W 2025 roku odnotowano bezprecedensowy wzrost aktywności Polaków w zakresie ochrony wizerunku online i egzekwowania „prawa do bycia zapomnianym”. Według najnowszego raportu „Google Transparency”, liczba wniosków o usunięcie linków z wyszukiwarki skierowanych z naszego kraju wzrosła o ponad 75%, co plasuje Polskę na wysokim, siódmym miejscu w całej Unii Europejskiej.
Skala zjawiska jest widoczna w twardych statystykach: w minionym roku Polacy skierowali do Google blisko 24,2 tys. żądań usunięcia treści, podczas gdy rok wcześniej było ich niespełna 13,8 tys. Choć historycznie to osoby prywatne najczęściej korzystały z tego narzędzia, najnowsze dane wskazują na nową tendencję – dynamicznie rośnie liczba wniosków składanych przez firmy, instytucje rządowe oraz polityków. Motywacją jest najczęściej chęć usunięcia informacji nieprawdziwych, nieaktualnych lub takich, które uderzają w wypracowaną przez lata reputację.
Analiza skuteczności tych działań pokazuje, iż Google przychyla się do około połowy nadsyłanych próśb. Najczęstszym powodem odrzuceń jest nadrzędny interes publiczny, szczególnie w przypadku osób pełniących funkcje publiczne lub spraw dotyczących wyroków karnych. Niemniej jednak, blisko 50% zgłoszeń dotyczyło dezinformacji publikowanej w mediach społecznościowych, co eksperci wiążą z rosnącą plagą hejtu oraz wykorzystywaniem sztucznej inteligencji do tworzenia zmanipulowanych treści uderzających w wizerunek konkretnych osób.
Większa presja na gigantów technologicznych to również efekt unijnego Aktu o usługach cyfrowych (DSA), który wymusił na platformach konkretne mechanizmy moderacji. Choć Polska pod względem liczby zgłoszeń wciąż ustępuje Francji czy Niemcom, to u nas najmocniej widać profesjonalizację branży „czyszczenia wizerunku”. Prawo do zapomnienia przestało być wyłącznie narzędziem ochrony prywatności, a stało się stałym elementem strategii PR-owych osób publicznych i firm. Wykorzystują one unijne przepisy, by systematycznie wymazywać z sieci niewygodne fakty z przeszłości. Takie podejście stawia sądy i regulatorów przed nowym wyzwaniem: jak chronić dane obywateli, nie pozwalając jednocześnie na cenzurowanie historii i ograniczanie dostępu do informacji publicznej.









