
Biały Dom opublikował przerobione zdjęcie zatrzymanej prawniczki, na którym łzy dorysowała AI. Oficjalny kanał zamienił fotografię w propagandowy mem.
Oficjalne konto Białego Domu na X opublikowało grafikę, na której zatrzymywana aktywistka wygląda jak załamana i zapłakana. Problem jednak w tym, iż na prawdziwym zdjęciu z aresztowania jej twarz jest spokojna i poważna – łzy, otwarte usta i znikający makijaż to już robota algorytmu. W kilka godzin internet zobaczył na żywo, jak administracja USA testuje polityczną propagandę w erze generatywnej sztucznej inteligencji.
Od protestu w kościele do zarzutów federalnych
Bohaterką tej historii jest Nekima Levy Armstrong – prawniczka zajmująca się prawami obywatelskimi i organizatorka protestów. W ostatnich dniach nagłówki w USA wypełniła akcja w kościele w St. Paul w stanie Minnesota. Grupa aktywistów przerwała nabożeństwo, domagając się dymisji pastora, którego uznają za faktycznego szefa lokalnego biura Immigrations and Customs Enforcement, czyli ICE.
Dla administracji Trumpa był to idealny materiał polityczny. Protest określano jako zamieszki i atak na chrześcijańskich wiernych, podczas gdy sama Levy Armstrong w mediach broniła go jako pokojowej, bez przemocy, formy sprzeciwu. Spór o to, jak nazwać tę scenę, dopiero się rozpędzał, gdy wkroczył nowy gracz – sztuczna inteligencja użyta przez państwo.
Kilka dni później Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego postawił uczestnikom sprawy karne. Levy Armstrong i inni mają zmierzyć się z zarzutami m.in. spisku i zastraszania. To poważne oskarżenia, ale jeszcze poważniejsze pytania wywołało to, jak Biały Dom postanowił opowiedzieć tę historię w obrazach.
Dwa zdjęcia, jedna scena. Co zmieniła sztuczna inteligencja?
Pierwsza fotografia z aresztowania trafiła do sieci, gdy jej autorką posta była sekretarz odpowiedzialna za bezpieczeństwo wewnętrzne. Widać na niej Levy Armstrong prowadzoną przez federalnego agenta przez biurową przestrzeń. Ma skute ręce, jej twarz jest spokojna, usta zamknięte, a intensywny, różowy kolor szminki odcina się od tła. To typowe ujęcie z zatrzymania – mocne, ale pozbawione teatralnych emocji.
Kilkadziesiąt minut później na X pojawił się niemal identyczny kadr, tym razem wrzucony już z oficjalnego konta Białego Domu. Tło, postawa ciała, funkcjonariusz obok – wszystko wygląda tak samo. Z jednym wyjątkiem: twarz protestującej przeszła cyfrową metamorfozę.
Na wersji z Białego Domu Levy Armstrong ma otwarte usta, jakby szlochała, po policzkach spływają jej wyraźnie narysowane łzy, a różowa szminka znika. Zamiast spokojnej, twardej miny zatrzymanej aktywistki widzimy kogoś, kto wygląda jak załamana, złamana psychicznie osoba.
Can you please provide comment on why this image was manipulated using AI to make it appear that the woman was crying? pic.twitter.com/Z2anIsoLan
— MeidasTouch (@MeidasTouch) January 22, 2026Na grafice pojawia się też agresywny napis, iż jest to skrajnie lewicowa wichrzycielka odpowiedzialna za kościelne zamieszki w Minnesocie. Władza dopadła zagrożenie i pokazała je w momencie upokorzenia. Tyle iż ten moment nie wydarzył się w rzeczywistości. Powstał dopiero po interwencji algorytmów.
Redakcja Futurism skontaktowała się z Białym Domem i poprosiła o komentarz w sprawie. Niestety nie otrzymała jednoznacznego potwierdzenia, iż rzeczywiście do przeróbki wykorzystano AI.
Kiedy mem staje się narzędziem przepisywania rzeczywistości
Na pierwszy rzut oka można by wzruszyć ramionami. Politycy na całym świecie przecież od dawna bawią się memami, a sztuczna inteligencja jest dziś obecna wszędzie. Problem polega na tym, iż tym razem nie chodzi o satyryczne konto czy anonimowego grafika, ale o oficjalny przekaz państwa wobec własnego obywatela.
Przeróbka nie polegała na dodaniu kolorowego filtra czy logotypu. Zmieniono najbardziej wrażliwy element – twarz i emocje. Z osoby, która na surowej fotografii wygląda na opanowaną i zdeterminowaną, zrobiono kogoś, kto ma przypominać pokonaną wichrzycielkę. To subtelna, ale bardzo wyrazista manipulacja: zamiast dyskutować o celu protestu czy proporcjonalności zarzutów, odbiorca widzi obraz właściwej kary i emocjonalnej porażki.
Taka kreacja jest tym bardziej problematyczna, iż dotyczy osoby, która wciąż ma prawo do domniemania niewinności. Tymczasem obraz opublikowany przez Biały Dom podsuwa widzom gotową narrację: winna, agresywna, złamana w chwili zatrzymania.
*Źródło grafiki wprowadzającej: The White House, flickr; Canva Pro









