
Przeszukano archiwalne zdjęcia z Kosmicznego Teleskopu Hubble’a i znaleziono anomalie, które ludzie przeoczyli. Detektor błędów ludzkości robi karierę, a astronomowie patrzą na wyniki z mieszanką ekscytacji i niepokoju.
Po latach przeglądania przez ludzi zdjęć nieba, wpięty do serwera algorytm w starych klatkach nagle odkrył ukryte „niespodzianki”. Najnowszy rozdział w historii współpracy człowiek-maszyna prezentuje się następująco: badacze użyli modeli sztucznej inteligencji do analizy archiwalnych danych z Teleskopu Hubble’a.
Wyciągnęli z nich zestaw obiektów i danych, które – według algorytmu – zasługują na dalszą analizę. Choć brzmi to jak scenariusz z filmu science-fiction to tutaj w roli reżysera występuje czysta statystyka i filtr do detekcji anomali.
Mówi się o kolizjach galaktyk, soczewach grawitacyjnych czy galaktykach pierścieniowych. Czyli wszystkim, co naukowe tygryski lubią najbardziej. Potencjalnie każda z nich może opowiedzieć historię o ciemnej materii, ewolucji galaktyk czy ekstremalnych zjawiskach.
Odkryte anomalie wymagają ponownego sprawdzenia
Jednak wszystko to jest interesujące, dopóki nie przypomnimy sobie, iż część „anomalii” to najpewniej zwykłe „artefakty” pochodzące z instrumentów pomiarowych, błędnej kalibracji czy po prostu ziarnistości zdjęcia. Sztuczna inteligencja nie ma poczucia estetyki, ale za to skłonności do nadinterpretacji nie można jej odmówić.
Tym niemniej, skala operacji robi wrażenie – zespół przepuścił przez algorytm niemal 100 milionów wycinków obrazów z Hubble Legacy Archive i w ciągu zaledwie dwóch i pół dnia wskazał około 1400 podejrzanych obiektów.
Cud technologi w postaci odpowiednio przeszkolonej maszyny automatycznie wykonuje to, co ludziom zajęłoby dekady. Problem polega na tym, iż wnikliwości nie da się zastąpić szybkością. Algorytm może znaleźć igłę w stogu siana, ale to człowiek musi sprawdzić, czy ta igła nie jest tylko zwykłym kawałkiem drutu.
Z tych 1 400 „zaburzeń” podobno 800 to nowe, nieopisane wcześniej obiekty, czyli potencjalnie perełki astronomii… Albo po prostu zwykłe zlepki pikseli, które nie trafiły wcześniej w czyjąś lupę. Sztuczna inteligencja wyszukuje, a człowiek później to weryfikuje.
Więcej o kosmosie przeczytasz na łamach serwisu Spider’sWeb:
- Coś pędzi w stronę Księżyca z siłą bomby termojądrowej. My też możemy oberwać
- Coś niepokojącego dzieje się na słońcu. Grozi nam utrata łączności
- Powrót ludzkości na Księżyc zagrożony przez skafandry. Są za nowoczesne
To standardowa procedura, algorytm nie jest w stanie dokładnie określić co przedstawia fotografia, tylko wyszukuje tzw. „odchylenia od normy”.
W każdym razie eksperyment dowiódł, iż stare dane wciąż mają wartość, a sztuczna inteligencja może przyspieszyć odkrycia. Tak czy inaczej, warto nieco ugasić medialny entuzjazm, bowiem często wyprzedza on naukową zachowawczość.








