Poczta Polska nie chce być drugą Żabką. Na pocztę pójdziemy… po schronienie

konto.spidersweb.pl 3 godzin temu

Poczta Polska ma na siebie plan – to nie tylko paczki i listy, ale też bezpieczeństwo państwa.

Poczta Polska ciągle jest na etapie transformacji. Dużo o zmianach słyszeliśmy – o tym, iż listonosze są ważni i iż trzeba skupić się na zaufaniu. W Poczcie Polskiej żyją najwidoczniej dwa wilki. Jeden jest potulny i chce się dać udomowić, drugi zaś wie, iż współczesny świat to dżungla i wygrać może tylko najsilniejszy. Dlatego również należy wystawiać kły.

No bo o wzmacnianiu relacji mówić jest jednak trudno, kiedy przesyłki przychodzą z opóźnieniem, dostarczyciela listów nie widać przez kilka tygodni, a w placówkach witają długie kolejki i tylko jedno czynne stanowisko. Z drugiej strony kooperacja z Temu, krytykowana choćby przez rządowych ministrów, czy Żabką, niespecjalnie kojarzą się z byciem usługą lokalną i wyjątkową, a raczej sklepem czy punktem jak każdy inny. Cel transformacji jest przecież znany: „przemiana Poczty Polskiej z tradycyjnego dostawcy papierowych listów i kartek – których liczba systematycznie spada – w nowoczesną firmę kuriersko-handlowo-cyfrowo-finansową, która w nowoczesnych wnętrzach placówek oraz przez internet oferuje dostosowany do potrzeb Klientów katalog produktów handlowych i usług”.

Okazuje się jednak, iż Poczta Polska może też pełnić istotną misję. W rozmowie z portalem wnp.pl prezeska Poczty Polskiej Magdalena Gaj podkreśliła, iż pocztowa spółka „nie stanie się drugą Żabką czy Lidlem”. Musi zaś „rozwijać się wokół własnego rdzenia”, dokładając do tego „nowoczesne produkty”.

Gaj zaznaczyła, iż placówki poczty w razie kryzysu mogą „pełnić dodatkowe funkcje”.

Mogą stać się miejscem czasowego pobytu ludzi, punktem, w którym można naładować telefon podczas przerwy w dostawie prądu, a także miejscem dystrybucji wody. Poprzez sieć placówek do obywateli mogą zostać dostarczone niezbędne informacje. Nasze węzły logistyczne mogą być wykorzystywane do przeładunku i dystrybucji niezbędnego zaopatrzenia – wyjaśniła.

Wcześniej na to samo zwracał uwagę w rozmowie z „Faktem” minister aktywów państwowych Wojciech Balczun.

Z punktu widzenia sytuacji geopolitycznej i zagrożeń, z którymi mamy do czynienia, Poczta Polska odgrywa bardzo istotną rolę – to m.in. kwestia obrony cywilnej, możliwości komunikowania się z obywatelami, kwestia bardzo szerokiej infrastruktury. To są listonosze, urzędy pocztowe, obiekty, które mogą pełnić funkcję na wypadek różnego rodzaju zagrożeń – stwierdził.

Poczta Polska w sumie ma ok. 4,8 tys. placówek własnych. Oprócz nich Poczta dysponuje też siecią placówek partnerskich, więc klienci mają w sumie do dyspozycji ponad 7,6 tys. placówek, z tego 68 proc. w gminach miejskich i miejsko-wiejskich, a 32 proc. w wiejskich.

Ostatnio w kontekście placówek własnych głośniej było o modernizacji, dzięki której produkty są lepiej widoczne i łatwiej je znaleźć. „Zwiększa też atrakcyjność Poczty jako partnera handlowego, co przekłada się na rosnące zainteresowanie współpracą ze strony dostawców” – podkreślono w komunikacie. Obyśmy nie musieli się przekonywać, czy w tych przestrzeniach faktycznie znajdzie się też miejsce dla ludzi potrzebujących schronienia i zapewnienia podstawowych potrzeb. Przynajmniej w teorii brzmi to jednak sensownie. Miasta szykują takie punkty, niektóre już je otwierają, a placówki poczty są od dawna. Inna sprawa, czy rzeczywiście będą przystosowane do tego, by to wszystko umożliwić.

Po raz kolejny podobają mi się słowa dotyczące listonoszy. Poczta chce wykorzystać fakt, iż pracownicy są częścią lokalnej społeczności. Gorzej, iż te więzi są coraz słabsze. W rozmowie z „Tygodnikiem Powszechnym” jeden z nich zauważył, iż ważniejsza staje się sprzedaż produktów niż dostarczanie listów.

Każdy listonosz, który jeździ z pocztą samochodem czy rowerem, ma co miesiąc sprzedać towaru za minimum 300 zł. Za chwilę Wszystkich Świętych, więc teraz namawiają nas, żeby brać w teren jak najwięcej towaru cmentarnego. No to chłopaki biorą więcej zniczy i mniej listów, bo o sprzedaż kierownictwo pyta, i z tego ich rozliczają – ujawnił.

A ludzie potrzebują tego kontaktu

Na portalu linkedin.com mignęła mi historia osiedlowego kuriera, który dostarczał przesyłki do jednego z automatów. Zawsze można było się z nim dogadać i liczyć na pomoc, jak relacjonował autor wpisu. Kurier tak się zżył z sąsiedztwem, iż o swoim odejściu postanowił poinformować okolicę i zakomunikował wieść za pośrednictwem kartki przylepionej do jednej ze skrytek. Napisał, iż miał okazję poznać wielu mieszkańców „choćby z krótkiego dzień dobry”.

To bardzo ciepła, urocza historia. Ale jednocześnie też znamienna, bo pokazująca, jak brakuje takich relacji. Tu mieliśmy ich namiastkę: krótkie wizyty przy automacie, ewentualnie wręczenie paczki. Jeszcze do niedawna okazji do tworzenia takich lokalnych społeczności było więcej.

Łatwo mi zarzucić, iż gloryfikuję dawne kontakty międzyludzkie, które wcale nie były ani idealne, ani zawsze komfortowe dla dwóch stron. Jednak ta opowieść o odchodzącym z rejonu kurierze pokazała, iż więzi są ważne, ale jednocześnie coraz o nie trudniej – i dlatego opisywana historia była tak wyjątkowa. Tymczasem wcześniej było to normalne z listonoszami, lokalnymi sprzedawcami, których się znało, z którymi się rozmawiało, i to nie za pośrednictwem karteczek przyczepianych do automatu. To jeszcze nie odeszło, ale nie jest tak powszechne.

Ciągle słyszymy, iż Poczta Polska chce tę lukę wypełnić. Chce być dobrym sąsiadem, który zna swoją okolicę i rozumie jej potrzeby. To dziś takie powszechne nie jest, w dobie sieciówek, których ajenci i sprzedawcy zmieniają się co chwila, czy automatów i samoobsługowych kas.

Możemy się rzecz jasna zastanawiać, co tak naprawdę jest ważniejsze: znajomość z osiedlowym kurierem czy szybkość paczek. Miło jest kojarzyć osobę dostarczającą przesyłki i mieć świadomość, iż w razie czego możliwe będzie polubowne załatwienie jakiejś sprawy. Ale czy naprawdę ktoś ucieszyłby się z dostarczonej paczki później, bo akurat kurier się zagadał, wzmacniając sąsiedzkie relacje kilka ulic dalej? Może niektórym miło romantyzuje się historie o kurierze-koledze-jednym-z-nas, ale gdy w dostawie jest nowy telefon, niecierpliwość i tak bierze górę. „No nie, kropka na mapie się nie porusza, pewnie znowu dał się zaprosić na herbatę!”. Nie obraziłbym się na taką walkę z pośpiechem, w zamian za wzmocnienie serdeczności, ale obawiam się, iż może to być kiepski model biznesowy. Nie tylko w Poczcie Polskiej są pewnie dwa wilki.

Mimo wszystko państwowa spółka zapewnia: jakby co, damy radę, chcemy być obok i pełnić funkcje, których inni wam nie zapewnią. Tylko czy faktycznie zmierzamy w tym kierunku? Raczej słyszy się o tym, iż listonoszy jest za mało, a placówki zatłoczone albo zamknięte, a na pierwszym miejscu tak naprawdę jest zysk. Czy rzeczywiście Poczta Polska może stać się miejscem, które przyjdzie jako jedne z pierwszych na myśl, kiedy potrzebne będzie wspólne działanie? Chciałbym w to wierzyć.

Zdjęcie główne: Karolis Kavolelis / Shutterstock

Idź do oryginalnego materiału