Internet miał być miejscem dla ludzi. Dziś coraz częściej przypomina farmę treści, w której dominują teksty pisane pod algorytmy i materiały generowane przez sztuczną inteligencję. Wyszukiwarki, na czele z Google, nie radzą sobie z oddzieleniem wartościowych treści od masowo produkowanego w LLM-ach szumu. Znalezienie czegoś autentycznego bywa już choćby nie frustrujące, a niemożliwe.
Zmęczenie tym stanem rzeczy widać coraz wyraźniej. W informacyjnym chaosie rodzą się projekty, które próbują przywrócić internetowi jego pierwotny charakter – bardziej osobisty, mniej zautomatyzowany. Nie są to wielkie platformy, ale raczej inicjatywy stojące trochę na uboczu. I może właśnie dlatego dają nadzieję.
Mała sieć Kagi
Niedawno pisałem o Kagi – firmie, która stworzyła płatną wyszukiwarkę wolną od reklam, linków sponsorowanych i mechanizmów śledzących. Jednym z ciekawszych pobocznych projektów tej firmy jest „Small Web”. To próba wyłowienia z internetu tego, co nie zostało jeszcze całkowicie zdominowane przez SEO i automatyczne generowanie treści. W centrum znajdują się blogi, niszowe strony i projekty tworzone przez ludzi.
„Mała sieć” Kagi pozwala odkrywać takie miejsca na nowo – losowo, przez kategorie lub poprzez manualnie wyselekcjonowane rekomendacje. To doświadczenie przypomina dawne przeglądanie internetu, gdy trafiało się na coś interesującego przypadkiem, a nie dlatego, iż algorytm uznał to za optymalne.
Źródło: KagiNie jest to rozwiązanie idealne. choćby tutaj pojawiają się wątpliwości co do jakości selekcji czy obecności treści generowanych przez AI. Mimo to sam kierunek jest dobry – ktoś w końcu próbuje filtrować internet pod kątem autentyczności, a nie efektywności reklamowej.
Neocities
Podobną ideę reprezentuje Neocities. To platforma, która zachęca do tworzenia własnych stron internetowych – bez reklam, bez śledzenia i bez narzuconych schematów. Z edytorem HTML lub pracując z kodem. Neocities ma jednak swoje ograniczenia. To w dużej mierze projekt jednej osoby, co rodzi pytania o jego przyszłość i stabilność. Trudno też mówić o masowej adopcji w świecie zdominowanym przez gotowe platformy społecznościowe.
Ten zrzut ekranu daje pojęcie o klimacie i możliwościach Neocities. Czuje się, jakbym cofnął się w czasie. I to wspaniałe uczucie. Źródło: zrzut ekranu z głównej strony Neocities.Mimo to znaczenie projektu jest symboliczne. Pokazuje, iż internet nie musi wyglądać tak, jak dziś – może być bardziej osobisty, mniej zunifikowany i mniej podporządkowany algorytmom.
Sieć doskonale niedoskonała
Jeszcze inną drogę obrał projekt Perfectly Imperfect. To połączenie newslettera i sieci społecznościowej, które stawia na ręczną selekcję treści i relacje między użytkownikami. Zamiast nieskończonego przewijania feedu, dostajemy rekomendacje ludzi. To podejście przypomina czasy, gdy internet był miejscem odkrywania kultury, a nie tylko konsumowania szybkich treści. Użytkownicy dzielą się muzyką, filmami czy przemyśleniami, a platforma zachęca do realnych interakcji.
Źródło: Perfectly ImperfectCo ważne, twórcy świadomie odrzucają dominację algorytmów. W świecie, w którym większość platform optymalizuje treści pod zaangażowanie, taka decyzja wydaje się niemal radykalna.
Czy da się odzyskać internet
Te inicjatywy mają wspólny mianownik: są próbą przywrócenia internetu ludziom. Nie chodzi tylko o technologię, ale o sposób, w jaki z niej korzystamy. O odejście od automatyzacji na rzecz autentyczności. Reklama, algorytmy i masowa produkcja treści nie znikną, bo są fundamentem współczesnego internetu. Projekty takie jak Small Web czy PI zostaną raczej niszą. A jednak trudno nie odnieść wrażenia, iż to właśnie w tej niszy dzieje się dziś coś najciekawszego. jeżeli „ludzka strona internetu” przetrwa, to w postaci takich projektów.
Źródło: Kagi, Neocities, PerfectlyImperfect









