Podczas XIV Kongresu Polskich Mediów 25 lutego jednym z najważniejszych głosów w debacie o wdrażaniu Europejskiego Aktu o Wolności Mediów była wypowiedź Barbary Billińskiej, przewodniczącej Rady Programowej TVP. Jej analiza miała charakter nie publicystyczny, ale systemowy. Dotyczyła nie tyle samej idei regulacji, ile jakości i kierunku jej implementacji w Polsce. W ocenie Bilińskiej projekt krajowej ustawy medialnej rozmija się z realiami rynku i z istotą unijnych założeń.
European Media Freedom Act, wdrażany od 2024 roku, w założeniu ma wzmacniać ochronę dziennikarzy, zabezpieczać tajemnicę źródeł, ograniczać możliwość stosowania inwigilacji wobec redakcji, zwiększać przejrzystość własności mediów oraz zapewniać rzeczywistą niezależność mediów publicznych od bieżącej większości politycznej. Akt powstał jako odpowiedź na kryzysy praworządności i przypadki politycznej presji na redakcje w kilku państwach członkowskich. W teorii to dokument, który ma ustawić minimalne europejskie standardy ochrony pluralizmu i niezależności.

Billińska podkreśliła jednak, iż problem nie leży w samym akcie, ale w sposobie jego implementacji. Jej zdaniem polski projekt ustawy medialnej nie odpowiada na zasadnicze wyzwania współczesnego rynku informacji. Wprost określiła go jako „bubel”, wskazując, iż dokument koncentruje się na tradycyjnym modelu mediów – radiu i telewizji – a pomija dominującą dziś przestrzeń cyfrową.
W tym kontekście przywołano opinię prof. Stanisława Jędrzejewskiego, który ocenił, iż rządowy projekt jest nowelizacją „starego świata”, podczas gdy EMFA stanowi próbę stworzenia konstytucji dla świata nowego.
Centralnym elementem wystąpienia była diagnoza ekonomiczna. Rynek reklamy w Polsce wart jest około 13 miliardów złotych rocznie. Już dziś znacząca część tych środków trafia do sektora digital, a prognozy wskazują, iż w ciągu najbliższych lat udział ten wzrośnie do około dwóch trzecich całego rynku.
Oznacza to systematyczne przesuwanie pieniędzy z redakcji krajowych i lokalnych do globalnych platform technologicznych. Billińska zwróciła uwagę, iż projekt ustawy medialnej w praktyce nie dotyka kwestii dominacji Big Techów ani mechanizmów, które pozwoliłyby chronić krajowy rynek przed dalszym drenażem środków.
W tym kontekście szczególnie istotna była jej refleksja dotycząca mediów lokalnych. Dane przywołane podczas panelu wskazują na spadki sprzedaży prasy lokalnej sięgające kilkunastu, a choćby kilkudziesięciu procent rocznie
Jednocześnie większość obywateli czerpie dziś wiedzę o bieżących wydarzeniach z mediów społecznościowych. Oznacza to fundamentalną zmianę struktury obiegu informacji. Lokalność przestaje być definiowana przez tytuł prasowy czy stację radiową, a zaczyna przez zasięg algorytmu. W takiej sytuacji regulowanie wyłącznie tradycyjnych nadawców jest – w ocenie Billińskiej – działaniem spóźnionym.
Drugim kluczowym obszarem była kwestia niezależności mediów publicznych. EMFA wymaga, aby procedury powoływania władz mediów publicznych były odporne na bieżące zmiany polityczne. Bilińska wskazała, iż projekt krajowy nie zawiera wystarczająco jasnych i stabilnych mechanizmów gwarantujących taką odporność
Podniosła również problem finansowania misji publicznej. Media, które muszą zabiegać o bieżące decyzje budżetowe, pozostają w relacji zależności wobec władzy wykonawczej. To z kolei podważa realną, a nie deklaratywną niezależność.
Ważnym elementem jej wystąpienia była także kwestia ochrony dziennikarzy i ich źródeł w dobie narzędzi cyfrowej inwigilacji. Wskazano, iż formalne gwarancje tajemnicy dziennikarskiej nie wystarczą, jeżeli system kontroli nad stosowaniem środków operacyjnych jest niewystarczający, a decyzje o inwigilacji nie podlegają realnej, merytorycznej kontroli sądowej
Ochrona musi obejmować nie tylko samego dziennikarza, ale także jego rodzinę i źródła informacji – co przewidują regulacje europejskie – jednak implementacja tych rozwiązań wymaga precyzyjnych przepisów i skutecznych mechanizmów nadzorczych.
Billińska zwróciła również uwagę na zjawisko dezinformacji i roli algorytmów w kształtowaniu opinii publicznej. W sytuacji, gdy znacząca część treści krążących w sieci generowana jest automatycznie, a odbiorcy mają trudność z odróżnieniem informacji rzetelnej od manipulacji, pytanie o odpowiedzialność platform przestaje być abstrakcyjne. o ile ustawa medialna pomija ten obszar, to w praktyce nie dotyka centrum problemu.
Wnioski płynące z jej wystąpienia są jednoznaczne. Polska implementacja EMFA powinna odpowiadać na trzy zasadnicze wyzwania: dominację platform cyfrowych w obiegu informacji, potrzebę trwałej depolityzacji mediów publicznych oraz ekonomiczną zapaść części mediów lokalnych. Bez uwzględnienia tych elementów regulacja pozostanie formalnym zabiegiem legislacyjnym, który nie zmieni strukturalnych słabości rynku.
Dla środowiska dziennikarskiego debata ta ma znaczenie fundamentalne. EMFA nie jest jedynie techniczną nowelizacją przepisów. To próba określenia zasad funkcjonowania mediów w epoce cyfrowej koncentracji kapitału i wpływu. jeżeli implementacja krajowa będzie powierzchowna, realne problemy – zależność ekonomiczna, presja polityczna, nierówna konkurencja z platformami – pozostaną nierozwiązane. Dlatego głos Barbary Billińskiej wybrzmiał jako apel o legislację nowoczesną, systemową i odporną na krótkoterminowe interesy polityczne. (JC)
