
Huawei zaprezentował desktop, w którym nie potrzebuje już ani Intela, ani Microsoftu. Qingyun HM650 ma chiński procesor, chińskie komponenty i HarmonyOS. To dużo ważniejsza premiera, niż sugeruje niepozorna czarna skrzynka.
Jeszcze kilka lat temu taki komputer byłby przede wszystkim polityczną demonstracją: patrzcie, Chiny też potrafią. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Huawei nie tylko pokazał komputer stacjonarny oparty na własnym systemie operacyjnym i własnym procesorze, ale twierdzi równocześnie, iż liczba wysłanych komputerów z HarmonyOS przekroczyła milion. To oznacza, iż przestajemy rozmawiać wyłącznie o eksperymencie technologicznym.
Qingyun HM650 został zaprezentowany podczas HarmonyOS Office Industry Summit. To pierwszy desktop Huawei działający pod kontrolą HarmonyOS. W środku znajduje się Kirin X90, a według producenta udział komponentów pochodzenia krajowego wynosi 100 proc. W praktyce Huawei zbudował więc peceta, z którego równania można wykreślić dwie nazwy będące przez dekady niemal synonimami rynku PC: Intel oraz Microsoft.
Huawei Qingyun HM650 to pecet, ale bardzo nie-Wintelowy
„twitkomenthua” @ blok: „x-twitter”
Jeżeli ktoś spodziewa się odpowiedzi Huawei na gamingowego peceta z GeForce’em albo taniego komputera do salonu, gwałtownie ostudzę emocje. Qingyun HM650 nie został skonstruowany po to, żeby europejski klient zastanawiał się, czy postawić go obok Maca mini. Huawei kieruje go przede wszystkim do administracji i przedsiębiorstw, w tym sektora finansowego oraz energetycznego. Nie znamy też ceny komputera. Najciekawsze znajduje się jednak w środku.
Sercem HM650 jest Kirin X90. Procesor ma 10 rdzeni, obsługuje 20 wątków i pracuje w ramach TDP wynoszącego 40 W. Za grafikę odpowiada zintegrowany układ Maleoon 910. Huawei zastosował również dwuwarstwowy system odprowadzania ciepła. 40 W robi w przypadku komputera stacjonarnego wrażenie, ale trzeba uważać z pochopnymi porównaniami. Samo TDP kilka mówi o rzeczywistej wydajności procesora i absolutnie nie oznacza, iż Huawei zaoferował właśnie magiczny odpowiednik współczesnego Core’a czy Ryzena przy ułamku ich poboru energii. przez cały czas brakuje niezależnych testów HM650, które pozwoliłyby uczciwie zestawić jego wydajność z zachodnimi platformami.
Kirin X90 nie jest tutaj przypadkowym wyborem. X90 produkowany jest przez SMIC w procesie technologicznym N+2 klasy 7 nm. Chiński przemysł półprzewodnikowy pozostaje więc technologicznie za światową czołówką.
Najważniejsza jest jedna liczba: 100 proc.
Przez dziesięciolecia właśnie komputer osobisty był jednym z najlepszych przykładów globalizacji branży technologicznej. Procesor projektowała firma amerykańska, układy mogły powstawać na Tajwanie, pamięć przyjeżdżała z Korei, płyta główna powstawała gdzie indziej, system operacyjny pochodził od Microsoftu, a wszystko składano jeszcze w innym miejscu. HM650 idzie w przeciwnym kierunku.
Nie należy oczywiście z jednego modelu wyciągać wniosku, iż Chiny osiągnęły pełną niezależność technologiczną całego przemysłu półprzewodnikowego. To byłoby zdecydowanie zbyt daleko idące. Sam fakt, iż Huawei deklaruje stuprocentową lokalizację części konkretnego produktu, nie oznacza przecież, iż cały łańcuch prowadzący do wyprodukowania tych części jest wolny od zagranicznych technologii i narzędzi. Zmiana jest jednak ewidentna: Huawei jest dziś w stanie zaoferować komputer PC, w którym końcowy zestaw kluczowych elementów nie musi opierać się na procesorze Intela lub AMD ani na Windowsie. Kilka lat temu byłoby to znacznie trudniejsze.
Amerykanie wypchnęli Huaweia z Wintela
Historia HM650 jest o tyle przewrotna, iż Huawei nie zaczął budować całego alternatywnego stosu technologicznego wyłącznie dlatego, iż pewnego dnia zarząd firmy wstał rano i stwierdził: zróbmy sobie własnego peceta. Stany Zjednoczone systematycznie ograniczały chińskiemu przedsiębiorstwu dostęp do amerykańskiej technologii. W maju 2024 r. Waszyngton cofnął licencje umożliwiające Intelowi i Qualcommowi sprzedaż układów Huaweia. Było to szczególnie istotne dla komputerowego biznesu firmy, ponieważ w laptopach Huaweia powszechnie stosowano procesory Intel Core.
Kolejny problem pojawił się od strony oprogramowania. Licencja Huawei umożliwiająca wykorzystywanie Windowsa na komputerach wygasła w marcu 2025 r. Dwa miesiące później firma zaprezentowała pierwsze laptopy z HarmonyOS. Innymi słowy, Huawei został wypychany poza klasyczną architekturę świata PC i zamiast z tego rynku całkowicie zniknąć, zaczął budować sobie drugi.Efekt możemy oglądać dzisiaj.
Procesor Kirin zamiast Intela. Grafika Maleoon zamiast rozwiązania któregoś z zachodnich gigantów. HarmonyOS zamiast Windowsa. Chińskie komponenty i budowany od zera ekosystem aplikacji. Sankcje zrobiły więc coś, co sankcje czasami robią: podniosły koszty i utrudniły życie firmie objętej restrykcjami, ale jednocześnie stworzyły bardzo silną zachętę ekonomiczną do opracowywania lokalnych alternatyw.
Nie oznacza to automatycznie, iż polityka Stanów Zjednoczonych „nie działa”. Takie stwierdzenie byłoby ogromnym uproszczeniem. Ograniczenie dostępu do najbardziej zaawansowanych technologii półprzewodnikowych przez cały czas ma realne konsekwencje, czego dobrym przykładem pozostaje właśnie Kirin X90 i wykorzystywany do jego produkcji proces klasy 7 nm. Problem Waszyngtonu jest inny: każdy kolejny rok takiej izolacji daje chińskim dostawcom kolejny rok na zmniejszanie zależności od zachodnich technologii.
Sam komputer to za mało. Potrzeba jeszcze oprogramowania
Można zaprojektować własny procesor, płytę główną i obudowę. Można choćby napisać system operacyjny. Historia branży komputerowej pełna jest jednak świetnych technicznie platform, które przegrywały z bardziej przyziemnego powodu: nie było na nie oprogramowania. Huawei doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
Firma poinformowała podczas premiery HM650, iż liczba aplikacji przystosowanych do komputerowego HarmonyOS przekroczyła 21 tys. Wśród nich znajdują się narzędzia biurowe i komunikacyjne, takie jak WPS, WeCom, DingTalk czy Feishu, ale także profesjonalne programy CAD, w tym ZWCAD, GstarCAD i ZW3D. Huawei wskazuje zastosowania m.in. w produkcji, energetyce oraz budownictwie. To ostatnie jest szczególnie ważne.
Komputer dla administracji można stosunkowo łatwo sprowadzić do przeglądarki, poczty, komunikatora i pakietu biurowego. Maszyna używana w przedsiębiorstwie przemysłowym potrzebuje już specjalistycznego oprogramowania, które może być kluczowym elementem całego procesu produkcyjnego.
21 tys. aplikacji przez cały czas nie robi z HarmonyOS rywala Windowsa pod względem różnorodności oprogramowania. Dla Huaweia ważniejsze jest jednak co innego: czy system ma wystarczającą liczbę aplikacji dla odbiorców, którym chce sprzedawać komputery. A odpowiedź coraz częściej może brzmieć: tak.
Milion komputerów z HarmonyOS to jeszcze nie Windows. Ale już nie prototyp
Oczywiście w skali globalnego rynku PC milion komputerów to nie jest liczba, przez którą w Redmond powinny rozdzwonić się alarmy. Microsoft wciąż dysponuje ekosystemem wypracowywanym przez dekady, obejmującym potężną bazę oprogramowania, sprzętu, sterowników, narzędzi deweloperskich i użytkowników. Znaczenie liczby Huawei jest inne.
Milion urządzeń to już wystarczająco dużo, żeby HarmonyOS na PC przestał być wyłącznie ciekawostką pokazywaną na konferencjach. Powstaje realna baza sprzętu, dla której warto tworzyć oprogramowanie. Więcej komputerów przyciąga deweloperów, więcej aplikacji zwiększa atrakcyjność kolejnych komputerów i dopiero wtedy koło zaczyna się rozkręcać.
Huawei twierdzi ponadto, iż na wcześniejszym etapie rozwoju komputerowego HarmonyOS liczba natywnych aplikacji wzrosła z około tysiąca przy uruchomieniu platformy do ponad 19 tys. Właśnie rozwój tego ekosystemu jest w tej chwili dużo ważniejszy od tego, czy następny Kirin będzie kilkanaście procent szybszy.
Huawei wrzucił oczywiście także AI. Jest choćby specjalny przycisk
Klawiatura HM650 ma osobny przycisk uruchamiający asystenta Celia AI. Komputer oferuje również funkcje zarządzania przeznaczone dla przedsiębiorstw oraz oddzielne przestrzenie Personal Space i Enterprise Space. Huawei promuje także system bezpieczeństwa Star Shield 2.0 wykorzystujący mechanizmy AI. Producent deklaruje między innymi wykrywanie manipulacji twarzą i głosem oraz ochronę przed cyfrowymi oszustwami, złośliwym oprogramowaniem i wyciekiem danych. Są to oczywiście deklaracje Huawei, a nie wyniki niezależnego audytu, więc traktowałbym je dokładnie tak, jak należy traktować marketingowe zapewnienia każdego producenta sprzętu komputerowego.
Dużo bardziej interesujące są mechanizmy rozdzielenia przestrzeni prywatnej i firmowej oraz centralnego zarządzania. Przypominają bowiem, iż HM650 nie jest pomyślany jako komputer dla chińskiego odpowiednika domowego pecetowca. To narzędzie dla organizacji. I tutaj cała strategia zaczyna układać się w jedną całość.
Chiny chcą wyrzucić zachodni sprzęt z administracji
Chińskie władze od kilku lat promują zastępowanie zagranicznych technologii lokalnymi odpowiednikami w administracji i kontrolowanych przez państwo organizacjach. W 2024 r. pojawiły się wytyczne nakazujące instytucjom państwowym powyżej szczebla gminnego kupowanie komputerów wykorzystujących procesory i systemy operacyjne uznane za „bezpieczne i niezawodne”. Dla producentów takich jak Huawei tworzy to coś niezwykle cennego: ogromny rynek startowy.
Nowy system komputerowy ma bowiem klasyczny problem kury i jajka. Użytkownicy nie chcą go bez aplikacji, a programiści nie chcą tworzyć aplikacji bez użytkowników. o ile jednak duża część administracji i przedsiębiorstw państwowych zaczyna kupować lokalne komputery to producent od razu uzyskuje bazę klientów, której nie musi mozolnie wydzierać Windowsowi na wolnym rynku detalicznym. A kiedy sprzęt już jest na biurkach, pojawia się biznesowe uzasadnienie dla portowania kolejnych programów.
Qingyun HM650 jest wręcz podręcznikowo dostosowany do takiej strategii: własny system, lokalne komponenty, funkcje dla przedsiębiorstw, rozdzielenie środowisk pracy oraz nacisk na bezpieczeństwo. Trudno oczekiwać, iż Chińczycy będą masowo kupować go do grania wieczorami w najnowsze AAA. Ale też Huawei raczej nieszczególnie tego potrzebuje.
Intel ma powód, żeby patrzeć na to znacznie uważniej niż polski użytkownik
Z perspektywy przeciętnego Europejczyka HM650 jest egzotyczną ciekawostką. Najprawdopodobniej nie zobaczymy go pomiędzy Lenovo a Acerem w polskim elektromarkecie i w tej chwili nie ma szczególnego powodu, żeby tego żałować. Dla Intela sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Chiny odpowiadały w 2023 r. za 27 proc. wynoszących 54 mld dol. przychodów firmy. Był to więc dla amerykańskiego producenta rynek o kolosalnym znaczeniu.
Każdy Kirin umieszczony w komputerze instytucji państwowej lub przedsiębiorstwa zamiast układu Core oznacza potencjalnie jeden procesor Intela mniej. Oczywiście nie każdy HM650 zastępuje bezpośrednio komputer, który w przeciwnym razie miałby układ Intela, więc prostego przelicznika stosować nie można. Kierunek zmian pozostaje jednak jasny. Chiny przez lata były jednym z największych odbiorców zachodnich półprzewodników. Teraz państwo aktywnie buduje przestrzeń, w której lokalni producenci mają zastępować zachodnich.
I choćby o ile te procesory okażą się słabsze, to w określonych zastosowaniach wcale nie musi mieć to decydującego znaczenia. Komputer pracownika administracji nie musi wygrywać w Cinebenchu. Ma wystarczająco gwałtownie otwierać dokumenty, przeglądarkę, komunikator i specjalistyczne oprogramowanie wykorzystywane przez konkretną instytucję. o ile robi to dostatecznie dobrze to „najwydajniejszy” błyskawicznie ustępuje miejsca „wystarczająco dobremu”.
Właśnie dlatego ten nudny czarny komputer jest tak ciekawy
Łatwo byłoby przedstawić Qingyun HM650 jako kolejnego „zabójcę Windowsa”. Tylko po co? Na globalnym rynku konsumenckim HarmonyOS nie jest dziś równorzędnym konkurentem Windowsa i nic nie wskazuje, żeby użytkownicy w Polsce mieli lada moment wyrzucać swoje pecety na śmietnik. Znacznie ciekawsze zjawisko dzieje się gdzie indziej.
Powstaje osobny chiński stos technologiczny: od procesorów i układów graficznych, przez komputery, po system operacyjny i aplikacje. przez cały czas ma słabe punkty, nie dysponuje najnowocześniejszymi procesami litograficznymi i musi nadrabiać dziesięciolecia przewagi wielkich zachodnich ekosystemów. Ale działa. HM650 jest pod tym względem czymś więcej niż nowym komputerem Huawei: to kolejny dowód na postępujące rozszczepienie świata technologii.
Przez wiele lat branża komputerowa zmierzała w stronę coraz bardziej globalnych łańcuchów dostaw i wspólnych standardów. Amerykańsko-chińska wojna technologiczna pcha ją w przeciwnym kierunku. Zamiast jednego globalnego rynku mogą stopniowo powstawać równoległe ekosystemy sprzętu i oprogramowania.
Największą ironią pozostaje natomiast to, iż jednym z katalizatorów tej zmiany były amerykańskie restrykcje. Miały utrudnić Huaweiowi dostęp do technologii. Ten cel niewątpliwie osiągnęły. Huawei został zmuszony do działania z ręką zawiązaną za plecami. Tyle iż Chińczycy zamiast zrezygnować z walki, zaczęli bardzo intensywnie trenować drugą rękę.
















