Nie wyślemy wojsk na Grenlandię. „To nie jest w naszym interesie”

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Spór o Grenlandię dzieli sojuszników. Polska deklaruje poparcie dla Danii, ale nie wyśle żołnierzy na wyspę.

Kolejne państwa europejskie wysyłają swoich żołnierzy na Grenlandię, by zamanifestować swoje wsparcie dla Danii w sporze z Donaldem Trumpem. Polska idzie inną drogą. Rząd Donalda Tuska podkreśla, iż uznaje wyłączne prawa Kopenhagi do wyspy, ale nie zamierza angażować wojska w arktyczne ćwiczenia. Władze w Warszawie twierdzą, iż w naszym interesie jest łagodzenie napięcia między USA a Danią, a nie dokładanie kolejnych elementów do polarnego konfliktu.

Polska mówi nie wysyłaniu żołnierzy na Grenlandię

W ostatnich dniach kilka europejskich stolic ogłosiło, iż wyśle swoich żołnierzy na Grenlandię. Szwedzi, Norwegowie, Niemcy, Holendrzy, Francuzi i Finowie zadeklarowali od jednego do kilkunastu oficerów, którzy mają wziąć udział w ćwiczeniach Operation Arctic Endurance. Formalnie to manewry wojskowe, w praktyce także polityczny sygnał wsparcia dla Danii, która mierzy się z presją ze strony Białego Domu.

Polska w tym szeregu się jednak nie pojawi. Premier Donald Tusk zapowiedział, iż Warszawa nie zamierza wysyłać żołnierzy na Grenlandię. Decyzja wywołała falę komentarzy, od oskarżeń o chowanie głowy w piasek, po pochwały za unikanie konfrontacyjnych gestów.

Jedność NATO ważniejsza niż symboliczna obecność

Minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz tłumaczy, iż polska strategia nie polega na dokładaniu kolejnych flag do arktycznej mapy, tylko na pilnowaniu spójności całego sojuszu. Wicepremier przypomina, iż bezpieczeństwo Polski jest trwale związane z NATO, a NATO ze Stanami Zjednoczonymi.

Wysłanie na Grenlandię kilku oficerów nie jest istotne ani dla rzeczywistej obrony wyspy, ani dla obrony duńskiej suwerenności. Jednocześnie mogłoby zostać odebrane w Waszyngtonie jako demonstracja przeciwko planom Donalda Trumpa, który otwarcie mówi o konieczności przejęcia Grenlandii przez USA.

Rząd w Warszawie próbuje więc pogodzić dwie rzeczy: jasne potwierdzenie, iż to Dania ma wyłączne prawo decydować o swoim terytorium zależnym, oraz unikanie takiego zaangażowania wojskowego, które mogłoby jeszcze bardziej napędzić spór między Kopenhagą a Białym Domem.

Dyplomacja zamiast żołnierskiego kontyngentu

Ten sam ton słychać w wypowiedziach wiceszefa polskiej dyplomacji Marcina Bosackiego. Z jednej strony podkreśla on, iż rząd jednoznacznie staje po stronie Danii i jej suwerenności terytorialnej. Z drugiej zaznacza, iż w interesie Polski i szerzej całej Europy jest łagodzenie konfliktu USA z Danią, a nie jego podsycanie.

Idąc tym tropem myślenia większy sens mają dziś rozmowy, zabiegi dyplomatyczne i budowanie pola do kompromisu wewnątrz NATO niż dokładanie kolejnych, choćby symbolicznych, oddziałów na Grenlandii. Warszawa oczywiście deklaruje otwartość na współpracę wojskową z Danią, ale nie na warunkach, które wpisywałyby się w najostrzejszą wersję scenariusza armie Europy kontra amerykańskie roszczenia.

Twarde słowa Trumpa i arktyczny lodowaty test dla sojuszu

Cały spór nie dotyczy tylko kilku tysięcy kilometrów skał i lodu. Donald Trump od tygodni powtarza, iż Stany Zjednoczone muszą przejąć kontrolę nad Grenlandią, zanim zrobią to Rosja lub Chiny. Odrzuca przy tym łagodniejsze warianty, jak zwiększenie obecności wojsk USA czy misję państw NATO na wyspie.

W jednym z wywiadów zasugerował nawet, iż Ameryka może stanąć przed wyborem Grenlandia albo NATO. To stawia pozostałych sojuszników w bardzo trudnej sytuacji. Muszą równocześnie pokazać, iż stoją murem za Danią i iż wciąż widzą w USA kluczowego gwaranta bezpieczeństwa.

W Kopenhadze i stolicy Grenlandii Nuuk realizowane są intensywne rozmowy z amerykańskimi władzami. Wiceprezydent, sekretarz stanu i szefowie dyplomacji Danii oraz Grenlandii spotkali się w Waszyngtonie, ale po rozmowach nie ogłoszono żadnego przełomu. Ustalono jedynie, iż grupa robocza będzie spotykać się co kilka tygodni. Na razie Biały Dom nie wycofał się z planów przejęcia wyspy.

Dlaczego Polska wybiera rolę mediatora?

Z polskiej perspektywy arktyczny spór to test dla całego systemu bezpieczeństwa, na którym opiera się nasz region. Na wschodzie trwa wojna Rosji z Ukrainą, a w tle są powtarzające się ostrzeżenia przed cyberatakami i sabotażem infrastruktury krytycznej. W takim układzie rząd w Warszawie najwyraźniej nie chce dokładać kolejnego punktu zapalnego między najważniejszymi sojusznikami.

Deklarując, iż Grenlandia pozostaje terytorium zależnym Danii i iż to Kopenhaga ma wyłączne prawo decydować o jej losie, Polska jednocześnie sygnalizuje gotowość do łączenia sojuszników – jak ujmuje to Kosiniak-Kamysz – zamiast ustawiania się wyraźnie po jednej z dwóch stron sporu.

Odmowa wysłania żołnierzy nie oznacza więc całkowitego wycofania się z tematu, ale tak naprawdę próbę zagrania roli państwa, które bardziej niż na widowiskowych gestach woli oprzeć się na cichej dyplomacji i utrzymaniu możliwości rozmowy z każdym kluczowym partnerem.

*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Sztab Generalny Wojska Polskiego, flickr

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału