Polskie miasto śni o lotnisku. Miliony za trzy połączenia dziennie

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Marzenie części mieszkańców, a choćby piłkarskich trenerów, może niedługo się ziścić. Rosną szanse na nowe pasażerskie lotnisko.

Dziś obsesją wielu polskich miast jest metro. Szumnie nazywa się tak projekty, które choćby nie schodzą głęboko pod ziemię, albo ich trasa prowadzona jest tunelami jedynie w krótkich fragmentach. Nie szkodzi, mówią włodarze, i tak będziemy mieć pełnoprawne metro! Jak stolica, jak inne wielkie europejskie miasta! Sama ta nazwa ma być dowodem osiągnięcia pewnego statusu – jakby pełnoprawna nowoczesna metropolia nie mogła istnieć bez takiej kolejki, więc co tam autobusy, co tam tramwaje, co tam kolej miejska, musi być coś, co do metra nawiązuje. Choćby z nazwy, która będzie przepustką do wielkiego świata. Kolejny tramwaj, choćby jadący chwilę pod ziemią, nie brzmi spektakularnie. Ale metro? Znacznie milej. Nie ma wstydu.

Dawniej podobnym potwierdzeniem statusu było lotnisko. Do dziś wielu miastom fanaberia odbija się czkawką. Może samoloty lądują rzadko, może pasażerów tyle co kot napłakał, może i trzeba stale dofinansowywać te studnie bez dna – ale jaka to przyjemność móc powiedzieć, iż ma się lotnisko! Owszem, Nowy Jork, Berlin, Londyn, ale też Zielona Góra, Łódź, Radom – wszyscy w jednym rzędzie, w tym samym elitarnym towarzystwie.

Przyznaję, wygodnie odlatuje się z własnego miasta, nie musząc fatygować się i wydłużać podróży o kolejne godziny, ale czy ta chwila komfortu rzeczywiście jest tego warta? Lotnisko w Łodzi w 2025 r. straciło 37,4 mln zł, mimo iż pod względem liczby pasażerów był to rok rekordowy. W Radomiu, wyliczał branżowy portal Rynek Lotniczy, w 2025 r. każdy z obsłużonych podróżnych wygenerował ponad 640 zł straty operacyjnej.

Co więcej, 8 z 15 polskich lotnisk zarządzanych przez spółkę Polskie Porty Lotnicze przyniosło w 2024 r. stratę netto. Przedstawiciele spółki tłumaczyli jednak, iż należy patrzeć na sprawę nie tylko przez pryzmat pieniędzy.

– Wyraźnie widać, iż wpływ polskich lotnisk na regiony jest ogromny. Porty lotnicze to nie tylko miejsca, z których można latać, ale miejsca mające silny wpływ na rozwój gospodarczy. Główne wnioski raportu to skumulowany wpływ sektora portów na gospodarkę w 2024 r. w wysokości prawie 58 mld zł. Dodatkowy pasażer w ujęciu rocznym to przyrost PKB o 10,5 tys. zł. – mówił PAP członek zarządu PPL Adam Sanocki.

Podobną logiką kierował się jeden z łódzkich radnych, który swego czasu podkreślał, iż bez lotniska w Łodzi niemożliwa byłaby wizyta George’a Clooneya na jednym z festiwali. Mam wrażenie, iż choćby ze względu na bliskość stolicy jakoś dałoby się kwestię transportu rozwiązać, ale po co gwiazdor miałby się męczyć, a potem przez to kaprysić i wydziwiać? Widocznie miliony straty rocznie zerują się, gdy na ziemi stopę kładzie hollywoodzki aktor. Na dumę nie warto szczędzić grosza. I gdyby rzeczywiście z Łodzi dało się odlecieć w wiele miejsc w Europie, to może łatwiej byłoby usprawiedliwiać sens jego utrzymywania, ale przez większą część dnia po terminalu hula wiatr. I Łódź nie jest wyjątkiem.

Różnie więc z tymi lotniskami bywa, ale czasami pragnienie jest silniejsze

W Białymstoku o możliwości latania z własnych stron mówi się od lat i wygląda na to, iż niedługo słowa zamienią się w czyny. Sejmik Województwa Podlaskiego zgodził się na utworzenie spółki Lotnisko Białystok-Krywlany. Podobną decyzję podjęła Rada Miasta Białystok.

– Chcemy, aby w przyszłości mieszkaniec Podlaskiego mógł kupić bilet na lot z Białegostoku – na wakacje, wycieczkę czy krótki wyjazd – zadeklarował marszałek Łukasz Prokorym.

Nie chodzi o budowę nowego lotniska, a przerobienie tego istniejącego, sportowego, z którego dziś korzystają również służby.

Mieszkańcy potrzebują lotniska Białystok-Krywlany, jedynego lotniska, jakie ma szansę powstać w naszym regionie. Potrzebują polecieć z Białegostoku do przynajmniej jednego hubu międzynarodowego, na przykład Kopenhagi czy Wiednia, aby Białystok mógł wykonać kolejny skok rozwojowy – podkreślił prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski.

Miasto przywołało badanie opinii publicznej z 2021 r., kiedy to blisko 65 proc. ankietowanych wskazało, iż Białystok potrzebuje lotniska.

Co ciekawe, w 2017 r. doszło choćby do referendum w tej sprawie. „Czy jest Pan/Pani za wybudowaniem w województwie podlaskim regionalnego portu lotniczego?” – zapytano mieszkańców. Frekwencja była jednak niska, bo wyniosła 12,96 proc., tym samym głosowanie okazało się nieważne, mimo iż 96 proc. było „za”.

Mieszkańcy swoim głosowaniem dali sygnał, iż to niepotrzebne wydawanie pieniędzy – komentował w Radiu Białystok ówczesny marszałek województwa Jerzy Leszczyński.

A jak z pieniędzmi sprawa wygląda teraz?

Miasto wylicza:

Plan rozwoju Lotniska Białystok-Krywlany zakłada stopniową realizację inwestycji, z uwzględnieniem potrzeb technicznych, bezpieczeństwa oraz możliwości pozyskania zewnętrznego finansowania. Pierwszy etap obejmuje budowę hangaru dla statków powietrznych z częścią administracyjną, budowę drogi kołowania oraz remont drogi kołowania. Szacunkowy koszt tych prac wynosi około 56 mln zł. Planowane jest również pozyskanie około 10 mln euro dofinansowania z programu Fundusze Europejskie dla Podlaskiego. Drugi etap zakłada uruchomienie ruchu pasażerskiego z wykorzystaniem istniejącego pasa startowego o długości 1350 metrów.

Z kolei marszałek poinformował również, iż województwo zabezpieczyło 10 mln euro w ramach programu Fundusze Europejskie dla Podlaskiego 2021-2027 na inwestycje związane z infrastrukturą lotniskową. „Środki mają wesprzeć między innymi budowę dróg kołowania, systemów nawigacyjnych i naprowadzających oraz zaplecza hangarowego i budynkowego” – wyjaśniono.

Według planów lotnisko ma być „dostosowane do potrzeb regionu i możliwości finansowych samorządów”.

– Zakładamy, iż mogłyby się z niego odbywać trzy pary lotów dziennie, oczywiście pod warunkiem, iż będzie na nie popyt. Lotnisko regionalne wiąże się z zupełnie innymi wymaganiami i kosztami. Krywlany to rozwiązanie szyte na miarę naszych potrzeb i możliwości – mówił prezydent.

Trzy pary lotów dziennie to bardzo skromna liczba, ale według włodarzy lotnisko to także „poprawa dostępności regionu, zwiększenie jego atrakcyjności inwestycyjnej, tworzenie nowych miejsc pracy oraz rozwój współpracy gospodarczej i akademickiej”. Port miałby „wspierać lokalnych przedsiębiorców, ułatwiając nawiązywanie nowych partnerstw, rozwijanie współpracy gospodarczej i tworzenie łańcuchów dostaw”. Podkreślono, iż istotne może okazać się wykorzystanie infrastruktury do zadań związanych z ratownictwem medycznym, reagowaniem kryzysowym, ochroną granic i obronnością.

O braku lotniska w Białymstoku dyskutowała swego czasu cała Polska. A raczej – żartowała. Pretekstem był wywiad Michała Probierza, ówczesnego trenera Jagiellonii, który udzielił wywiadu „Polska The Times”.

Największy problem Jagiellonii? Brak lotniska w Białymstoku. My jesteśmy ciągle w drodze. Po dziesięć, jedenaście godzin. Najbliższy wyjazd jest do Warszawy – „tylko” 200 kilometrów – mówił szkoleniowiec.

Sama Jagiellonia udowodniła zresztą, iż bez lotniska da się żyć, zdobywając Mistrzostwo Polski w 2024 r. Jednak choćby trener mistrzowskiej drużyny Adrian Siemieniec przyznawał, iż podróże to utrapienie dla drużyny z wielkimi sportowymi ambicjami.

Myślę, iż o ile chcielibyśmy jako Jagiellonia, jako Białystok wejść na bardzo poważny poziom europejskiej rywalizacji, żeby faktycznie dać sobie szansę na rywalizację z najlepszymi i się rozwijać, to kwestia logistyczna jest absolutnie kluczowa. Bez lotniska nie da się tego zrobić. To nie są równe szanse, jeżeli masz mecz w Europie w czwartek, wyjeżdżasz we wtorek, a wracasz w piątek wieczorem, albo z tamtego meczu lecisz na kolejny ligowy. Każdy wyjazdowy mecz w Europie kosztuje cię tydzień zgrupowania. Z punktu widzenia fizyki, regeneracji i zmęczenia mentalnego to ważne, by skutecznie rywalizować – powiedział w rozmowie z Weszło.

Wygląda na to, iż Białystok zaczął mierzyć wysoko. Czy się opłaci? Doświadczenia wielu lokalnych lotnisk nie nastawiają optymistycznie. Ale kto wie – może mieszkańcy będą przynajmniej cieszyć się z kolejnych sukcesów piłkarskiej drużyny.

Albo Białystok odwiedzi jakiś hollywoodzki aktor. I wszystko się zwróci. Tak jakby.

Idź do oryginalnego materiału