
Właśnie przeczytałem raport, z którego wynika, iż Polacy chcą cyfrowej suwerenności i z euforią zapłacą więcej za rodzime usługi. Dawno nie słyszałem takich bzdur, bo znam naszych rodaków.
Dotarłem do raportu Suwerenność technologiczna Polski i Europy przygotowanego przez Digital Poland. Według niego dla ponad połowy badanych (56 proc.) suwerenność technologiczna Polski ma duże znaczenie. Suwerenność technologiczna jest postrzegana jako ważna głównie przez osoby starsze, lepiej wykształcone, mężczyzn oraz osoby o wyższym statusie materialnym. Wyzwaniem pozostaje natomiast edukacja w tym zakresie osób młodszych oraz tych z niższym wykształceniem, wśród których dominuje brak sprecyzowanej opinii.

Jednocześnie Aż 42 proc. badanych nie potrafi ocenić czy Polska jest przygotowana do suwerenności technologicznej i prawdopodobnie to najbardziej szczera odpowiedź. Nie jestem jednak przekonany czy wszyscy ankietowani (1000 osób w wieku 16-75 lat) byli w stanie przyznać się, iż nie do końca rozumieją to pojęcie. Powiem więcej, sam musiałem się chwilę zastanowić, o co chodzi.
Wzrusza mnie lekko ukryty klasizm płynący z tego badania – jak jesteś dobrze zarabiającym mężczyzną z wyższym wykształceniem i wyższym standardem, to wiesz, iż suwerenność jest bardzo ważna, a jak masz wykształcenie zasadnicze, niższy standard i słabą sytuację finansową, to nie dostrzegasz tego problemu. Nie będę mówił o tym mojemu fachowcowi od wykończeń, bo z oburzenia jeszcze sprzeda jedno z mieszkań.

Jeszcze bardziej rozczula mnie coś innego. Według raportu Polacy wykazują zdecydowaną gotowość (71 proc.) do poniesienia dodatkowych kosztów w imię wsparcia suwerenności
technologicznej. Gotowość społeczeństwa na tzw. premię za suwerenność jest wysoka, jednak dla zdecydowanej większości barierą psychologiczną pozostaje próg 10 proc. narzutu cenowego. Największymi ambasadorami technologicznego patriotyzmu są dziś w Polsce ludzie młodzi, wykształceni, dobrze zarabiający i dużych miast. Tłumacząc na język zrozumiały dla ludzi – jak jesteś młody, dobrze zarabiający i z dużego miasta, to radośnie zapłacisz więcej za metkę made in Poland. Wzruszające. Aż popełniłem mema:

W raporcie czytamy zaskakujące wnioski: o ile masz dużo pieniędzy to możesz wydać ich więcej, a jak z trudem wiążesz koniec z końcem, to nie masz tego luksusu. Z innych szokujących newsów na dzisiaj: po poniedziałku przychodzi wtorek. Najchętniej dopłaciliby ludzie młodzi. Podobnie silną reprezentację widzimy wśród osób o wyższym wykształceniu.

Czego najbardziej obawiają się Polacy? Paraliży infrastruktury, w tym ryzyka zdalnego wyłączenia, szpiegostwa, braku dostaw i nacisków politycznych. W sumie to największe obawy w każdej dziedzinie, a ostatnio dużo się mówi o chińskiej inwigilacji. Według Polaków należy budować lokalne sojusze, najlepiej ograniczone zasięgiem do terenów Unii Europejskiej.
A co tam jeszcze interesującego słychać? Polacy chcą zachęt unijnych i dotacji na rozwój technologii i karania mediów społecznościowych za dezinformację. Piękny jest ten raport, kolorowy, z wykresami. Ale nie wierzę w to, iż zapłacicie więcej za usługę z Polski. I już tłumaczę dlaczego.

Jestem cebulakiem i jestem z tego dumny
Peppera oglądam przed pracą. Gdy widzę dobrą promocję, to mój wewnętrzny sknerus tańczy radośnie na łące do piosenki Kazika. Wielosztuki to moja miłość. W Biedronce uwielbiam patrzeć na podsumowanie i sumę rabatów. Targowałem się o ceny każdego mojego samochodu, zadaję pytanie o rabat przy każdych większych zakupach, choćby w sklepach z elektroniką. I co najlepsze – czasem się udaje.
Wtedy czuję, iż żyję, iż właśnie zaoszczędziłem pieniądze, za które poślę moje dzieci na Harvard. Niektórzy mówią o mnie pogardliwie per janusz, cebulak, ale wiem, iż to zazdrośnicy, którym okazja umknęła sprzed nosa. Inni mówią, iż to kwestia biedy i to nastawienie zniknie wraz z poprawą poziomu życia. Powiem wam w tajemnicy, iż mój poziom poprawia się z roku na rok. Jedyna różnica w podejściu do promocji jest taka, iż mogę pozwolić sobie na droższe rzeczy. Więcej wydaję, to więcej oszczędzam. To taka matematyka cebulaka.
Wiem, iż nie jestem sam. Jest nas miliony, co zresztą widzę po tym, jak gwałtownie rozchodzą się najlepsze promocje. Odkurzacze, konsole, saturatory – to wszystko znika w mgnieniu oka. Dzisiaj przeczytałem o tym, iż Żabka wprowadziła promocję promującą zakup biletów na komunikację miejską w jej aplikacji. Za zakup 7 biletów dostawało się 100 Żappsów i darmową pizzę. Okazało się, iż w Jaśle można kupić bilet za 15 groszy. Nie uwierzycie co się stało, ale prawdopodobnie teraz w tamtejszym ZTM zastanawiają się jak to możliwe, iż w poniedziałek rano sprzedaż biletów wyskoczyła w górę o kilka tysięcy procent. Zainteresowanie było tak duże, iż Żabka wyłączyła promocję. I to jest piękne, jesteśmy w tym wyjątkowi. Dlatego, gdy czytam, iż Polacy będą z euforią płacić więcej, żeby mieć możliwość zakupu rodzimych usług, to wiem, iż to bzdura. W życiu nie zapłacimy za coś więcej, bo to niezgodne z naszym kodem kulturowym. Nasze żyły pompują krew, w której do czerwonych krwinek doczepione są metki z napisem promocja.
Największy problem z sondażami jest taki, iż można za ich pomocą udowodnić absolutnie wszystko. Wystarczy odpowiednio sformułowane pytanie, do tego dodajemy ankietowanych, którzy nie zawsze mówią prawdę lub nie do końca je zrozumieli i mamy efekt. I to nie jest atak na ten konkretny sondaż, tylko na cały system. Chcecie mieć wiarygodną opinię?
