Windows ze świetną zmianą. Już nie zapłacisz za podstawy podstaw

konto.spidersweb.pl 3 godzin temu

Windows 11 wreszcie ogarnie PDF-y bez kombinowania. Edge dostanie funkcję, której brakowało od lat.

PDF jest jednym z tych formatów, które świetnie pokazują pewien paradoks współczesnego komputera. Windows 11 potrafi uruchamiać aplikacje napisane dekady temu, obsługiwać kilka monitorów 4K, rozpoznawać użytkownika po twarzy i coraz częściej wciska nam sztuczną inteligencję w miejsca, w których nie zdążyliśmy jeszcze zatęsknić za sztuczną inteligencją. Ale gdy przychodziło do banalnego: „mam dwa PDF-y, zrób mi z nich jeden” to zaczynała się wyprawa po dodatkowe oprogramowanie albo internetowy konwerter.

Microsoft Edge ma niedługo przestać być w tej kwestii jedynie przeglądarką dokumentów. Microsoft szykuje dla wbudowanego czytnika PDF funkcje łączenia plików, wyciągania z nich stron oraz zmiany ich kolejności. Według obecnych planów wdrażanie ma rozpocząć się w styczniu 2027 r. To rozwiązanie problemu, z którym prędzej czy później styka się ogromna część użytkowników komputerów.

Mam dwa PDF-y. Chcę jeden PDF. Naprawdę tylko tyle

Scenariusz jest banalny. Dostajemy umowę w jednym pliku, załącznik w drugim, coś skanujemy do trzeciego i chcemy wysłać wszystkie dokumenty jako jeden PDF. Albo mamy kilkudziesięciostronicowy dokument, z którego potrzebne są tylko trzy strony. Czasem strony są po prostu w złej kolejności.

Obecny czytnik PDF w Microsoft Edge radzi sobie z podstawową pracą nad dokumentem. Można między innymi zaznaczać jego zawartość, dodawać tekst, obracać dokument i korzystać z podstawowych narzędzi do przeglądania. To wciąż jednak przede wszystkim czytnik, a nie narzędzie do porządkowania struktury dokumentu.

Teraz zakres możliwości ma znacząco wzrosnąć. Zgodnie z opisem Microsoftu użytkownik będzie mógł połączyć aktualnie otwarty PDF z innymi dokumentami PDF, które ma otwarte w kartach Microsoft Edge albo zapisane na komputerze. Nie będzie też skazany na łączenie całych dokumentów. Zapowiedziano możliwość wybierania stron, ich wyodrębniania oraz zmiany kolejności. W praktyce przeglądarka zacznie więc wykonywać sporą część tych zadań, dla których wiele osób dotychczas wyszukuje w Google frazę w rodzaju „merge PDF online” lub kupuje Adobe Acrobat. A to prowadzi do znacznie ciekawszego aspektu całej historii.

Koniec z wrzucaniem dokumentów na pierwszy lepszy serwis

Internetowe narzędzia do obróbki PDF-ów są niezwykle wygodne, ale sam model ich działania powinien czasami zapalić użytkownikowi czerwoną lampkę. PDF-em może być przecież zarówno instrukcja obsługi pralki, jak i umowa, faktura czy dokument zawierający dane osobowe. Oczywiście istnieją też aplikacje desktopowe, które rozwiązują cały problem lokalnie. Sam Microsoft Store pełen jest programów obiecujących łączenie, dzielenie i reorganizowanie PDF-ów.

Rzecz w tym, iż przeciętny użytkownik nie powinien musieć szukać specjalistycznego programu tylko po to, żeby wykonać operację na dwóch plikach. Według informacji przekazanych przez Microsoft pliki mają być przetwarzane na urządzeniu, a nie przesyłane do chmury Adobe czy innej usługi internetowej. Oryginalne dokumenty nie mają przy tym być modyfikowane.

Zapowiedziano również nowy panel przeznaczony do pracy z adnotacjami. Ma on zbierać w jednym miejscu między innymi komentarze, wyróżnienia i notatki odręczne. Z poziomu panelu użytkownik będzie mógł przeszukiwać i filtrować adnotacje, przechodzić bezpośrednio do odpowiadającego im fragmentu dokumentu, a także edytować, usuwać i dodawać komentarze. Ma to znaczenie przede wszystkim przy większych dokumentach. Kilka zakreśleń w trzystronicowym PDF-ie można znaleźć przewijając zawartość. Przy raporcie mającym kilkadziesiąt lub kilkaset stron osobny indeks adnotacji zaczyna być znacznie bardziej użyteczny.

Microsoft Edge

Oczywiście przez cały czas nie oznacza to, iż Microsoft Edge nagle stanie się pełnoprawnym zamiennikiem Adobe Acrobat. Pomiędzy reorganizacją stron czy dodawaniem komentarzy a zaawansowaną edycją PDF-ów pozostaje sporo miejsca. Dla wielu użytkowników właśnie te proste operacje są jednak wszystkim, czego potrzebują.

Jest w tej historii pewna ironia. Pomaga Adobe

Najzabawniejsze jest to, kto stoi pod maską czytnika PDF w Microsoft Edge. Przeglądarka Microsoftu przez lata korzystała z własnego silnika obsługującego PDF-y. W 2023 r. Microsoft ogłosił jednak współpracę z Adobe i rozpoczął przechodzenie na silnik Adobe Acrobat. Ówczesne zapowiedzi mówiły między innymi o poprawie jakości grafiki i kolorów, wydajności oraz dostępności.

Migracja nie była natychmiastowa. Jeszcze przez pewien czas administratorzy mogli korzystać z rozwiązania Microsoftu zamiast nowego mechanizmu Adobe. W Edge 156 usunięto przełącznik pozwalający wrócić do starego silnika. Innymi słowy, robi się przewrotnie.

Adobe przez lata było dla wielu użytkowników niemal synonimem systemu do PDF-ów, a bardziej zaawansowane narzędzia są istotną częścią komercyjnej oferty firmy. Tymczasem technologia Adobe stała się fundamentem czytnika w Edge, który teraz ma otrzymać zestaw bezpłatnych funkcji wystarczających do wykonania wielu podstawowych operacji bez instalowania Acrobata.

Nie znaczy to oczywiście, iż Microsoft rozdaje za darmo całego Acrobata pod inną nazwą. To raczej przesuwanie granicy określającej, co w 2027 r. powinno być standardową funkcją systemowego czytnika dokumentów.

Najlepsze funkcje systemu to czasem te najbardziej nudne

Microsoft nie odkrył tu nowej kategorii oprogramowania. Nie stworzył też czegoś, czego do tej pory nie dało się zrobić. Wręcz przeciwnie: właśnie na tym polega cały urok tej zmiany. Operacje na PDF-ach od lat wykonują Acrobat, programy open source, dziesiątki aplikacji ze sklepu oraz niezliczone usługi internetowe. Microsoft po prostu dochodzi do wniosku, iż część z nich jest na tyle podstawowa, iż użytkownik Windows 11 nie powinien w ogóle zastanawiać się, skąd wziąć odpowiednie narzędzie.

Jeśli obecny harmonogram się utrzyma, wdrażanie nowych możliwości Microsoft Edge ma rozpocząć się w styczniu 2027 r. Trzeba jednak pamiętać, iż Microsoft sam zaznacza przy swojej mapie rozwoju, iż podawane terminy są szacunkowe i mogą ulec zmianie. Nie brzmi to jak rewolucja – i bardzo dobrze. Komputery potrzebują nie tylko nowych modeli AI i kolejnych wielkich platform. Czasem potrzebują po prostu przycisku, którego brakowało od kilkunastu lat.

Idź do oryginalnego materiału