Fałszywe zdjęcie koni z Morskiego Oka. Sprawdź informacje, zanim zaczniesz się wkurzać

konto.spidersweb.pl 2 miesięcy temu

Fałszywi obrońcy zwierząt wypuścili spreparowane materiały o tym, iż konie męczą się w upale i przewożą turystów, choć transport był zawieszony.

„W związku z prognozowanym upałem i w trosce o dobrostan zwierząt w poniedziałek (podobnie jak w niedzielę) kursy wozów konnych na trasie do Morskiego Oka przez cały czas będą wstrzymane” – informował Tatrzański Park Narodowy. W sobotę zaś w godzinach od 11:00 do 14:00 wprowadzone zostało ograniczenie załadunku. Na każdy wóz mogło wsiąść 8 osób, a nie 10, jak ma to miejsce zwykle. „Chcemy, aby w te najcieplejsze godziny konie miały znacznie lżejszą pracę” – wyjaśniano na profilu Konie Morskie Oko.

Pewnie można się spierać, czy wstrzymanie ruchu nie powinno nastąpić wcześniej i czy mniejsza liczba podróżnych to rzeczywista ulga. Głosy od dawna są podzielone i nie brakuje osób, które domagają się całkowitego zakazu. Petycję w sprawie natychmiastowej likwidacji transportu konnego na trasie do Morskiego Oka podpisało już prawie 90 tys. osób. „Sprawa koni z Morskiego Oka budzi społeczne oburzenie w kontekście moralno-etycznym”, piszą jej autorzy, dodając, iż „rzadko mamy do czynienia z tak jawnym lekceważeniem podstawowych wartości humanitarnych i etycznych w imię korzyści materialnych”.

– Prawie połowa XXI wieku, środek Europy, koń wciąż ciągnie furmanki, pozostając ważnym środkiem transportu… Nie elementem kulturowym – np. jak w Kościeliskiej, gdzie niewielkie bryczki, swym wyglądem odwołujące się do tradycyjnych wozów z Podhala, a nie wielkie przerobione wozy drabiniaste, wożą turystów po dolinie – komentował swego czasu w swoim facebookowym profilu Marcin Kijowski, przewodnik tatrzański.

https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=122168838722766830&id=61573004912178&ref=embed_post

W miniony weekend po sieci zaczęło krążyć zdjęcie przedstawiające wóz z turystami, ciągnięty przez wykończonego konia. Zwierzę dosłownie słaniało się na nogach, a w tym czasie uśmiechnięci pasażerowie robili sobie selfie. Ludzkie okrucieństwo na jednym obrazku?

Sęk w tym, iż fotografia była spreparowana, co było zresztą widać gołym okiem. I tak materiał wzbudził mnóstwo emocji, mimo iż w tym czasie, w niedzielę, konie nie wyjechały w trasę właśnie z powodów wysokich temperatur.

Dezinformację prostowało Ministerstwo Klimatu i Środowiska:

W sieci pojawiły się nieprawdziwe informacje o sytuacji koni oraz zdjęcia wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Podkreślamy raz jeszcze: w niedzielę transport konny nad Morskie Oko jest całkowicie zawieszony, podobnie będzie w poniedziałek 29.06.br. Decyzja dotycząca wznowienia transportu w kolejnych dniach będzie uzależniona od warunków pogodowych w Tatrach.

Resort przypomniał także o wskaźniku WBGT, opracowanym przez lekarzy weterynarii z udziałem przedstawiciela organizacji prozwierzęcych. Służy do „oceny obciążenia organizmu warunkami cieplnymi”. W sobotę, jak relacjonowało ministerstwo, pomiary były wykonywane częściej niż raz na godzinę, a ich wartość nie zbliżyła się do granicznej.

To przykre, iż próbuje się nagłośnić realny problem za sprawą sfałszowanych materiałów, które przedstawiają cierpienie tak naprawdę nieistniejących zwierząt. W żaden sposób tego typu działania nie pomagają, a jedynie sieją zamęt. Mogę sobie wyobrazić, iż fotografia wcale nie miała poruszyć tych, którym dobrostan zwierząt leży na sercu. Chodziło wyłącznie o wywołanie skandalu: proszę, tyle gadają o tej ekologii, a tu co, cierpienie koni! Gdzie jest rząd, gdzie ministerstwo!

Upiec można znacznie więcej pieczeni na tym jednym dezinformacyjnym ogniu.

To jeden z dobrze znanych mechanizmów dezinformacji klimatycznej. Gdy skutki zmiany klimatu stają się zbyt oczywiste, by je negować, zamiast rozmowy o faktach pojawia się chaos. Fałszywe zdjęcia, silne emocje, nieufność. Dyskusja przestaje dotyczyć rzeczywistego problemu i zamienia się w niekończące się sprawdzanie kolejnych sensacyjnych doniesień – zauważa resort.

Dezinformacja nikomu nie pomoże, a tymczasem sprawa koni wymaga działań. Niby na trasie do Morskiego Oka wprowadzone miały zostać elektryczne busy, ale projekt ciągle się opóźnia.

– Pracujemy nad realizacją porozumienia, w którym na wyższych partiach gór konie mają zostać zastąpione busami. Czekamy na busy – poinformowała w mediach społecznościowych Paulina Hennig-Kloska, ministra klimatu i środowiska.

Tyle iż czekamy od dłuższego czasu i doczekać się nie możemy. A konie jak woziły turystów, tak dalej wożą.

Czasowe ograniczenia wprowadzone zostały również w Krakowie

„Zgodnie z ostrzeżeniami dotyczącymi upałów aż do wtorku, 30 czerwca, włącznie zamknięty został stały postój dorożek na Rynku Głównym. Obowiązuje również zakaz przejazdu dorożek przez Rynek Główny, a także dodatkowo nieczynne są wszystkie postoje zastępcze” – poinformowało miasto.

Urząd Miasta Krakowa apeluje do wszystkich dorożkarzy, aby ze względu na bezpieczeństwo zwierząt, pasażerów i samych woźniców, rozważyli rezygnację z prowadzenia działalności w tym przedziale czasowym – podkreślono w komunikacie.

Byłem w Krakowie tydzień temu. Już wtedy było bardzo gorąco, choć nie aż tak, jak w miniony weekend. Konie woziły turystów i nie był to zbyt przyjemny widok dla oka, gdy w upale zwierzęta czekały na chętnych na przejazd. Zresztą ja nie jestem fanem tej rozrywki choćby wtedy, gdy temperatura jest bardziej do życia.

Na szczęście nie tylko ja. W Krakowie znowu wraca temat zastąpienia zwierząt elektrycznymi dorożkami. Anna Plaszczyk z Fundacji Viva! zwracała uwagę, iż na świecie miasta coraz częściej odchodzą od pracy koni w turystyce.

– Kraków, będący turystyczną wizytówką Polski, nie może dłużej ignorować światowego trendu etycznej turystyki, ale także zmiany społecznej w Polsce, która zmierza w stronę bardziej skutecznej ochrony zwierząt i rezygnacji z ich wykorzystywania dla rozrywki człowieka – przekonuje Plaszczyk.

Jak możemy przeczytać na stronie miasta, Sabina Janeczko, rzeczniczka ds. Zwierząt w Urzędzie Miasta Krakowa, przekazała radnym, iż umowy miasta z dorożkarzami obowiązują do października 2027 roku. Ci zaś nie zgadzają się na propozycje miasta aneksów do umów, które „zawierałyby zapisy bardziej chroniące dobrostan koni”.

Za sprawą upałów i fałszywego obrazka więcej osób pochyliło się nad stanem zwierząt. Szkoda, iż posłużyła do tego ilustracja zdarzenia, które się nie wydarzyło. Tymczasem rola koni w turystyce to problem całoroczny, wymagający odważnych działań. Niestety, mało kto chce się ich podjąć.

Zdjęcie główne: Alexandra Lande / Shutterstock

Idź do oryginalnego materiału