Raz na jakiś czas zwracają się do naszej redakcji firmy z prośbą o recenzję: a to jakiegoś oprogramowania, a to narzędzia dla programistów lub też produktów bardziej lifestylowych. Pisaliśmy o krzesłach, biurkach, i dziś też odejdziemy na chwilę od wszelakich frameworków czy nowości w języku C++, by przyjrzeć się sprzętowi, który ma realny wpływ na nasz runtime – czyli wydolność organizmu podczas wielogodzinnych sesji kodowania. Do testów redakcyjnych trafił BlendyGo 3, bezprzewodowy blender do robienia szejków, musów, sosów, kaw frappe itp., bo wbrew pozorom nie samym kodowaniem żyje programista i czasem musi coś zjeść.
Oto recenzja z perspektywy kogoś, kto bardziej niż na kaloriach zna się na architekturze systemów.
Hardware: Budowa i specyfikacja
Na pierwszy rzut oka BlendyGo 3 wygląda jak solidnie zaprojektowany gadżet. Urządzenie waży około 750 g, co czyni go urządzeniem przenośnym, ale nie „zabawkowym”. Kielich o pojemności 550 ml to optymalny buffer na jedną porcję smoothie, mrożonej kawy lub szejka proteinowego. Kolor egzemplarza, który dostaliśmy jest bardzo ładny, bo czarny, ale jeżeli ktoś jest programistką lub woli inne kolory, to u producenta są dostępne różne warianty, a choćby i wzorki np. moro.
Kluczowe parametry techniczne
Silnik: technologia BlendPro (według producenta o 40% mocniejszy silnik niż w v2).
Zasilanie: akumulator ładowany przez USB-C. Tutaj dajemy duży plus za standaryzację – pasuje kabel od laptopa czy klawiatury, jeżeli się zapodzieje ten dołączony do urządzenia.
Wydajność: do 25 cykli na jednym ładowaniu.
Bezpieczeństwo: BlendyGo 3 posiada certyfikat BPA-free oraz wyposażony jest w magnetyczny sensor (zabezpieczenie przed uruchomieniem bez zakręconego kielicha – taki swoisty try-catch dla fizyki).
Performance: Czy to uciągnie mrożonki? Największą obawą przy urządzeniach bezprzewodowych jest ich moc. Czy silnik DC nie „wywali się” na pierwszym lepszym zamrożonym owocu lub kostce lodu? W testach BlendyGo 3 radzi sobie zaskakująco dobrze. Dzięki trybowi PulseMotion (aktywacja przez dwuklik – odpowiednik trybu interaktywnego) blender pulsuje, co zapobiega blokowaniu się ostrzy na twardych obiektach. Orzechy, lód czy mrożone borówki są procesowane bez większych opóźnień.
Note: jeżeli wrzucisz zbyt dużo twardego wsadu bez odpowiedniej ilości płynu, silnik wejdzie w stan IDLE i dioda zasygnalizuje błąd. Wystarczy potrząsnąć urządzeniem (analogia do restartu usługi), by wszystko wróciło do normy.
UX i Maintenance: samoczyszczący się kod
Dla programisty najważniejszą cechą sprzętu AGD (zaraz po „robieniu kawy”) jest łatwość utrzymania w czystości. Nikt nie chce manualnie czyścić ostrzy po każdym commicie.
BlendyGo 3 ma zaimplementowany mechanizm „Self-cleaning”. Wlewasz wodę, dodajesz kroplę płynu, uruchamiasz cykl i gotowe. Port USB-C jest zabezpieczony, więc urządzenie jest wodoodporne, co minimalizuje ryzyko zwarcia przy myciu pod kranem.
Plusy
Mobilność: możesz blendować w kuchni, przy biurku, a choćby w serwerowni (choć tam nie polecamy).
Łatwość przygotowywania pożywnych posiłków: nie trzeba być dobrym kucharzem, by przyrządzić sobie smaczne pożywienie. Wystarczy wrzucić kilka składników np.: mleko, banan, kawałek czekolady i nacisnąć guzik.
Bateria: wytrzymuje wystarczająco długo, by zapomnieć o ładowarce na tydzień intensywnego użytkowania.
USB-C: jeden kabel, by wszystkimi rządzić.
Minusy
Pojemność: 550 ml to dla niektórych misiów zaledwie „demo” posiłku.
Brak wskaźnika procentowego baterii: Dioda zmienia kolory (zielony/pomarańczowy/czerwony), co jest mało precyzyjne dla kogoś przyzwyczajonego do logów systemowych.
Werdykt: deployować czy odrzucić?
BlendyGo 3 to solidny kawałek hardware’u dla osób, które chcą zoptymalizować swoje odżywianie bez wychodzenia z flow. Jest cichy (nie zagłusza myśli), wydajny i ładuje się tym samym kablem co Twój mechanik.
W skali od 0 do 1 (binarnie), dajemy mocne 1. To urządzenie, które po prostu działa i nie wymaga czytania 200 stron dokumentacji przed pierwszym użyciem.
Autor: Tomek z redakcji "Programisty"

BlandyGo 3 podładowaliśmy do maksa przed pierwszym użyciem

Robimy crema di caffe, czyli deser kawowy ze schłodzonej śmietanki kremówki 36% i zimnej espresso, w której gdy była jeszcze ciepła rozpuściliśmy kilka łyżeczek cukru.
