
Netflix wchodzi w erę „AI‑enhanced entertainment”. Co to adekwatnie znaczy?
Netflix pochwalił się w najnowszym raporcie kwartalnym, iż już około 300 tytułów dostępnych na platformie korzystało z narzędzi generatywnej sztucznej inteligencji. To liczba, która robi wrażenie – zwłaszcza iż mówimy nie o eksperymentach w laboratoriach R&D, ale o realnych produkcjach, które trafiły do widzów na całym świecie. Firma przedstawia to jako naturalny krok w stronę szybszej, tańszej i bardziej efektownej produkcji – tym niemniej trudno nie zauważyć, iż w Hollywood właśnie otwiera się nowy rozdział. Taki, który jednych ekscytuje, innych niepokoi, a wszystkich zmusza do zadania pytania: dokąd zmierza współczesna rozrywka?
AI w produkcjach Netflixa to już codzienność
W raporcie za drugi kwartał br. Netflix ujawnił, iż generatywna AI była wykorzystywana głównie w postprodukcji. To istotny szczegół, bo nie mówimy o pełnych, syntetycznych filmach tworzonych od zera przez modele – ale o narzędziach wspierających montaż, efekty specjalne czy rekonstrukcję scen.
Przykłady? W serialu dokumentalnym The American Experiment znalazło się 17 minut materiału „wzmocnionego przez AI”, który = jak podkreśla Ted Sarandos – powstał dwa razy szybciej i za połowę kosztu tradycyjnych metod. W praktyce oznacza to sceny tłumów, rekonstrukcje historycznych bitew czy złożone ujęcia, które wcześniej byłyby zbyt drogie albo zbyt czasochłonne, by w ogóle je realizować.
Podobne techniki wykorzystano w Glory oraz Brasil 70: A Saga do Tri. A to dopiero początek – Netflix inwestuje w AI coraz agresywniej, przejmując m.in. startup Bena Afflecka i budując własne studio animacji oparte na narzędziach generatywnych. Do tego dochodzą bardziej kontrowersyjne eksperymenty, jak wygenerowany przez AI głos Gene’a Wildera w reality show Wonka’s The Golden Ticket. Trudno o bardziej symboliczny przykład tego, jak technologia zaczyna mieszać się z nostalgią.
Szybciej, taniej, więcej. Ale czy lepiej?
Netflix argumentuje, iż AI pozwala tworzyć sceny, które wcześniej były poza zasięgiem budżetowym. To prawda – generatywne narzędzia potrafią dziś wygenerować tłum, który wygląda jak żywy, albo odtworzyć panoramę miasta z epoki, której nie da się już sfilmować. Dla producentów to ogromna oszczędność czasu i pieniędzy.
Ale czy widzowie faktycznie tego chcą?
W ostatnich miesiącach pojawiły się raporty sugerujące, iż Netflix ma problem z utrzymaniem widzów przy drugich sezonach swoich seriali. Firma odpowiada, iż „czas spędzony” to tylko jeden z elementów zaangażowania, a liczy się także jakość i różnorodność. W raporcie What We Watched podano, iż użytkownicy obejrzeli 97 mld godz. treści, co oznacza wzrost o 2 proc. rok do roku.
W tle zmian technologicznych dzieje się coś równie istotnego: Netflix coraz mocniej eksperymentuje z formatami, które dotąd kojarzyliśmy z platformami społecznościowymi. W ostatnich miesiącach pojawiły się video podcasty, krótkie klipy w stylu TikToka, a teraz firma planuje streamować treści tworzone przez cyfrowe media pokroju BuzzFeeda – czyli dokładnie takie, które normalnie oglądalibyśmy na YouTubie.
Do tego dochodzą doniesienia The Wall Street Journal, iż Netflix rozważa wprowadzenie kanałów „always-on”, czyli czegoś w rodzaju telewizji linearnej w obrębie aplikacji. jeżeli dodamy do tego rosnący segment reklamowy (firma zarobiła w ostatnich miesiącach 12,56 mld dol. i przez cały czas celuje w podwojenie przychodów z reklam do 3 mld) to obraz zaczyna się klarować: Netflix nie chce być już tylko platformą VOD. Chce być wszystkim naraz.
Wyniki finansowe są mocne, inwestycje ambitne, a strategia – wyraźnie nakierowana na skalowanie treści i obniżanie kosztów. Jednocześnie Netflix coraz bardziej przypomina platformę, która chce być wszystkim dla wszystkich: telewizją, YouTubem, TikTokiem, podcastem i studiem filmowym w jednym.
AI jest tu tylko jednym z elementów układanki. Ważnym, ale nie jedynym.
Niezależnie od wszystkiego, Netflix nie czeka na przyszłość. Netflix ją buduje – i robi to szybciej niż ktokolwiek inny. jeżeli widzowie to kupią to AI stanie się nowym standardem produkcyjnym. jeżeli nie – czeka nas kolejna fala dyskusji o tym, gdzie kończy się kreatywność, a zaczyna automatyzacja. W każdym razie: popcorn można przygotować. Nadchodzą interesujące czasy.








