Tak technologie przebijają szklany sufit. „Epoka kamienia łupanego minęła”

konto.spidersweb.pl 5 godzin temu

Elektronika sterowana twarzą i wibrujące budziki robią wrażenie. W nowym warszawskim ADC widziałem, jak branża tech walczy z wykluczeniem dziś i rozmawiałem z Google’em o burzeniu szklanego sufitu w przyszłości.

Potężniejsze procesory z jeszcze większą liczbą rdzeni, kolejne megapiksele w aparatach oraz nowe generacje telefonów, choćby takich wyposażonych w elastyczne ekrany, przestają nas powoli ekscytować. Ba, choćby ta cała sztuczna inteligencja zdążyła się nam w ostatnich latach już opatrzyć. Z prawdziwą rewolucją technologiczną mamy natomiast do czynienia w obszarach, o których istnieniu większość osób choćby nie wie. Związane są z szeroko pojętą dostępnością.

Aby zwrócić uwagę na istniejące rozwiązania, z których już dziś mogą korzystać osoby z niepełnosprawnościami, otwarto w warszawskiej siedzibie Google’a nową przestrzeń o akronimie ADC. Jest on skrótem od Accessibility Discovery Centre, co można tłumaczyć jako Centrum Odkrywania Dostępności. Miałem okazję je odwiedzić, by zapoznać się ze sprzętem i oprogramowaniem (i to nie tylko bezpośrednio od Google’a!) oraz porozmawiać o przyszłości tych technologii.

Byłem w pierwszym ADC od Google’a po naszej stronie Odry

Tego typu przestrzenie istnieją już na naszym kontynencie w takich miastach jak Londyn, Mediolan i Zurych, a teraz przyszła kolej na Warszawę. A dlaczego pierwsze ADC w Europie Środkowo-Wschodniej pojawiło się w naszej stolicy? Z jednej strony Warszawa to potężny hub inżynieryjny, a z drugiej Polska ma najszybciej starzejące się społeczeństwo w Unii Europejskiej, więc wyzwania związane z dostępnością cyfrową będą u nas rosły lawinowo.

ADC nie jest przy tym muzeum z gablotami, tylko zbiorem idei przekształconych w produkty oraz oprogramowanie, które można dotknąć i przetestować. Już samo logo zaprojektowano tak, by nie tylko wyglądało atrakcyjnie, ale i można było zapoznać się z nim poprzez dotyk. gwałtownie jednak odkryto, iż pierwsza wersja była zbyt duża i zawieszona za wysoko, więc w duchu zgodności z esencją projektowania uniwersalnego przygotowano dodatkowo plakietkę z jego mniejszą wersją.

Co można zobaczyć w ADC?

Przestrzeń podzielona jest na kilka stref, w których prezentowane są różne praktyczne technologie i to nie tylko od Google’a, ale również od innych firm z branży technologicznej. Sam skierowałem pierwsze kroki do tej poświęconej grom wideo. Coraz więcej tytułów, i to nie tylko tych z kategorii AAA, ma co prawda wbudowane funkcje dostępności ułatwiające rozgrywkę, ale czasem to za mało – i tu do nomen omen gry wchodzi dedykowany sprzęt.

W siedzibie Google’a mogłem przyjrzeć się padowi Microsoft Adaptive Controller, czyli modułowemu urządzeniu, do którego można podłączyć najróżniejsze switche. Obok tego mamy konkurencyjny, również w dużym stopniu konfigurowalny dzięki dodatkom magnetycznym, Sony Access Controller. Są tu też wymyślne przełączniki pozwalające sterować komputerem np. dotykiem policzka oraz systemy sterowania sprzętem dzięki oczu, w tym Tobii Eye Tracker.

Korzystając wyłącznie z oczu jeździłem wirtualnym autem

Warto przy tym dodać, iż dla osób mających problemy z motoryką, gry wideo, w tym motoryzacyjne, to nie tylko rozrywka per se, ale i brama do tego, by korzystać z komputerów w alternatywny sposób. To właśnie dzięki produkcjom rozrywkowym zaznajamiają się one z obsługą narzędzi, które potem mogą wykorzystać w pracy. Nie da się ukryć, iż zdecydowanie ciekawiej jest się uczyć tego, jak działają, w ten sposób niż na tabelkach w Excelu oraz podczas sprawdzania poczty.

W przypadku ChromeOS od Google’a funkcja o nazwie Face Control jest z kolei zaszyta w ustawieniach. Kamerka w komputerze może wykrywać ruchy całej naszej głowy do obsługi kursora, a uśmiech odpowiada za „kliknięcie” w danym miejscu. Obsługiwałem z użyciem tego rozwiązania Wikipedię i nieźle to działało, aczkolwiek czasem moja broda przeszkadzała algorytmom w rozpoznaniu uśmiechu. To dowód na to, iż testy są potrzebne i cały czas mamy przestrzeń na poprawę.

Wzrok, dotyk i słuch

Duże wrażenie robi również urządzenie, które jest w stanie generować na żądanie… tekst w Braille’u. Aby uzmysłowić, dlaczego to tak istotne, organizatorzy umieścili na ekspozycji obok siebie książkę „Chłopki” w wydaniu klasycznym oraz w wersji dla osób niewidomych, która zajmuje fizycznie kilkukrotnie więcej miejsca. Podkreślili, iż sprzęt pozwoli zapoznawać się z lekturą samodzielnie, a lektor w audiobooku, chociaż te są przydatne, narzuca już pewną interpretację.

W przestrzeni przygotowanej przez Google’a prezentowano również rozwiązania dla osób niesłyszących, w tym dzwonki do drzwi wysyłające sygnały świetlne. Do tego oprogramowanie może wyłapywać dźwięki, w tym np. płacz dziecka, pralkę, pożar i nas powiadomić miganiem świateł Philips Hue w konkretnym kolorze. telefony mogą z kolei robić transkrypcję tekstu wraz z tłumaczeniem na żywo oraz analizować w czasie rzeczywistym obraz z aparatu, w tym np. rozpoznając język migowy.

AI w służbie dostępności

Podczas prezentacji widziałem też, jak funkcja Guided Frame od Google DeepMind podpowiadała głosowo, jak skadrować selfie oraz jak Google Gemini analizuje zdjęcie. Widziałem też, jak AI w postaci NotebookLM, wspierane przez model Gemini, mieli ściany tekstu, tabele i grafiki, by tworzyć potem podcast, mapę myśli lub infografikę. To też jest kwestia związana z dostępnością, bo ułatwia nam przyswajanie informacji w szybszy sposób niż np. odsłuch słowo po słowie.

Oprócz tego zgromadzone są tutaj nieoczywiste drobiazgi dla osób w spektrum autyzmu lub z ADHD, w tym np. wskaźniki „Social Battery” na ubranie (pokazujące bez słów, czy mamy siłę na small talk), fizyczne timery (by nie przepaść w godzinach hiper-skupienia), analogowe słuchawki wycinające hałas oraz zabawki typu „fidget” do manualnego rozładowywania stresu. Przypominają one, iż nie zawsze potrzebujemy „nauki rakietowej”, aby sobie pomóc.

Co dalej z dostępnością? Pytamy eksperta, Konrada Rychlewskiego z Google

Wizyta w nowo otwartym ADC przypomina, iż funkcje dostępności to nie sztuka dla sztuki, tylko sposób na wyrównanie szans. A jak te narzędzia wypadają w twardym starciu z korporacyjną rzeczywistością? I gdzie twórcy internetowych usług wciąż popełniają szkolne błędy? Rozmawiałem o tym na miejscu z Konradem Rychlewskim, związanym z Google’em od 2008 r. ekspertem ds. dostępności i osobą niedowidzącą, która sprzętom, oprogramowaniu i tworzącym je ludziom nie daje taryfy ulgowej.

Piotr Grabiec (Spider’s Web): Gdy zaczynał Pan pracę w Google w 2008 r., cyfrowa dostępność wyglądała zupełnie inaczej niż dziś. Jak współczesne rozwiązania pomagają nie tylko w codziennym funkcjonowaniu, ale i w przełamywaniu szklanego sufitu w środowisku korporacyjnym?

Konrad Rychlewski (Google): Te rozwiązania stanowią przede wszystkim fundament pod to, by w ogóle móc uczestniczyć w wewnętrznej, sportowej rywalizacji fair play o jak najlepsze wyniki. Wcześniej, gdy ich brakowało, istniała tak duża bariera, iż stawało się to niemal niewykonalne. Teraz, przy odpowiednim zaangażowaniu i wiedzy, można spokojnie stanąć do tej samej rywalizacji. Nie wszyscy będziemy szefami firm, bo istnieją przecież pewne hierarchie i okoliczności zewnętrzne, ale swoją pracę trzeba wykonywać świetnie.

Im więcej rozwiązań adaptacyjnych wyrównuje szanse, tym mniej dodatkowej siły, środków, czasu i wysiłku trzeba samemu inwestować, aby osiągnąć ten sam poziom co inni. Nie oznacza to, iż z tymi narzędziami jest łatwiej niż osobie bez dodatkowych wyzwań – po prostu punkt startowy jest bardziej zbliżony, a szklane sufity przełamuje się własnymi wynikami. Aby przełamać szklany sufit, trzeba maksymalnie wykorzystać swój potencjał oraz standardowe rozwiązania wspomagające. W korporacjach technologie asystujące po prostu wyrównują linię startu, a następnie to my musimy z nich umiejętnie korzystać, pnąc się w górę organizacji.

Przełamywanie tych barier wymaga jednak dużej dozy samozaparcia. Jak przekonać do tego młodych ludzi, którzy dopiero wchodzą na rynek?

Nie jest to idealny świat. Prowadząc wykłady dla studentów, często powtarzałem im, iż aby odnieść sukces, będą musieli włożyć w to ogromną energię, czas i zaangażowanie; w przeciwnym razie skażą się na porażkę i będą tego żałować. Nie ma edukacji gwarantującej sukces, ale sami możemy się go pozbawić. Kluczem jest to, by się nie poddawać. W mojej grupie wiekowej, wśród moich znajomych z niepełnosprawnościami prawie każdy pracuje znacznie poniżej swoich możliwości, dlatego w rozmowach ze studentami chcemy im pokazać, iż inwestując entuzjazm, można odnieść sukces. To nie fikcja, ale coś realnie możliwego. Młodzi ludzie zbyt często widzą wokół siebie osoby, które bardzo się starały, a ostatecznie nie dostały szansy, co bywa niezwykle demotywujące. Potrzebujemy wzorców, co dotyczy każdej niedoreprezentowanej grupy.

Obejrzeliśmy dziś sporo rozwiązań, które w tym pomagają. Pan z części z nich korzysta, ja również. Co jednak z Pana perspektywy pozostaje dziś najbardziej frustrującą, wciąż niedopracowaną barierą w szeroko pojętej elektronice użytkowej? Co przez cały czas czeka na rozwiązanie?

Wskazałbym tu trzy płaszczyzny. Pierwsza to konwersja informacji z jednej formy na drugą, która wciąż nie działa optymalnie. Dotyczy to zarówno języka migowego, jak i ciągłych braków w przetwarzaniu dźwięku na tekst, mowy na mowę, tekstu na dźwięk czy obrazu na dźwięk. To powoli zaczyna działać, ale na pewno może być lepsze. Bardzo kibicuję, aby społeczność jak najszybciej otrzymała dojrzałe rozwiązania na wysokim poziomie, podobnie jak miało to miejsce z czytnikami ekranu. Druga sprawa to przestrzeń internetowa i aplikacje mobilne. Mimo ogromnego skoku technologicznego dostępność przez cały czas bywa tu nierówna.

Trzecia płaszczyzna to sprzęt, np. dekodery satelitarne, telewizja kablowa, telewizory czy AGD. Co prawda w niedalekiej przyszłości urządzenia te będą objęte Europejskim Aktem o Dostępności, więc zapewnienie ich obsługi stanie się dla producentów obowiązkiem, ale w internecie twórcom wciąż udaje się projektować niedostępne usługi. jeżeli sklep internetowy uprze się, iż jego przycisk akceptacji polityki prywatności musi wyglądać i zachowywać się inaczej niż w 99 proc. sklepów na świecie, po prostu traci klientów. Sam doświadczałem takich sytuacji: wszystko działało świetnie z wyjątkiem zaznaczenia zgody na regulamin, przez co w danym sklepie nie mogłem niczego kupić.

Co w takim razie twórcy stron internetowych oraz usług powinni brać pod uwagę – a także czego się wystrzegać?

Kluczowe jest to, by przy tworzeniu cyfrowych usług opierać się na standardach, takich jak chociażby ARIA (Accessible Rich Internet Applications). jeżeli chcemy zaprojektować coś niestandardowo, ale nie wiemy, jak zrobić to w sposób dostępny, powinniśmy głęboko przemyśleć swoje podejście. W przypadku aplikacji mobilnych również dysponujemy mnóstwem wbudowanych narzędzi. Powinniśmy wyróżniać się funkcjonalnością, łatwością obsługi i dostępnością językową, a nie tworzeniem na nowo przycisków całkowicie odmiennych od przyjętych wzorców.

Twórcy czasem uważają, iż ich aplikacja musi mieć unikalne przyciski, oczywiście całkowicie nieopisane, przez co osoba zależna od czytników na takim oprogramowaniu polegnie. To cyfrowe wykluczanie ludzi i mówienie im: „nie chcemy oferować wam naszych usług”. Nie wolno nam tego robić. o ile zlecamy tworzenie takich produktów, wybierajmy firmy, które wiedzą, co robią. Na szczęście wiedza ta jest dziś powszechnie dostępna. Dbajmy o użytkowników; zasada „skup się na użytkowniku, a reszta przyjdzie sama” świetnie sprawdza się w każdej firmie.

Rozmawialiśmy o rzeczach, które już istnieją i działają. Gdybyśmy mieli wybiec trochę w przyszłość: jak blisko jesteśmy momentu, w którym sztuczna inteligencja przestanie tylko opisowo odczytywać świat, a zacznie go w pełni rozumieć i interpretować kontekstowo na podstawie różnych bodźców: obrazu, dźwięku czy świadomości przestrzennej?

Niemieckie przysłowie mówi, iż przewidywania są trudne, szczególnie jeżeli dotyczą przyszłości. Bardzo się z tym zgadzam. Najlepiej odpowiedziałyby na to osoby bezpośrednio pracujące nad rozwojem rozwiązań z zakresu tzw. superinteligencji. Moje prognozy mogłyby mieć niską sprawdzalność.

Widzę jednak, iż rozwiązania, z których korzystamy już dziś, jak choćby Google Lookout, znacznie przekraczają to, o czym kiedyś mogliśmy tylko marzyć. Z kolei moją wymarzoną, choć bardzo trudną do wdrożenia ze względów prawnych funkcją, byłoby swobodne rozpoznawanie twarzy znajomych. Kiedyś, wchodząc do zatłoczonej firmowej kantyny na dwieście osób, byłem całkowicie pozbawiony wyboru. Przez hałas nie potrafiłem rozpoznać znajomych po głosie. Osoba widząca wchodzi i natychmiast wie, kto tam jest i może zdecydować, czy dosiądzie się do znajomych, czy pozna kogoś nowego. Ja nie miałem takiego komfortu i potrzebowałem pomocy. Telefon lub inteligentne okulary z kamerą mogłyby to ułatwić, co jednak rodzi pytania o zgody na przetwarzanie wizerunku.

Kontakty społeczne to fundament naszego życia. Kiedy idę korytarzem, a ktoś uśmiecha się do mnie, czego z racji mojej niepełnosprawności nie odwzajemniam, mogę zostać odebrany jako osoba opryskliwa. Sama sztuczna inteligencja tu nie wystarczy. Potrzebujemy wsparcia specjalistów, którzy uregulują te kwestie od strony prawnej i prywatności. Niemniej jednak cieszmy się z postępu. Pokolenia wchodzące dziś na rynek pracy czy do szkół mają o wiele łatwiej niż moje pokolenie dwadzieścia lat temu. Doceniajmy to, pamiętając, iż droga do pełnej dostępności wciąż trwa.

Innowacyjne rozwiązania i przełomowe funkcje dostępności, często bazujące na AI, debiutują zwykle w języku angielskim, w Dolinie Krzemowej. Czy miejsce, w którym dziś się znajdujemy, ma realną szansę przyspieszyć wdrażanie tych nowości w Polsce, w naszym języku? Zyskamy większą sprawczość?

Na pewno zyskamy większą sprawczość. To, jak będzie się ona objawiać, zależy w znacznym stopniu od tego, jak społeczność interesariuszy i użytkowników będzie współpracować z ADC (Accessibility Discovery Centre). o ile wspólnie stworzymy z tego miejsca platformę dialogu i przestrzeń do pracy nad nowymi rozwiązaniami, ta sprawczość będzie wielokrotnie wyższa. Wierzę, iż zdołamy wykorzystać potencjał ADC. To wielka szansa i zadanie dla nas wszystkich. W momencie publicznego otwarcia ADC ruszają zapisy. Będzie to domyślna formuła funkcjonowania tego miejsca: osoby zainteresowane tematyką będą mogły zgłosić chęć udziału w wizycie połączonej z pogłębioną rozmową.

Czyli w spotkaniu podobnym do tego, które odbyliśmy dzisiaj?

Dokładnie tak. jeżeli jednak ktoś poszukuje bardziej spersonalizowanego doświadczenia, np. po to, by przedyskutować wybrane rozwiązania od strony ich praktycznego zastosowania lub projektowania, udostępnimy również taką ścieżkę. Zadbamy wtedy, by w spotkaniu uczestniczyli odpowiedni specjaliści z naszej strony. Będziemy wspólnie wypracowywać wybrane kwestie, wykorzystując tutejszą przestrzeń dialogową.

Czy jest jakaś główna myśl w kontekście dostępności, z którą chciałby Pan na koniec zostawić naszych czytelników?

Doceniajmy postęp i popularyzujmy technologie, pokazując, co potrafią nam dać. Należy pamiętać, iż najtrudniejszą barierą, z którą żadna maszyna sobie nie poradzi, są uprzedzenia, stereotypy i szufladkowanie w naszych głowach. Wciąż musimy się z tym mierzyć. choćby najlepsza technologia kilka zmieni bez ewolucji naszych postaw.

Możemy wykorzystywać nowatorskie narzędzia po to, by osoby z niepełnosprawnościami zyskiwały przestrzeń do pokazywania swoich pełnych możliwości, stając się niejako ambasadorami przełamywania stereotypów. Gdy wdrożymy rozwiązania ukazujące pełną wartość pracowników z niepełnosprawnościami, otoczenie dostrzeże, iż można bez obaw powierzać im ambitniejsze zadania – trzeba tylko wyrównać punkt startowy. Pokazujmy te sukcesy, stopniowo obalając bariery mentalne. Traktujmy drugiego człowieka na podstawie tego, kim jest, a nie jakie posiada medyczne orzeczenie.

Grafika główna była czyszczona z użyciem AI.

Idź do oryginalnego materiału