Prywatność w przeglądarce i wyszukiwarce – jak chronić nasze dane?

homodigital.pl 7 godzin temu

Na przeglądaniu informacji w sieci i wyszukiwaniu w niej informacji upływa nam istotna część każdego dnia, dlatego ważne jest, by zadbać o prywatność w naszej przeglądarce i wyszukiwarce. W przeciwnym razie informacje z nich będą wyciekać szerokim strumieniem, karmiąc reklamodawców i wielkie firmy technologiczne. I o ile osiągnięcie pełnej prywatności jest prawdopodobnie niemożliwe, a na pewno bardzo kłopotliwe, to są proste sposoby, by ją nieco poprawić. Podpowiadamy jakie.

Co dzień wyszukiwarka Google obsługuje 14 mld zapytań – daje to gigantowi z Mountain View pozycję niekwestionowanego lidera na rynku wyszukiwarek z udziałem wynoszącym około 90% i z około 5 miliardami użytkowników. kilka słabsza jest pozycja przeglądarki Chrome od Google – według statystyk Statcounter ma ona przeszło 70-procentowy udział w światowym rynku.

To daje firmie dostęp do ogromnej ilości danych o nas – o tym, jakiej informacji szukamy w sieci, jak jej wyszukujemy, jaką informację wybieramy i w końcu, jak się z nią zapoznajemy. Wszystko to na pewno cieszy reklamodawców i samego Google’a, ale odbywa się kosztem naszej prywatności. I wystawia nas na manipulacje wszelkiej maści marketingowców – obojętne czy komercyjnych, czy politycznych, czy jeszcze innych.

Jak trochę utrudnić działanie tej machiny i zrobić mały kroczek w stronę ochrony naszej prywatności? Zacznijmy skromnie – od utworzenia kilku profili w naszej przeglądarce.

Prywatność w przeglądarce – podziel swoje życie na profile

Profile są obecne w przeglądarkach od lat, ale większość z nas, o ile w ogóle z nich korzystała, to głównie do tego, by oddzielić swoje życie internetowe od życia internetowego innych członków rodziny korzystających z naszego komputera. Choćby po to, by YouTube nie proponował nam obejrzenia najnowszej piosenki K-popowej tylko dlatego, iż córka na naszym kompie słuchała Baby Monster…

Jednak profile dobrze nadają się również do rozdzielenia różnych aspektów naszego życia internetowego. W szczególności do oddzielania swojego życia „googlowego” od reszty aktywności w internecie.

Jeśli na co dzień korzystasz z Chrome, map Google, Gmaila i na dodatek masz telefon z Androidem, to powiedzmy sobie szczerze – jednym ruchem się raczej nie „odgooglujesz”. Chrome’a możesz zamienić na inną przeglądarkę, ale migracja z Gmaila na inną pocztę, choć możliwa, jest procesem a zrezygnować z Androida zwykle się nie da bez wymiany telefonu, no a tu opcje są mało zachęcające (chcecie wrócić do starej Nokii?) albo drogie (iPhone).

Ale możemy wrzucić usługi Google do jednego, osobnego koszyka (czyli profilu) służącego tylko do usług Google. W nim sprawdzajcie Gmaila, szukajcie dróg dojazdowych w mapach Google, oglądajcie zasubskrybowane kanały na YouTubie itp.

Jednak nie używajcie tego profilu do jednej rzeczy, najbardziej klasycznie googlowej – nie korzystajcie z niego, by wyszukiwać informacji. Informacji w internecie wyszukuj z innego profilu, bez logowania się do Google. Oczywiście Google odnotuje wyszukiwanie (jeśli nie wybrałeś alternatywnej wyszukiwarki), ale przynajmniej nie powiąże jej bezpośrednio z Twoim kontem.

Podział Google/nie-Google jest być może najbardziej podstawowy, bo Google to największy pochłaniacz naszych danych. Dodatkowo możecie jeszcze na przykład wydzielić profil dla pracy (by nie mieszać obowiązków zawodowych z życiem prywatnym) czy dla mediów społecznościowych (by Meta Pixele nie śledziły Twoich poczynań). Nie twórz ich jednak więcej, niż jest dla Ciebie wygodne – oddzielne profile mają sens tylko wtedy, gdy z każdego korzystamy zgodnie z założonym przeznaczeniem. I nigdy nie logujcie się do usług Google na profilu nie-Google.

Czemu profile będą pomocne w ochronie tożsamości? Bo każdy ma osobną historię przeglądania i osobne cookies, więc z punktu widzenia algorytmów śledzących to jakby dwie różne osoby. Plus, jeżeli nie powiążemy jakiegoś profilu z kontem Google, to jego dane będą przechowywane tylko lokalnie, nie na serwerach Google.

Profile, jak widać, mają swoje zalety, ale niestety, nie skorzystamy z nich na komórce, bo nie są tam dostępne. Tu musimy skorzystać z innej opcji, dostępnej również na desktopie – skorzystać z alternatywnej przeglądarki.

Prywatność w przeglądarce – lepiej nie od Google?

Innym niż użycie profili w przeglądarce jest po prostu użycie innej przeglądarki. I tak na przykład możemy nasze życie w serwisach Google zostawić w Google Chrome (bo i tak Google wie o wszystkim co w nich robimy, więc tutaj użycie Google nic nie zmienia), za to przeprowadzić resztę naszych aktywności internetowych do konkurencji.

Jakie mamy opcje? jeżeli jesteśmy w ekosystemie Apple, to naturalnym wyborem jest Safari. Ale to dotyczy raczej niewielkiego procenta internautów w Polsce.

A jakie alternatywy mają pozostali, czyli większość z nas? W Polsce drugą najpopularniejszą przeglądarką według danych StatCountera jest Opera. Jednak ta niegdyś norweska przeglądarka jest w tej chwili kontrolowana przez chińską firmę Kunlun, a w przypadku chińskich firm zawsze pozostają pewne wątpliwości jeżeli chodzi o prywatność i bezpieczeństwo naszych danych.

Opcją nie jest też raczej Edge od Microsoftu, który pod względem ochrony prywatności jest, według serwisu Privacytest.org, równie słaby jak Chrome.

Nieco lepiej jest w przypadku niegdyś popularnego Firekoksa, który posiada pewne interesujące funkcjonalności pod względem bezpieczeństwa – na przykład blokowanie trakerów Mety. Niestety, Firefox z ustawieniami domyślnymi nie należy do przeglądarek najbardziej chroniących prywatność. I ma za sobą skargi na śledzenie użytkowników.

Jest sensowna alternatywa

Są jednak przeglądarki, które są zbudowane założeniem maksymalnej ochrony prywatności. Pierwsza to Brave, korzystająca z tak zwanego silnika Chromium, a więc tego samego co Chrome a więc oferująca w miarę bezbolesną przesiadkę z przeglądarki Google – funkcjonalności są podobne, interfejs podobny i rozszerzenia też powinny działać bez problemu. A wszystkie opcje są domyślnie ustawione tak, by jak najlepiej chronić naszą prywatność. Plus ma wbudowane blokowanie reklam i trakerów.

Dwie inne „prywatne” alternatywne opcje dla Chrome to Librewolf i Mullvad Browser, obie oparte na Firefoksie, więc prawdopodobnie bardziej odpowiednie dla osób dobrze znających przeglądarkę z liskiem. Zwłaszcza Mullvad, ze swoim dość ekstremalnym podejściem do prywatności danych (po zamknięciu przeglądarki usuwa wszystkie dane sesji), nie jest przeglądarką dla wszystkich.

W przypadku Brave, Firefoksa i Libre Wolfa mamy wbudowane mechanizmy rozdzielania cookies, pamięci podręcznej itp. jeżeli chcemy jeszcze więcej prywatności, możemy w przypadku tego pierwszego skorzystać z osobnych profili, a w przypadku dwóch pozostałych – z tak zwanych kontenerów.

Prawie prywatne wyszukiwanie w Google

Nie jest szczególną tajemnicą, iż jeżeli wyszukujemy informacji na stronie google.com i jesteśmy zalogowani do naszego konta Google, to firma z Mountain View będzie wiedziała czego szukaliśmy i kiedy, a jeżeli jeszcze używamy Chrome, to prawdopodobnie i to, w co kliknęliśmy. Dzięki temu będzie nam mogła w odpowiedniej chwili zaserwować odpowiednią (bo związaną z tym, czego szukaliśmy) reklamę.

Pierwszym krokiem, jaki możemy zrobić, by trochę utrudnić Google naruszanie naszej prywatności jest wspomniane przeze mnie oddzielenie wyszukiwania od innych naszych aktywności związanych z Google – niech wyszukiwanie się odbywa w innym profilu, w którym nie jesteśmy zalogowani do konta Google.

To jednak tylko podstawowa ochrona. Google używa innych mechanizmów do śledzenia tego, co robimy – na przykład w URL-ach wyników wyszukiwania często znajdują się parametry kontekstowe i behawioralne. To, w połączeniu na przykład z fingerprintingiem (cyfrowym odciskiem palca) umożliwia firmie stworzyć profil behawioralny użytkownika, choćby jeżeli nie jest zalogowany.

Jakąś ochroną jest zmiana przeglądarki z Chrome na inną – na przykład Brave i Firefox „czyszczą” URL-e ze znanych parametrów kontekstowych i behawioralnych.

Bardziej prywatne opcje?

Innym sposobem jest zmiana wyszukiwarki na bardziej prywatną. No i tu mamy kolejny przykład na to, iż im więcej prywatności, tym mniej jest wygodnie. Google nie bez powodu jest najpopularniejszą wyszukiwarką na świece – od lat jest po prostu najlepszy i mimo okazjonalnych utyskiwań na jakość wyszukiwań Google, inne możliwości są po prostu nieco gorszej jakości.

Co oznacza „gorszej jakości”? Najczęściej to, iż interesująca nas strona będzie niżej na liście wyników, a więc dłużej nam zajmie jej znalezienie. Nieco mniejsza jest szansa, iż w ogóle nie będzie jej w wynikach wyszukiwania – najczęście dzieje się tak przy niszowych tematach. Przewaga Google polega głównie w sortowaniu stron pod względem użyteczności wyników.

Kolejną wadą jest brak podsumowań AI, które często skracają czas wyszukiwania potrzebnej nam informacji.

A jakie mamy opcje? jeżeli jak najmniej chcemy odejść od wyszukiwarki Google, to możemy skorzystać ze Startpage – wyszukiwarki, która korzysta z wyników wyszukiwania Google i Binga, ale dostarcza nam je w sposób chroniący naszą prywatność. Niestety, fakt, iż korzysta z usług dwóch dostawców sprawia, iż jakość wyników niekoniecznie jest spójna.

Z kolei DuckDuckGo korzysta z indeksu Binga, uzupełnianego o inne źródła, takie jak Wikipedia czy Stack Overflaw. Dostajemy więc zasadniczo jakość Bing (niższą niż jakość Google), ale z większą ochroną prywatności.

Kolejną opcją jest Brave Search, domyślna wyszukiwarka przeglądarki Brave, z własnym indeksem. Znowu mamy więcej prywatności kosztem nieco niższej jakości wyników.

Ja w tej chwili najczęściej korzystam ze Startpage, okazjonalnie uzupełnianej wyszukiwaniem Google. Taki miks wydaje się zapewniać wystarczającą prywatność i niezłe wyniki wyszukiwania.

A jeżeli chcecie coś wyszukać dla bardzo tajnego projektu? I żaden traking, fingerprinting nie jest dla Was do zaakceptowania. To uruchomcie sobie VPN-a i odpalcie Mullvad Browser. Mechanizmy zawarte w tej przeglądarce sprawią, iż nie tylko traking zostanie wyłączony, ale i fingerprinting będzie bardzo utrudniony. Tylko pamiętajcie – jak zamkniecie przeglądarkę, to wszystko wyparuje: otwarte przez Was strony i historia przeglądania. Więc lepiej róbcie dobre notatki – w przeciwnym razie będziecie musieli wszystko robić od nowa.

Źródło grafiki: Sztuczna inteligencja, model GPT-Image

Idź do oryginalnego materiału