
Alerty RCB to już norma, a tymczasem ciągle nikt nie ustalił, jak należy zachować się, kiedy taki komunikat otrzyma się będąc w pracy.
Szczególnie dla mieszkańców Podkarpacia i Lubelszczyzny Alerty RCB to wręcz codzienność. Wiadomości informują o atakach przeprowadzanych przez Rosję na terenie Ukrainy i ostrzegają przed ewentualnymi zagrożeniami. Na łamach Spider’s Web wielokrotnie zwracaliśmy uwagę, iż samo ostrzeżenie to za mało – komunikat tak naprawdę nie wyjaśnia, co należy zrobić, gdzie konkretnie się udać i jak zareagować. Niedawno doszła do tego dość absurdalna wypowiedź, iż po otrzymaniu Alertu RCB w zasadzie powinno czekać się na… następny.
Mieszkańcy regionów, gdzie Alerty RCB dostarczane są w ostatnich tygodniach bardzo często, zwracają uwagę, iż komunikaty przychodzą w nocy i większość zapoznaje się z nimi dopiero jak wstanie. Kiedy jednak 17 września doszło do bardzo poważnego ataku na teren Ukrainy, w Lublinie zawyły syreny, a mieszkańcy w ciągu dnia dostali SMS-a o zagrożeniu atakiem z powietrza i tym, aby znaleźć bezpieczne miejsce. Tylko iż nikt nie wiedział, co to dokładnie znaczy.
Nie ma żadnych skoordynowanych działań, mieszkańcy nie mają pojęcia co robić, przeszkolone służby również. Niektórzy się ewakuują, u innych jest zwykły czwartek w pracy. (…) Znajomy pisze mi o płaczących w szatni dzieciach, bo siedzą przerażone – relacjonował Paweł Grabowski.
Lubelski Urząd Miasta sugerował, iż jeżeli jest się poza domem, należy „szukać miejsc z zadaszeniem: najniższych kondygnacji budynków, w tym piwnic, garaży podziemnych, tuneli, przejść podziemnych”. A co jeżeli to „poza domem” oznacza bardzo często – „w pracy”?
– Kodeks pracy odnosi się do „bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia”. Nie wiadomo czy sms o „aktywności lotnictwa” czy też „niezidentyfikowanym obiekcie” sam w sobie rodzi obowiązek wstrzymania pracy zakładu, który niesie ze sobą przecież określone koszty – zauważa w rozmowie z PAP przewodniczący Platformy Bezpieczeństwa i Obronności Pracodawców RP oraz pełnomocnik zarządu ds. obronności gen. broni rez. Tomasz Piotrowski.
Rozmówca PAP stwierdził, iż może dojść do sytuacji, kiedy „pracownicy zaczną samowolnie przerywać pracę po otrzymaniu alertu w telefonie”
I trudno im będzie się dziwić, skoro komunikat jasno wskazuje znalezienie bezpiecznego miejsca. Zresztą choćby polecenie „oczekuj dalszych komunikatów” sugeruje konieczność bycia w gotowości.
W rozmowie z PAP przewodniczący KK NSZZ „Solidarność” Bartłomiej Mickiewicz przyznaje, iż szczególnie na wschodzie kraju do związkowców zgłaszają się pracownicy, którzy nie wiedzą, co robić w sytuacji alarmów o zagrożeniu z powietrza.
Oprócz dokumentu, który przyszedł do skrzynki pocztowej, czyli poradnika bezpieczeństwa, nie dostałem żadnej informacji o tym, jak mam się zachować i gdzie mam się ewentualnie ukrywać. A my jako związek zawodowy nie jesteśmy w żaden sposób zaangażowani w jakąkolwiek akcję informacyjną, bo nikt nam tego nie proponował. Sami nie będziemy organizować takich akcji, bo się na tym nie znamy i nie chcemy wchodzić w kompetencje organów za to odpowiedzialnych – wyjaśnia Mickiewicz.
Główny inspektor pracy Janusz Krasoń poinformował PAP, iż inspekcja pracuje nad wytycznymi dla pracodawców
Jak wyjaśnił, nowe zjawisko „będzie analizowane”. Z kolei pracodawcy mogą „zawczasu przejrzeć dotychczasowe procedury bezpieczeństwa ustalone w ich zakładach pracy, sprawdzić drogi ewakuacyjne, procedury przeciwpożarowe, czy zaktualizować szkolenia osób wyznaczonych do udzielania pierwszej pomocy”.
Czyli – coś zrobić, żeby było widać, iż działania zostały podjęte, zanim odpowiedź na najważniejsze pytania zostanie udzielona.
Tymczasem, jak informuje PAP, MSWiA nie pracuje nad wytycznymi dla pracodawców. „Pracodawca musi dokonać analizy miejsc ewentualnego schronienia i w razie zagrożenia wskazać pracowników miejsce bezpieczne” – wyjaśnił wiceszef MSWiA Wiesław Leśniakiewicz.
Aż zerknąłem na kalendarz. To wszystko dzieje się nie kilka lat temu, w sytuacji, kiedy wojna w Ukrainie jest jedynie analizowanym czarnym scenariuszem, a nie czymś, co dzieje się tu i teraz. Na dodatek od dłuższego czasu. Mimo to my jesteśmy na etapie dywagacji, co musi zrobić pracownik, kiedy otrzyma Alert RCB informujący o ataku z powietrza.
Pracownicy słusznie mogą czuć niepokój, z kolei ekspert Pracodawców RP troszczy się o to, aby „nie doprowadzić do sytuacji, w której przy każdym alercie funkcjonowanie firm będzie paraliżowane”.
– Zdecydowanie potrzebne są szeroko zakrojone działania sektora państwowego z prywatnym oraz skoordynowanie wysiłków tak, abyśmy nie doprowadzili do sytuacji, w której każdy podmiot będzie prowadził własną „wojnę”, przynoszącą chaos i niezamierzone straty – ocenił w rozmowie z PAP gen. Piotrowski.
To już kopanie leżącego – my naprawdę nie wiemy, co robić
A problem dotyczy nie tylko miejsc pracy, ale też szkół. Dopiero w ubiegłym tygodniu wiceministra edukacji Katarzyna Lubnauer w rozmowie z Serwisem Samorządowym PAP zapowiedziała, iż dyrektorzy „niezwłocznie otrzymają szczegółowe instrukcje postępowania w sytuacji ogłoszenia alarmu”.
Brakuje rozwiązań systemowych dla szkół dotyczących tego, jak należy postępować w sytuacji zagrożenia z powietrza” – mówił PAP przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego „Forum-Oświata” Sławomir Wittkowicz.
Szkoły potrzebują konkretnych instrukcji i wytycznych jak postępować w przypadku alarmu powietrznego. Te instrukcje powinny być opracowane jak najszybciej przez administrację rządową, a samorząd powinien wskazywać placówkom najbliższe bezpieczne miejsca ewakuacji uczniów w sytuacji zagrożeń z powietrza, jeżeli takich miejsc nie ma w szkołach – zaznaczyła z kolei rzeczniczka Związku Nauczycielstwa Polskiego Magdalena Kaszulanis.
Wiceszefowa resortu edukacji przyznała, iż przed rozpoczęciem roku szkolnego „samorządy i kuratorzy oświaty spotykali się z dyrektorami szkół i wskazywały, jakie działania trzeba podejmować rzeczywiście w sytuacji takiego alarmu”, ale i tak słuszne wydaje się pytanie, czy do takich rozmów nie doszło zbyt późno.
Ciągle działamy na zasadzie „jakoś to będzie”
Może nic się nie stanie. I nie chodzi tutaj o sianie paniki czy podkopywanie zaufania do państwa. To normalna ludzka reakcja – wiemy, iż czasy są niepewne, sytuacja jest napięta, sam szef MON mówi przecież o możliwych prowokacjach ze strony Rosjan.
My zaś nie wiemy, jak zachować się po otrzymaniu Alertu RCB. Przynajmniej jest w tym jakaś konsekwencja: nie wiadomo, jak reagować na komunikat w domu, nie wiadomo również, jak zachowywać się podczas odebrania wiadomości w pracy.
Zdjęcie główne: daily_creativity / Shutterstock








