Świat Zachodu w ostatnich latach pozostawał w cybernetycznej defensywie, raczej reagując na ataki ze strony grup hakerskich, często sponsorowanych przez państwa, takie jak Rosja, Chiny czy Korea Północna. Wygląda jednak na to, iż sytuacja właśnie się zmienia.
Google planuje utworzenie specjalnej jednostki zajmującej się ofensywnymi działaniami w cyberprzestrzeni – poinformowała Sandra Joyce, wiceprezes Google Threat Intelligence Group. To element szerszej zmiany w polityce cyberbezpieczeństwa USA, które coraz wyraźniej przechodzą od obrony do strategii kontrataku wobec cyberprzestępców i wrogich państw.
– „W Google Threat Intelligence Group prowadzimy proaktywną identyfikację możliwości, w których możemy faktycznie zakłócić określone kampanie czy operacje. Musimy przejść z pozycji reaktywnej do proaktywnej, jeżeli chcemy naprawdę coś zmienić” – powiedziała Joyce podczas wydarzenia organizowanego przez Center for Cybersecurity Policy and Law.
Google zapowiada, iż tzw. disruption unit ma rozpocząć działalność w najbliższych miesiącach i będzie zajmować się nie tylko ochroną samego koncernu, ale także – potencjalnie – wsparciem amerykańskich instytucji i kluczowej infrastruktury.
Zmiana strategii nie dotyczy wyłącznie prywatnych firm. W lipcu Kongres przyjął ustawę One Big Beautiful Bill Act, która przeznacza 1 mld USD na ofensywne działania cyber. To jasny sygnał, iż administracja Donalda Trumpa stawia na aktywne zniechęcanie przeciwników, choćby kosztem osłabienia dotychczasowych działań obronnych, prowadzonych przez agencje takie jak CISA.
Kolejnym krokiem jest projekt ustawy z 15 sierpnia – Scam Farms Marque and Reprisal Authorization Act of 2025. Dokument, inspirowany historycznymi praktykami z czasów żaglowców, przewiduje możliwość wydawania przez prezydenta tzw. listów kaperskich wobec osób i grup zaangażowanych w cyberprzestępczość. W praktyce oznaczałoby to zalegalizowanie kontrataków – prowadzonych także przez podmioty zewnętrzne – przeciwko cyberprzestępcom działającym globalnie.
Nowe podejście to odpowiedź na rosnącą falę ataków. Ransomware, kradzieże własności intelektualnej, a choćby wyprowadzanie środków finansowych na programy zbrojeniowe – to codzienność w świecie cyberprzestępczości. Szczególnym celem są instytucje publiczne i infrastruktura krytyczna USA. Dotychczasowe strategie defensywne okazały się niewystarczające – amerykańskie organizacje pozostają pod stałą presją, a przeciwnicy wykorzystują przewagę asymetryczną, działając z bezpiecznych jurysdykcji.
Zaangażowanie Google w inicjatywy kontrataków to przełomowy moment – dotąd firmy technologiczne były raczej przestrzegane przez władze USA przed samodzielnymi działaniami ofensywnymi. Teraz jednak wygląda na to, iż sektor prywatny może stać się istotnym elementem nowej strategii państwa.
Czy to dobry kierunek? Eksperci są podzieleni – jedni widzą w tym realną szansę na odstraszanie cyberprzestępców, inni obawiają się eskalacji i trudnych do przewidzenia konsekwencji politycznych. Pewne jest jedno: kończy się era biernej obrony, a Stany Zjednoczone – wraz z gigantami technologicznymi – szykują się do cybernetycznej ofensywy.