
Ministra Klimatu i Środowiska Paulina Hennig-Kloska przyznała, iż system kaucyjny nie zawsze funkcjonuje tak, jak powinien. Wady wskazane przez szefową resortu nieco różnią się od bolączek samych konsumentów.
W rozmowie z Radiem Zet szefowa Ministerstwa Klimatu i Środowiska Paulina Hennig-Kloska stwierdziła, iż kuleje… logistyka.
– Jest do poprawy logistyka. Już rozmawiałam o tym z moim departamentem, będę rozmawiać z przedstawicielami operatorów, z sieciami handlowymi, logistykę trzeba poprawić – zwróciła uwagę ministra.
Według szefowej resortu sklepy powinny skuteczniej oznaczać punkty zbiórek
Każdy sklep takie oznakowanie powinien mieć, a wiele sklepów, ja przynajmniej rozglądając się po sklepie, tych oznakowań nie znajduję, przez co ludzie nie wiedzą, iż w każdym sklepie taką butelkę można oddać – przekazała Paulina Hennig-Kloska.
Czy faktycznie to logistyka jest największą barierą systemu kaucyjnego? Obserwując komentarze, można dojść do wniosku, iż problemem nie jest znalezienie butelkomatu, a raczej to, co się wokół niego dzieje.
Mnie przy okolicznym kaucjomacie, do którego wrzucane są butelki oraz puszki, zwykle wita kolorowa breja powstała ze zmieszanych resztek coli i piwa, bo niezgniecione puszki, przynoszone w siatce, często się przewracają i wylewają się z nich resztki płynów – pisze Piotr Grabiec na naszych łamach.
Zdążyłem już wypić napój i – przyznaje bez bicia – zjeść pączka, gdy spojrzałem na zegarek. Minęło 15 minut, a osoba, która stanęła w kolejce, gdy zacząłem jeść i pić, jeszcze nie dotarła do automatu. Innymi słowy, żeby dostać zwrot, trzeba odstać swoje i nie jest to minuta lub dwie, ale znacznie więcej. Ktoś powie – mogłeś przyjechać w inny dzień niż sobota, przecież wtedy jest zakupowy szczyt. Owszem, mogłem, ale to nie była moja pierwsza wizyta przy butelkomacie. I zawsze pokonywała mnie kolejka. choćby późnym wieczorem – dzieli się z kolei swoimi obserwacjami Rafał Gdak.
Rozumiem złość moich redakcyjnych kolegów, choć ja mam inne doświadczenia. Ani nie tonąłem w błocie, ani nie stałem w długich kolejkach – więcej czasu tracę jednak przy kasach niż przy maszynie zjadającej butle i puszki.
Zdarza mi się podczas zakupów widzieć klientów, którzy rzeczywiście znoszą torby pełne pustych opakowań i ich zwrot to nie kwestia kilku rzutów. Ciągle wydaję mi się, iż to choroby wieku dziecięcego. Prędzej czy później sklepy zrozumieją, iż takie kolejki działają na ich niekorzyść. Klienci nie zrezygnują z kaucji, ale pójdą tam, gdzie cała procedura nie zajmuje tyle czasu. Czyli np. do sklepów, gdzie automatów jest więcej albo stoją takie, które za jednym zamachem połykają cały wór odpadów.
Dość zastanawiające jest, iż wszelkie utrudnienia związane z systemem kaucyjnym spowodowane są nie tyle co bezsensownością przepisów – jak twierdzą niektórzy – ale wdrożeniem ich przez sklepy
Mam wrażenie, iż nie przez przypadek zbiórka najlepiej przebiega tam, gdzie cała procedura była testowana wcześniej. Okres od października do końca roku w wielu sklepach był jednak przespany. Brakowało opakowań, więc nie było szansy testować przepisów w czasie przejściowym, jak oczekiwał tego rząd. Kto na sucho wypracował sobie logistykę, dziś jest wygrany – tyle iż nie wszyscy klienci mogli tak robić.
Potrzebne są więc kontrole, aby sklepy nie mogły wymigiwać się usterkami i awariami maszyn, jak to niekiedy się dzieje, przynajmniej według obserwacji klientów. W moim sklepie tylko raz nie działał butelkomat. Wówczas uruchomiono manualną zbiórkę. Była zabawna, bowiem to pani obsługująca kasy samoobsługowe skanowała opakowania wzrokiem. Całkiem dosłownie: trzeba było pokazać, iż jest logo systemu kaucyjnego, a potem wrzucić butelkę lub puszkę do kartonowego kosza. Zwrot odbywał się od razu w formie gotówkowej, bez kodów, a pani w głowie liczyła przedstawiane jej opakowania, wyliczając należny zwrot.
Kody też są przedmiotem sporów. Niektórzy woleliby od razu wpłatę na konto. Taką opcję oferuje np. butelkomat stojący w Ikei.
Różnorodność automatów wydaje się być jedną z odpowiedzi na bolączki systemu kaucyjnego
Firma stojąca za butelkomatem EcoAction chwali się rozwiązaniem, które sprawia, iż automat może przyjąć choćby zgniecioną butelkę. Dzisiaj nie wolno zmniejszać ich rozmiaru manualnie, bo inaczej butelkomat nie rozpozna opakowania. W urządzeniu EcoAction butelkę przed wyrzuceniem można po prostu nadmuchać.
– Wystarczyło do butelkomatu dodać kompresorek i dyszę. Można przynieść, dowolnie zgniecioną butelkę, przystawić do dyszy, lekko nacisnąć, a powietrze przywróci jej kształt. Rozdmucha ją z powrotem i wtedy system może ją rozpoznać – przekonuje w rozmowie z Wirtualną Polską Wiesław Galwas, twórca polskiego butelkomatu EcoAction.
Brzmi to nieźle, choć rozwiązanie rodzi pewne problemy. Skoro dziś przy automatach już są kolejki, to teraz wyobraźmy sobie, iż do tego każdy musi wcześniej nadmuchać swoje opakowanie.
Rzecz jasna nie skreślam tej koncepcji, bo różnorodność może być w cenie. Klienci powinni mieć wybór: chcesz, to zgniatasz, a potem idziesz do adekwatnej maszyny. Nie przeszkadza ci magazynowanie powietrza, ale wolisz zwrot prosto na konto? Kierujesz się do takiego i takiego urządzenia, zapraszamy.
I być może tak niedługo będzie. Czysta Polska Recyklomaty rozwija sieć urządzeń zintegrowanych z terminalem płatniczym od Fiserv Polska, umożliwiającym zwrot kaucji na kartę płatniczą. Jeszcze w tym roku w całej Polsce stanie 400 takich maszyn, „zlokalizowanych w placówkach pozahandlowych oraz przestrzeniach publicznych”. Docelowo do końca 2028 r. w kraju znaleźć ma się 1200 urządzeń.
Trudno nie odnieść wrażenia, iż dziś automatów czasami po prostu brakuje i jedna maszyna na dużą placówkę to zwyczajnie za mało. Sklepy nie spodziewały się, iż system kaucyjny wdrożony zostanie tak gwałtownie i ludzie natychmiast przerzucą się na zwrot, jak tylko pojawiają się odpowiednio oznaczone opakowania? A może uznały, iż jakoś to będzie i skoro przyzwyczailiśmy się do kolejek przy kasach samoobsługowych – a te urządzenia obiecywały przecież przyspieszenie zakupów! – to i przy automatach kilka minut nie zrobi różnicy? A może nikt nie przewidywał aż takiej niechęci i nagonki w sieci?
Wszystkie hipotezy dałoby się sensownie i logicznie uzasadnić, ale coś mi podpowiada, iż sklepy po prostu chciały wydać jak najmniej. Ktoś powie, iż stawianie maszyn to i tak niemały koszt, a sieci nie garną się do wydatków, bo wolą zarabiać, ale chodzi przecież o zadowolenie klientów. I mam wrażenie, iż ci, którzy machnęli ręką, kierując się filozofią dobrego wojaka Szwejka („jakoś to będzie, bo jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było”), mogą tego pożałować.
Nie denerwujcie się więc na system kaucyjny, a na sklepy, które nie czynią go wygodniejszym. Może jednak skoro rząd grozi palcem mówiąc m.in. o logistyce, a wy pieklicie się w kolejkach, to coś z tego dobrego wyjdzie.
Zdjęcie główne: FotoDax / Shutterstock





