
Microsoft w końcu odklei pasek zadań w Windowsie 11 od dolnej krawędzi ekranu. Po ponad pięciu latach wraca coś, co nigdy nie powinno zniknąć.
Microsoft oficjalnie potwierdził to, o co użytkownicy Windows 11 proszą od premiery systemu: Pasek zadań znów będzie można przenosić. Nie tylko na górę ekranu, ale też na lewą i prawą krawędź. Do tego dojdzie możliwość zmiany jego rozmiaru.
Użytkownik będzie mógł przypiąć Pasek:
- na dole (domyślnie),
- na górze,
- po lewej stronie,
- po prawej stronie ekranu.
Na razie mówimy o wczesnych buildach – funkcja nie pozostało dostępna w publicznych wersjach testowych a tym bardziej w wersji prodykcyjnej, ale Microsoft pokazuje już pierwsze zrzuty ekranu. Zmiana położenia paska ma być normalnie dostępna w Ustawieniach, w sekcji Personalizacja → Pasek zadań.
Alleluja!
Zresztą oprócz opcji w Ustawieniach pojawią się przyciski w menu kontekstowym paska. Po kliknięciu prawym przyciskiem myszy zobaczymy m.in. skróty „Left”, „Top”, „Right”, „Bottom” – czyli szybkie przełączniki położenia.
Na razie nie ma potwierdzenia, czy wróci klasyczne przeciąganie paska zadań myszą w dowolne miejsce ekranu, jak w Windows 7, 8.1 czy 10. Microsoft na razie mówi o przyciskach i przełącznikach, a nie o pełnym, „starym” modelu interakcji.
Nie tylko położenie. Pasek zadań w Windows 11 będzie też w końcu… zmieniał rozmiar
Druga część układanki to rozmiar paska zadań. Dziś w Windowsie 11 można co prawda włączyć „mniejsze przyciski paska zadań”, ale to tak naprawdę tylko zmiana rozmiaru ikon. Sam pasek – jego wysokość – pozostaje praktycznie taka sama. To nie jest odpowiednik „małego paska zadań” z Windowsa 10, który faktycznie zajmował mniej miejsca na ekranie.
Użytkownik ma dostać możliwość faktycznego zmniejszenia lub powiększenia całego paska, a nie tylko ikon. To ważne z kilku powodów. Po pierwsze, na monitorach o wysokiej rozdzielczości (4K i więcej) wielu użytkowników woli mieć węższy pasek, żeby maksymalnie wykorzystać pionową przestrzeń roboczą. Poza tym na małych ekranach laptopów każdy dodatkowy piksel w pionie ma znaczenie. No i część osób po prostu przyzwyczaiła się przez lata do konkretnej wysokości paska i nie chce z tego rezygnować.
Dlaczego w ogóle trzeba było na to czekać ponad pięć lat?
Wraz z premierą Windowsa 11 w 2021 r. Microsoft postanowił „zmodernizować” pasek zadań. W praktyce oznaczało to przepisanie go na nowe komponenty (m.in. XAML, nowy model powiadomień, integracja z centrum powiadomień, nowy Start itd.). Skutek uboczny: wiele starych funkcji po prostu zniknęło. W tym właśnie możliwość przenoszenia paska i pełnej zmiany jego rozmiaru.
Przez długi czas oficjalna narracja była taka, iż „architektura nowego paska zadań nie wspiera łatwo takich scenariuszy”, a priorytetem „są inne obszary”. W praktyce użytkownicy słyszeli: „nie, bo nie”. I to w sytuacji, gdy mówimy o jednej z najbardziej podstawowych opcji personalizacji interfejsu, obecnej w systemie od kilkunastu lat.
W międzyczasie Microsoft inwestował ogromne zasoby w funkcje AI, integrację Copilota, rekomendacje w menu Start, widżety i inne dodatki, które – delikatnie mówiąc – nie dla wszystkich są priorytetem. Nic dziwnego, iż wizerunek Windowsa 11 wśród bardziej świadomych użytkowników mocno ucierpiał. System jest dziś technicznie stabilniejszy niż na starcie, ale reputacja? Na rekordowo niskim poziomie.








