
UOKiK postawił zarzuty Google’owi w związku z nieuczciwym wykorzystaniem pozycji rynkowej w relacjach z polskimi wydawcami medialnymi. Zastrzeżenia budzą przede wszystkim kwestie wynagrodzeń za wykorzystanie artykułów prasowych.
Google od dłuższego czasu w swojej wyszukiwarce wykorzystuje mechanizm przeglądów AI. To modele sztucznej inteligencji podsumowujące informacje na temat wyszukiwanej frazy w górnej części strony wyszukiwania. Mechanizm zmienił przyzwyczajenia użytkowników – zamiast klikać w wyświetlony poradnik lub inny tekst, wygodniej jest przeczytać podsumowanie wygenerowane przez AI. Z kolei wydawcy, od których pochodzą te informacje, tracą ruch oraz przychody. UOKiK chce coś z tym zrobić.
UOKiK stawia zarzuty Google’owi
Zasadniczym problemem jest fakt, iż podsumowania AI wykorzystują treści niezależnych twórców. Zamiast prowadzić do autorskich treści, Google bardziej promuje podejście polegające na ich syntezowaniu przez sztuczną inteligencję.
Reklamy pojawiające się obok (np. związane z wyszukiwanymi produktami, takimi jak sprzęt elektroniczny) przynoszą przychody operatorowi serwisu – w tym przypadku firmie Google. Niezależni wydawcy, tacy jak Spider’s Web, z kolei tracą ruch, a co za tym idzie – przychody. Unijna nowelizacja prawa autorskiego z 2024 r. wdrożyła przepisy, które mają znaczenie ekonomiczne, ale też stawiają na niezależną i pluralistyczną prasę.
Google może nieuczciwie wykorzystywać swoją pozycję rynkową w relacji z polskimi wydawcami medialnymi.
Prezes UOKiK postawił zarzuty czterem spółkom z grupy kapitałowej cyfrowego giganta.
Szczegóły 🔗https://t.co/1vy6s35amd
pic.twitter.com/XGjCMjHfVM
Przepisy miały wzmocnić pozycję wydawców na rynku cyfrowym i zezwoliły serwisom internetowym na korzystanie z publikacji w zamian za wynagrodzenie. Jednak Google, będący właścicielem największej wyszukiwarki internetowej, nie podpisał z większością polskich wydawców umów określających warunki korzystania z ich publikacji. Nie ustalił też wynagrodzenia z tego tytułu.
Sprawa dotyczy jednak nie tylko treści wyświetlanych w wyszukiwarce internetowej, ale też w Google News oraz Google Discover, które są najważniejsze dla niezależnych wydawców. UOKiK ma zastrzeżenia głównie co do tego, jak gigant technologiczny prowadził negocjacje z organizacjami skupiającymi wydawców w sprawie wysokości wynagrodzenia.
Podejrzenia nadużywania pozycji dominującej
Google, proponując wynagrodzenie, nie przedstawił danych pozwalających ocenić zaoferowane stawki. Nie wskazał też, w jaki sposób korzysta z publikacji prasowych i jak generuje z nich przychody. Brakowało również odpowiednich dokumentów. Innymi słowy, wydawcy nie mogą zweryfikować, czy przedstawiona im oferta jest opłacalna, ani tym bardziej zaproponować własnej stawki.
Postępowanie UOKiK dotyczy podejrzenia stosowania przez Google praktyki nadużywania pozycji dominującej. Urząd podkreśla, iż dominujący nie może wykorzystywać swojej przewagi do narzucania innym uczestnikom nieuczciwych warunków. Zarzuty dotyczą czterech spółek: Alphabet Inc., Google LLC, Google Ireland Limited oraz Google Poland. Maksymalna kara za nadużywanie pozycji dominującej może wynieść 10 proc. obrotu przedsiębiorcy.
UOKiK nie obrał jednak pozycji negocjatora w sporze między Google a wydawcami prasy. Działania organu mają na celu sprawienie, iż jeżeli obie strony nie dojdą do porozumienia, UOKiK będzie mógł wyznaczyć wysokość wynagrodzenia.








