Radar poleciał na balonie. Tak chcą wykrywać drony

konto.spidersweb.pl 8 godzin temu

Radar AESA na balonie ma zapewniać obserwację dookoła przez całą dobę. POINT@AIR to nowa propozycja dla wojskowej obrony przeciwlotniczej.

Nie potrzeba kolejnego samolotu zwiadowczego, żeby obserwować niebo z dużej wysokości. Izraelski koncern Israel Aerospace Industries zaprezentował radar POINT@AIR, który zamiast na ziemi ma pracować podwieszony pod balonem na uwięzi. Dzięki temu może wcześniej zauważyć nisko lecące drony, zanim dotrą do chronionego obiektu.

System ma pozostawać w powietrzu choćby przez 30 dni, obserwować przestrzeń wokół siebie i przekazywać dane do wojskowej obrony przeciwlotniczej. Najciekawsze jest jednak to, iż podobny pomysł rozwijają również polscy naukowcy. Różnice między rozwiązaniami są znacznie większe, niż sugerowałby widok balonu z podwieszonym wyposażeniem.

Radar wisi nad ziemią i obserwuje wszystko dookoła

Israel Aerospace Industries, jeden z największych izraelskich koncernów zbrojeniowych, zaprezentował nowy system obserwacji przestrzeni powietrznej POINT@AIR. Jego publiczną premierę zaplanowano podczas targów AUSA 2026 w Waszyngtonie. Za opracowanie rozwiązania odpowiada ELTA Systems, spółka należąca do IAI i specjalizująca się w radarach. Konstrukcja łączy nowoczesną stację radiolokacyjną z aerostatem, czyli balonem utrzymywanym na określonej wysokości dzięki uwięzi.

W przeciwieństwie do zwykłego drona aerostat nie musi zużywać energii na nieustanne utrzymywanie się w powietrzu. Siłę nośną zapewnia gaz lżejszy od powietrza, a pozycję ogranicza połączenie z naziemnym stanowiskiem. Takie rozwiązanie pozwala długo obserwować wybrany obszar bez konieczności regularnego lądowania, tankowania samolotu czy wymiany akumulatorów bezzałogowca.

Według producenta POINT@AIR zaprojektowano do nieprzerwanej pracy w powietrzu przez maksymalnie 30 dni. To jedynak na ten moment jedynie deklarowana zdolność systemu, a nie potwierdzony rezultat najnowszej próby. IAI nie poinformowało jeszcze o zakończonych testach operacyjnych nowego urządzenia ani jego pierwszym wdrożeniu wojskowym.

Dron leci przy ziemi, więc wykły radar może go nie zobaczyć

Największy problem współczesnej obrony przeciwlotniczej nie zawsze polega na wykrywaniu szybkich myśliwców czy dużych pocisków. Coraz większym wyzwaniem są niewielkie drony, które lecą kilkadziesiąt metrów nad ziemią, wykorzystując ukształtowanie terenu do ukrywania się przed radarami.

Nawet nowoczesna stacja radiolokacyjna ma ograniczone możliwości obserwowania obiektów znajdujących się poza jej linią widzenia. Sygnał może być zasłaniany przez wzgórza, drzewa czy budynki. Dodatkowym ograniczeniem jest krzywizna Ziemi. Właśnie dlatego dron lecący bardzo nisko może zostać wykryty dopiero wtedy, gdy znajdzie się stosunkowo blisko bronionego obiektu. W przypadku szybkiego zagrożenia oznacza to kilka czasu w podjęcie decyzji.

POINT@AIR ma rozwiązywać ten problem przede wszystkim przez umieszczenie radaru znacznie wyżej. Z takiego położenia antena może obserwować obszary niewidoczne dla urządzenia stojącego na ziemi. Nie oznacza to oczywiście, iż każdy bezzałogowiec zostanie wykryty niezależnie od wielkości i wysokości lotu. Skuteczność przez cały czas zależy m.in. od odległości, przekroju radarowego celu i warunków otoczenia. Producent nie opublikował jeszcze szczegółowych danych pozwalających określić, z jakiego dystansu POINT@AIR wykrywa najmniejsze drony.

AESA skanuje przestrzeń. Balon nie musi się obracać

Sercem systemu jest radar oparty na rodzinie ELM-2083, od lat rozwijanej przez izraelską ELTA. W najnowszym rozwiązaniu wykorzystano technologię AESA, czyli aktywną antenę z elektronicznym sterowaniem wiązką. Zamiast kierować całe urządzenie mechanicznie na wybrany punkt, radar może bardzo gwałtownie zmieniać kierunek obserwacji poprzez odpowiednie sterowanie elementami anteny.

Elektroniczne skanowanie odbywa się zarówno w płaszczyźnie poziomej, jak i w pionowej. Połączono je z mechanicznym obrotem anteny, uzyskując obserwację pełnych 360 stopni. To istotne, ponieważ system ma jednocześnie wykrywać wiele obiektów, śledzić ich ruch i ustalać, które stanowią największe zagrożenie.

Radar nie ogranicza się przy tym wyłącznie do obserwowania dronów. Według IAI może śledzić również samoloty oraz wybrane cele naziemne i nawodne. Dlatego producent proponuje go nie tylko do ochrony baz wojskowych, ale również granic, wybrzeży, portów i infrastruktury krytycznej. Zebrane informacje mogą być przekazywane do systemów dowodzenia i kierowania ogniem. Sam POINT@AIR nie jest jednak bronią. Nie zestrzeli wykrytego drona, ale ma dostarczyć dane potrzebne do skierowania przeciwko niemu odpowiednich środków.

Można go przenieść tam, gdzie zaczyna się zagrożenie

Izraelczycy bardzo wyraźnie w swoim przekazie podkreślają mobilność nowego rozwiązania. POINT@AIR ma być znacznie bardziej kompaktowy od dużych aerostatów wykorzystywanych do strategicznego nadzoru nad przestrzenią powietrzną.

System zaprojektowano tak, aby można go było rozmieścić bez budowania stałej infrastruktury. Pozwalałoby to przenosić stanowisko obserwacyjne w zależności od sytuacji na froncie albo zmieniającego się zagrożenia dla ważnych obiektów.

Ma to znaczenie również dla osłony wojsk przemieszczających się między kolejnymi rejonami działań. Tradycyjna, duża stacja radiolokacyjna wymaga odpowiedniego stanowiska i może mieć trudności z obserwacją części terenu. Aerostat daje możliwość podniesienia anteny ponad lokalne przeszkody.

Nie jest to jednak rozwiązanie pozbawione ograniczeń. Duży balon może być widoczny dla przeciwnika, wymaga odpowiednich warunków pogodowych i pozostaje związany z naziemnym zapleczem. W przypadku silnego wiatru albo zagrożenia bezpośrednim atakiem jego użytkowanie może być utrudnione. Dlatego POINT@AIR ma przede wszystkim uzupełniać istniejące radary, a nie całkowicie je zastępować.

Polacy mają własny balon do wykrywania dronów

Idea podwieszenia radarów pod aerostatem nie jest w żadnym razie nowa. Co więcej, podobne rozwiązania już teraz rozwija się w Polsce. Niedawno opisywaliśmy udane testy polskiego systemu BASIA, przeprowadzone na poligonie w Wędrzynie. Aerostat opracowany przez konsorcjum z udziałem Instytutu Podstawowych Problemów Techniki PAN sprawdzano m.in. w silnym wietrze, podczas deszczu i po trafieniach z broni strzeleckiej.

Najważniejsza różnica dotyczy przede wszystkim sposobu obserwacji. W polskiej BASI podstawowym sensorem jest radar pasywny PCL, który wykorzystuje sygnały emitowane przez inne nadajniki. Nie musi sam wysyłać impulsów radiolokacyjnych, aby wykrywać obiekty. Izraelski POINT@AIR wykorzystuje natomiast aktywny radar AESA, który sam emituje sygnał i analizuje jego odbicia.

BASIA ma pracować na wysokości około 300 m i stanowić mobilne uzupełnienie większych wojskowych systemów obserwacyjnych. Nie znamy jeszcze wszystkich parametrów POINT@AIR, dlatego nie da się rzetelnie porównać ich zasięgu wykrywania najmniejszych dronów.

Polska kupiła już cztery duże aerostaty. Cel jest bardzo podobny

Jeszcze inną kategorię stanowi wojskowy program BARBARA. Polska zamówiła 4 amerykańskie aerostaty radiotechniczne za około 960 mln dol., które mają obserwować przestrzeń powietrzną nad wschodnią i północno-wschodnią częścią kraju. Zgodnie z informacjami MON system ma wykrywać samoloty, pociski rakietowe, drony oraz jednostki nawodne z odległości przekraczającej 300 km.

Na Spider’s Web opisywaliśmy przygotowania 37. Batalionu Radiotechnicznego do obsługi tych wielkich aerostatów. To przedsięwzięcie o znacznie większej skali, niż kompaktowy system przeznaczony do ochrony pojedynczych baz czy stanowisk. Wszystkie te projekty opierają się jednak na podobnej obserwacji: umieszczenie czujników wyżej pozwala wcześniej dostrzec część zagrożeń, które z ziemi pozostają ukryte.

POINT@AIR pokazuje, iż producenci uzbrojenia chcą wykorzystać tę zasadę również w mniejszych, bardziej elastycznych systemach. Na razie izraelski koncern przedstawił możliwości konstrukcji i przygotował jej publiczną premierę, ale nie ujawnił zamówień, ceny ani wyników prób poligonowych.

O tym, czy POINT@AIR rzeczywiście okaże się skutecznym rozwiązaniem przeciwko niewielkim dronom, zdecydują więc dopiero testy i późniejsza eksploatacja. Pamiętajmy, iż radar nie musi przecież być coraz większy, o ile można umieścić go tam, skąd znacznie lepiej widać nadlatujące zagrożenia.

*Źródło zdjęcia wprowadzającego: IAI

Idź do oryginalnego materiału