Japoński badacz stworzył urządzenie, które na pierwszy rzut oka przeczy logice współczesnej elektroniki. To ogromny pendrive USB o rozmiarach sporej płytki podłogowej, który oferuje zaledwie 128 bajtów pojemności. Dla porównania: to za mało, by zmieścić choćby zapisaną tekstowo listę zakupów. Projekt nie jest jednak próbą bicia rekordów użyteczności, ale działającym hołdem dla technologii, która kiedyś napędzała pierwsze komputery.
Mały, ale duży pendrive
Urządzenie bazuje na technologii Magnetic Core Memory (pamięć rdzeniowa), która dominowała w informatyce od połowy lat 50. do wczesnych lat 70. Zamiast krzemowych układów scalonych, dane przechowywane są w siatce małych, ferrytowych pierścieni owiniętych drutem. Aby ta archaiczna konstrukcja mogła współpracować ze współczesnym komputerem przez port USB-A, konstruktor użył Raspberry Pi Pico jako interfejsu oraz nowoczesnych wzmacniaczy odczytu i diod LED.
部品一通り載せ終わった ちゃんとUSB-A端子ついてるしどう見てもUSBメモリやな pic.twitter.com/Lnpbrxmczn
— dydt (@dydt_Nao) January 31, 2026Najbardziej specyficzną cechą tego urządzenia jest tzw. odczyt niszczący. W pamięciach rdzeniowych sam proces sprawdzenia, co jest zapisane w danym komórce, powoduje jej natychmiastowe wymazanie. Aby dane nie zniknęły na zawsze, system musi po każdym odczycie wykonać błyskawiczny cykl ponownego zapisu. Mimo tej komplikacji, pamięć jest nieulotna – zachowuje informacje po odłączeniu zasilania, o ile oczywiście nie zdążyliśmy ich wcześniej odczytać.
Ale o co mi chodziło z tą listą zakupów? W zwykłym pliku tekstowym jedna litera lub cyfra zajmuje zwykle 1 bajt. Ten ogromny pendrive mieści więc dokładnie 128 znaków. To za mało, żeby zapisać tekst tego akapitu, a o liście zakupów na cały tydzień możecie zapomnieć.
Symbol postępu technologii
Z punktu widzenia dzisiejszych standardów, projekt jest całkowicie bezużyteczny. 128 bajtów to zbyt mało, by system operacyjny mógł w ogóle rozpoznać strukturę plików czy tablicę partycji. Warto jednak pamiętać o kontekście historycznym: w 1953 roku, gdy technologia ta debiutowała w komputerze MIT Whirlwind, była przełomem.
Dopiero pojawienie się pamięci DRAM od Intela w 1970 roku wyparło rdzenie ze względu na koszty i rozmiar. Japoński projekt to rzadka okazja, by zobaczyć „odwrócony postęp” – połączenie nowoczesnego mikrokontrolera z technologią sprzed ponad siedmiu dekad.
Ten projekt idealnie obrazuje tempo, w jakim zmienia się technologia. Istnieje spore prawdopodobieństwo, iż za 50 lat ktoś spojrzy na dzisiejsze dyski SSD mieszczące terabajty danych i powie z niedowierzaniem: „Wow, oni naprawdę mieścili tu cały system operacyjny?”. Swoją drogą, aż strach pomyśleć, ile gigabajtów (albo terabajtów) będzie wtedy zajmował sam Windows.
Źródło: X, Tom’s Hardware / Zdj. otwierające: X (@dydt_Nao)
