
W szczątkach Oriesznika eksperci znaleźli elektronikę rodem z czasów Gagarina. To podważa rosyjską propagandę o broni ostatecznej.
Oriesznik – tak rosyjska propaganda ochrzciła nowy pocisk średniego zasięgu, który miał pokazać, iż Moskwa przez cały czas potrafi zaskakiwać NATO. Jedno z pierwszych bojowych użyć tej broni Ukraina odczuła w listopadzie 2024 r., gdy rakieta uderzyła w rejon Dniepru. Część elementów kadłuba i modułów sterujących przetrwała na tyle, iż można je było zebrać i przewieźć do kijowskiego instytutu badań sądowych.
Tam eksperci krok po kroku odtwarzali to, co Rosja wolałaby zostawić w sferze propagandowych animacji: prawdziwą konstrukcję Oriesznika. Zamiast przełomowych rozwiązań, zaawansowanych układów scalonych i miniaturyzacji znanej z zachodnich pocisków, w środku czekał mocny zgrzyt.
Nowa rakieta, stare bebechy. Lampy elektronowe w sercu systemu
Najbardziej uderzające wnioski dotyczą elektronicznego serca pocisku. Ukraińscy specjaliści opisują bazę elementów jako typową dla sprzętu z czasów zimnej wojny. W miejsce nowoczesnych, wysoce zintegrowanych układów znaleźli lampy elektronowe – podzespoły, które w większości dziedzin cywilnych i wojskowych zostały wyparte przez elektronikę półprzewodnikową kilkadziesiąt lat temu.
Lampy elektronowe to zamknięte próżniowe bańki, w których steruje się przepływem elektronów. Są duże, podatne na uszkodzenia mechaniczne, wymagają wysokich napięć, ale mają jedną zaletę: są odporne na niektóre rodzaje impulsów elektromagnetycznych. W przypadku Oriesznika Ukraińcy mówią o konstrukcjach typowych dla środkowego okresu zimnej wojny.
Wśród elementów ma się znajdować także specjalny, bardzo szybki przełącznik impulsowy – rodzaj komponentu, który w przeszłości bywał używany w systemach uzbrojenia wymagających błyskawicznego wyładowania dużej porcji energii. Współcześnie takie funkcje realizuje się zwykle dzięki wyspecjalizowanych układów półprzewodnikowych. Tutaj widać powrót do rozwiązań rodem z podręczników elektroniki sprzed dekad.
Żyroskopy jak z czasów Gagarina
Kolejny cios w rosyjską opowieść o pocisku przyszłości przyniosła analiza systemu naprowadzania. W szczątkach odnaleziono fragmenty żyroskopu – kluczowego elementu klasycznego układu nawigacji inercyjnej. To urządzenie mierzące zmiany położenia i obrotu pocisku w przestrzeni, pozwalające mu podążać po zaprogramowanej trajektorii choćby bez sygnału GPS.
Opis konstrukcji opublikowany przez CNN przywołuje raczej skojarzenia z epoką pierwszych lotów kosmicznych. Mówimy o mechanicznych, masywnych żyroskopach z ruchomymi wirnikami, znanych z radzieckich rakiet i statków z lat 60. i 70. XX w. Tymczasem współczesne systemy tego typu opierają się na znacznie bardziej kompaktowych rozwiązaniach – optycznych, laserowych lub opartych o mikromechanikę (MEMS), zminiaturyzowanych i łatwiejszych do integracji.
W praktyce oznacza to, iż Rosja w nowym pocisku sięgnęła po sprawdzony, ale niezwykle archaiczny wzorzec, który projektowo kilka różni się od tego, co wynosiło pierwszych kosmonautów na orbitę.
Zero technologicznego przełomu, za to pełny garnitur propagandy
Ukraińscy specjaliści podkreślają, iż w oglądanych szczątkach nie znaleziono śladów żadnych przełomowych technologii, które Rosja próbuje przypisywać Oriesznikowi. W elementach elektroniki nie widać zaawansowanych, trudnych do pozyskania podzespołów, które mogłyby przestraszyć Zachód tempem modernizacji rosyjskiego arsenału.
To uderza w najważniejszy element kremlowskiej narracji. Moskwa od miesięcy sprzedaje Oriesznika jako odpowiedź na zachodnie systemy rakietowe i dowód, iż sankcje oraz embargo technologiczne nie są w stanie zatrzymać rosyjskiego geniuszu inżynierskiego. Tymczasem badania po uderzeniu w Dnieprze pokazują coś odwrotnego. Nowa broń w dużej mierze opiera się na komponentach i koncepcjach z minionej epoki, jedynie opakowanych w świeżą nazwę i agresywną reklamę.
To oczywiście nie znaczy, iż pocisk jest nieszkodliwy. Ładunek bojowy i zasięg przez cały czas czynią go poważnym zagrożeniem dla celów w Ukrainie, ale z punktu widzenia technologicznego wyścigu z Zachodem wnioski są bolesne.
*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI














