawane największym firmom technologicznym, poufne porozumienia z władzami lokalnymi oraz obawy, iż koszty rozbudowy infrastruktury energetycznej zostaną przeniesione na odbiorców. Nie bez znaczenia pozostaje także stosunek do samej sztucznej inteligencji. Część społeczeństwa obawia się utraty miejsc pracy na rzecz AI i uważa, iż gigantyczne inwestycje w tę technologię przynoszą korzyści przede wszystkim największym korporacjom, a nie przeciętnym obywatelom.
Sprzeciw wobec centrów danych stał się na tyle istotnym problemem, iż firmy technologiczne próbują przekonywać mieszkańców do swoich inwestycji dzięki zachęt finansowych. Meta, Amazon i Microsoft deklarowały przeznaczenie milionów dolarów na wsparcie społeczności oraz lokalnych szkół. Niektóre projekty obejmowały również bezpośrednie wypłaty dla gospodarstw domowych. Przykładem jest inwestycja w Pensylwanii, której deweloper zaproponował mieszkańcom granty w wysokości 10 tys. dolarów dla wszystkich z 4,5 tys. gospodarstw domowych, o ile społeczność zgodzi się na budowę centrum danych. Podobne inicjatywy nie zawsze jednak przekonują przeciwników budowy nowych obiektów.
OpenAI chce zmienić sposób, w jaki mówi się o centrach danych
Zmiana nazwy jest kolejną próbą poprawienia społecznego odbioru infrastruktury potrzebnej do rozwoju sztucznej inteligencji. OpenAI przekonuje, iż określenie „kampusy obliczeniowe” lepiej opisuje charakter wieloletnich inwestycji obejmujących obliczenia, energetykę i wykwalifikowaną kadrę. Firma deklaruje również chęć współpracy z mieszkańcami terenów, na których powstają nowe obiekty. Nie wiadomo jednak, czy samo zastąpienie jednego określenia drugim wpłynie na nastawienie Amerykanów.
Sprawa ma również wymiar polityczny. Centra danych stały się jednym z tematów kampanii przed wyborami uzupełniającymi do Kongresu USA, zaplanowanymi na 3 listopada. Serwis Axios informował wcześniej, iż OpenAI przygotowuje się na możliwość zwycięstwa Demokratów, co mogłoby przynieść bardziej restrykcyjne podejście władz do regulowania sektora AI. Rosnący sprzeciw społeczny wobec kolejnych inwestycji może bowiem przełożyć się nie tylko na decyzje lokalnych samorządów, ale również na politykę federalną.
OpenAI nie jest zresztą pierwszą firmą ani instytucją, która próbuje zmienić nazewnictwo związane ze sztuczną inteligencją. We wrześniu Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze promujące określenie superintelligence zamiast artificial intelligence. W ślad za tą zmianą poszły między innymi amerykański Departament Sprawiedliwości oraz SpaceX, które zaczęło używać nazwy SpaceXSI. Jednak biorąc pod uwagę, iż określenie „SI” nie przyjęło się poza administracją USA, wątpię aby „kampusy obliczeniowe” kiedykolwiek pojawiły się w miejscu innym niż materiały prasowe OpenAI.






