
Elon Musk ogłosił budowę Terafab – potężnego kompleksu w Teksasie. Inwestycja uwolni jego spółki od azjatyckich dostawców i mocno przyspieszy rozwój infrastruktury AI.
W ostatnich latach Elon Musk intensywnie przebudowywał swoje biznesowe portfolio. W 2022 r. przejął Twittera, którego w krótkim czasie przekształcił w platformę X, a niedługo później powołał do życia spółkę xAI, promując jej własny model sztucznej inteligencji o nazwie Grok.
Równolegle przeforsował premierę opóźnionego Cybertrucka i skierował duże zasoby Tesli na rozwój humanoidalnych robotów Optimus. W międzyczasie jego startup Neuralink przeszedł do fazy testów implantów mózgowych na pierwszych pacjentach, a SpaceX skupiło się na regularnych próbach rakiety Starship.
Nie wszystkie przedsięwzięcia idą jednak zgodnie z planem. Dobrym przykładem jest The Boring Company i sztandarowy projekt podziemnych tuneli w Las Vegas. Zamiast zapowiadanych kapsuł poruszających się z wysokimi prędkościami, Vegas Loop to w tej chwili sieć wąskich tuneli, w których kierowcy wożą pasażerów standardowymi modelami Tesli z prędkością kilkudziesięciu kilometrów na godzinę.
Choć system spełnia podstawowe zadanie i pomaga rozładowywać korki wokół centrum kongresowego, to jego obecny kształt mocno odbiega od rewolucyjnej wizji hyperloopa, którą Musk roztaczał na początku.
Terafab i litografia 2 nm w Teksasie
Najnowszym projektem miliardera jest Terafab, czyli ogłoszone w marcu 2026 r. przedsięwzięcie mające na celu budowę dużych fabryk półprzewodników w Teksasie. Inicjatywa ta, będąca wspólnym wysiłkiem Tesli, SpaceX i xAI, zakłada produkcję układów w litografii 2 nanometrów.
Głównym celem inwestycji jest stworzenie dwóch konkretnych typów czipów:
- jednostek zaprojektowanych do wspierania pojazdów i robotów Tesli,
- procesorów zoptymalizowanych pod kątem działania sztucznej inteligencji w trudnych warunkach kosmicznych.
Z wypowiedzi Muska wynika, iż krok ten podyktowano rosnącym zapotrzebowaniem jego firm na moc obliczeniową. Wszak obecni rynkowi dostawcy tacy jak TSMC czy Samsung nie są w stanie zaspokoić tych apetytów.
Szef Tesli stwierdził podczas prezentacji, iż globalna produkcja pokryje zaledwie niewielki ułamek przyszłych potrzeb jego spółek, dlatego budowa własnej infrastruktury stanowi absolutną konieczność. Terafab ma docelowo osiągnąć moce przerobowe pozwalające na wygenerowanie jednego terawata mocy obliczeniowej rocznie.
Jeśli zsumujecie wszystkie fabryki półprzewodników na Ziemi, produkują one zaledwie około 2 procent tego, czego będziemy potrzebować – tłumaczył Musk podczas wystąpienia. – Jesteśmy bardzo wdzięczni naszemu obecnemu łańcuchowi dostaw, firmom takim jak Samsung, TSMC czy Micron, i kupimy od nich wszystkie układy. Istnieje jednak maksymalne tempo ich rozwoju, które jest znacznie wolniejsze, niż byśmy chcieli. Więc albo zbudujemy Terafab, albo nie będziemy mieli procesorów. A my ich potrzebujemy.
Pionowa integracja
Budowa takiego kompleksu wiąże się ze znacznym obciążeniem finansowym, które analitycy szacują na 20 do choćby 40 miliardów dolarów. Fabryka zintegruje pod jednym dachem cały proces produkcyjny układów scalonych, od projektowania po pakowanie gotowych produktów.
Pierwsza produkcja na większą skalę planowana jest dopiero na lata 2027-2028. Realizacja tego planu faktycznie uniezależniłaby firmy Muska od problemów z łańcuchem dostaw, ale jednocześnie pochłonie gigantyczne rezerwy gotówkowe w czasie, gdy główny biznes (motoryzacyjny) firmy mierzy się z rynkowym spowolnieniem.
Ucieczka z zamkniętego klubu technologicznego
Budowa własnej odlewni krzemu to jednak coś więcej niż optymalizacja kosztów w korporacyjnym arkuszu kalkulacyjnym. Całe to przedsięwzięcie sprowadza się do próby przejęcia kontroli nad najważniejszym surowcem obecnej dekady.
Uzależnienie od zewnętrznych graczy oznacza ciągłe ryzyko opóźnień i dyktowania zaporowych cen. Dla kogoś, kto planuje wysyłać tysiące humanoidalnych robotów na ulice i gigawaty AI w kosmos, stanie w kolejce po podzespoły pozostaje pozycją bardzo trudną do przełknięcia. Decyzja o wpompowaniu miliardów w Terafab stanowi sygnał, iż właściciel SpaceX znużył się graniem wedle cudzych reguł.
Jeśli uda mu się zamknąć proces produkcyjny we własnym ekosystemie, zyska przewagę, o jakiej reszta branży może na razie tylko dyskutować na spotkaniach zarządu. Własne zaplecze gwarantuje:
- możliwość idealnego skrojenia sprzętu pod autorski kod bez kompromisów z architekturą tworzoną dla masowego klienta,
- wycięcie z równania wysokich marż narzucanych przez pośredników,
- pewność, iż taśmy produkcyjne aut nagle nie staną przez zawirowania geopolityczne na Pacyfiku.
To biznesowy hazard wysokiego ryzyka. Miliarder rzuca na stół potężne zasoby finansowe, by wyrwać niezależność na rynku, który od lat pozostaje zabetonowany. Czas pokaże, czy ten ruch znów mu się opłaci, czy tym razem boleśnie zderzy się z inżynierią i logistyką.








