Coś mieszają z segregacją odpadów. Ty za to zapłacisz

konto.spidersweb.pl 7 godzin temu

Po roku obowiązkowej selektywnej zbiórki tekstyliów gminy już widzą, iż nie udźwigną rosnącej góry ciuchów. Właśnie dlatego w Brukseli chcą przerzucić odpowiedzialność. Tylko kto za to zapłaci?

Od 1 stycznia 2025 r. zużyte ubrania i inne tekstylia przestały być zwykłym śmieciem wrzucanym do zmieszanych. Gminy dostały obowiązek ich selektywnego zbierania – minimum w PSZOK-ach, a często także w specjalnych kontenerach czy systemach workowych. Skoro w całej Unii rocznie powstaje ponad 12 mln ton odpadów tekstylnych, a recyklingowi poddawana jest tylko symboliczna część, trzeba zacząć łapać je u źródła, prawda? Tylko gdzie jest to źródło?

Rzeczywistość gwałtownie sprowadziła wszystkich na ziemię. Kontenery zapełniały się szybciej, niż firmy odbierające odpady były w stanie je opróżnić. Samorządy raportowały gwałtowny wzrost masy tekstyliów w strumieniu odpadów i równie gwałtowny wzrost kosztów, bo za ich transport, sortowanie i utylizację płaciły z lokalnych budżetów.

Właśnie ten zator finansowy jest jednym z powodów, dla których Unia zdecydowała się na kolejny krok, a mianowicie na wprowadzenie obowiązkowego systemu rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP) dla tekstyliów i obuwia. Skoro zarabiasz na sprzedaży ubrań, musisz też dorzucić się do ich sprzątania, gdy wylądują w koszu.

Dyrektywa mówi wprost: wszyscy za to zapłacimy

Przyjęta na poziomie Unii nowelizacja dyrektywy odpadowej nakazuje państwom członkowskim wprowadzenie ROP dla tekstyliów. Chodzi o wszystkie wyroby włókiennicze i buty wprowadzane na rynek – niezależnie od tego, czy robi to polski producent, globalna sieciówka, czy sklep internetowy spoza UE.

Polska ma już wyznaczony harmonogram. Wiceminister klimatu i środowiska Anita Sowińska poinformowała w Sejmie, że:

  • do 17 czerwca 2027 r. nowe przepisy unijne muszą zostać przeniesione do polskiego prawa;
  • do 17 kwietnia 2028 r. ma ruszyć w pełni działający system ROP dla tekstyliów i obuwia.

To oznacza, iż po około dwóch latach po starcie selektywnej zbiórki ubrań pojawi się druga, brakująca noga systemu, a mianowicie finansowanie. Nie z opłat śmieciowych mieszkańców, ale ze składek wnoszonych przez tych, którzy ubrania i buty wprowadzają na rynek.

Jak ma działać nowy system?

ROP jest dobrze znany z rynku opakowań wtórnych. Producent, importer albo marka modowa, która sprzedaje swoje produkty w Polsce, będzie musiała zarejestrować się w krajowym rejestrze – najprawdopodobniej poprzez rozszerzenie istniejącego systemu BDO. To tam trafią dane o tym, ile ton tekstyliów dana firma wypuszcza rocznie na rynek.

Na tej podstawie naliczane będą opłaty. Pieniądze nie trafią bezpośrednio do gmin, ale do specjalnych organizacji odpowiedzialności producenta (OOP), które w imieniu branży sfinansują system zbiórki, sortowania, przygotowania do ponownego użycia oraz recyklingu. To one będą ogłaszać przetargi na odbiór i przetwarzanie tekstyliów, rozliczać wykonawców i pilnować, by środki nie kończyły się po kilku miesiącach działania.

Najważniejszym elementem ma być tzw. ekomodulacja opłat. Innymi słowy, wysokość składki za kilogram lub sztukę ubrania ma zależeć nie tylko od ilości, ale także od jakości: trwałości, łatwości naprawy, zawartości recyklatu czy obecności toksycznych dodatków. Ubrania szyte na jedno pranie mają być obciążone wyższą opłatą niż te projektowane tak, by przetrwać kilka lat.

Kto naprawdę zapłaci?

Na poziomie deklaracji sprawa wydaje się prosta: to producenci i importerzy mają pokryć koszty sprzątania po swoich produktach. W praktyce w ekonomii rzadko kiedy zdarza się, by dodatkowe obciążenia zostawały na poziomie firm – zwykle prędzej czy później lądują w cenach. Tak będzie prawdopodobnie i tutaj.

Największe kwoty nominalnie zapłacą duże podmioty, szczególnie sieci fast fashion oferujące ogromne wolumeny tanich ubrań o krótkim życiu. Unijne regulacje wyraźnie celują w ten segment, zapowiadając wyższe stawki właśnie dla produktów o krótkiej trwałości i niskiej przydatności do recyklingu. Ale ostateczny rachunek może rozłożyć się inaczej:

  • część kosztów trafi wprost do klientów w postaci wyższych cen ubrań;
  • część przejmą akcjonariusze i właściciele firm w postaci niższych marż;
  • część rozejdzie się po łańcuchu dostaw, np. w postaci presji na jeszcze tańszą produkcję w krajach, gdzie szyje się ubrania.

Paradoks polega na tym, iż najbardziej odczują zmiany ci, którzy najczęściej kupują ubrania na chwilę, bo każda kolejna koszulka z wyprzedaży będzie miała w cenie niewidoczną pozycję: dopłatę do systemu ROP. Z punktu widzenia środowiska dokładnie o to chodzi: zachęcić do kupowania mniej i lepiej, zamiast regularnie wyrzucać całe worki odzieży do pojemnika pod blokiem.

Co z gminami i organizacjami społecznymi?

Dla samorządów perspektywa ROP jest jasna: wreszcie pojawi się źródło finansowania dla strumienia odpadów, który dziś generuje spore koszty, a nie przynosi żadnych przychodów. W teorii powinno to odciążyć system opłat śmieciowych mieszkańców, bo część wydatków przejmą organizacje producentów.

Dyrektywa unijna nakazuje jednak, by w rozmowach o kształcie systemu uczestniczyło szerokie grono interesariuszy – od firm, przez recyklerów, po podmioty gospodarki społecznej, które od lat zbierają, naprawiają i sprzedają używaną odzież. Państwa mają obowiązek zadbać, by organizacje pozarządowe, spółdzielnie socjalne czy fundacje nie zostały wypchnięte z rynku przez duże struktury finansowane przez producentów. To oznacza, iż w Polsce trzeba będzie zaprojektować system tak, aby nie zabrać im dostępu do najlepszego materiału, który dziś finansuje ich działalność.

Szykuje się więc nowy spór o to, kto ma prawo do używanych ubrań: OOP-y i gminy, które będą rozliczać się z poziomów recyklingu, czy też organizacje społeczne, dla których tekstylia to źródło utrzymania i miejsc pracy.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału