Szef Microsoftu opowiada piękne bajki. „Stracimy społeczne przyzwolenie”

konto.spidersweb.pl 3 godzin temu

Giganci technologii zainwestowali miliardy w AI, ale dziś nie potrafią przekonująco wyjaśnić po co.

Czy pamiętacie jeszcze czasy, gdy technologia rozwiązywała realne problemy, zamiast desperacko szukać dla siebie zastosowań? Gdy innowacja była odpowiedzią na potrzebę, a nie odwrotnie? jeżeli tak – to prawdopodobnie macie podobne wrażenie jak ja: sztuczna inteligencja stała się jednym z największych spektakli naszych czasów. I to takim, w którym aktorzy gubią wątki opisane w scenariuszu szybciej, niż publiczność zdąży wygodnie się rozsiąść w fotelach.

Na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos wydarzyło się coś, co trudno nazwać inaczej niż retoryczną akrobatyką. CEO Microsoftu, Satya Nadella, najpierw apelował by przestać krytykować AI. Trzy tygodnie później ten sam człowiek ostrzegał, iż sztuczna inteligencja musi udowodnić swoją wartość, bo inaczej straci społeczne poparcie.

W branży PR nazywa się to dynamicznym przywództwem. Ja wolę określenie: huśtawka narracyjna.

Tokeny, energia i piękne opowieści. A liczby zaczynają się mścić

Wyobraźcie sobie: luksusowy kurort w Davos, śnieg skrzypi pod butami, a prezesi największych firm technologicznych mówią o tokenach jako nowej jednostce ekonomicznej. Brzmi jak preludium do kolejnej bańki? Słusznie.

W tym samym czasie słyszymy, iż jedna odpowiedź ChatGPT zużywa zaledwie 0,34 Wh – tyle co energooszczędna żarówka przez kilka minut. Niewinnie. Uroczo. Wręcz ekologicznie.

Problem w tym, iż w świecie AI diabeł tkwi w szczegółach, o których nikt nie chce mówić głośno.

  • Modele nowej generacji zużywają wielokrotnie więcej wody, niż wcześniej raportowano.
  • GPT‑4 wypija równowartość trzech butelek wody na każde sto wygenerowanych słów.
  • Microsoft i Google konsumują więcej energii niż ponad sto państw razem wziętych.

A mimo to słyszymy, iż wzrost PKB będzie skorelowany z ceną energii potrzebnej do obsługi AI. Brzmi jak nowe technologiczne ewangelium. Problem w tym, iż rzeczywistość nie chce się do tej opowieści dopasować.

Kryzys tożsamości? Też. Przede wszystkim jednak kryzys finansowy

Nie wierzcie w przypadki. OpenAI – firma, która miała być symbolem nowej ery – stoi przed ryzykiem 14 mld dol. straty w bieżącym roku. Trening modeli kosztuje fortunę. Utrzymanie infrastruktury kosztuje fortunę. Zatrudnienie najlepszych badaczy kosztuje fortunę. A przychody? Cóż… entuzjazm inwestorów nie jest walutą.

I właśnie w tym momencie Nadella mówi, iż AI musi udowodnić swoją wartość.

Dlaczego teraz?

Bo kiedy dym po fajerwerkach opadł, okazało się, iż liczby nie chcą tańczyć tak, jak dyrygent im każe.

Gdzie ten rzeczywisty wpływ?

Zadajmy sobie uczciwe pytanie: jaki realny, namacalny wpływ ma AI na codzienną pracę specjalistów? Nie mówię o zabawie ChatGPT. Mówię o transformacji, którą obiecywano.

Demis Hassabis (DeepMind) i Dario Amodei (Anthropic) od miesięcy powtarzają, iż AI przejmie stanowiska juniorskie. Amodei ostrzegał nawet, iż sztuczna inteligencja może zlikwidować połowę stanowisk początkujących pracowników biurowych.

Świetnie dla tych, którzy już są seniorami. Gorzej dla tych, którzy dopiero mieli nimi zostać.

A jednak to właśnie ci sami ludzie mówią nam, iż AI musi udowodnić swoją wartość. To trochę tak, jakby właściciel kasyna mówił: Hazard musi się opłacać, bo inaczej stracimy poparcie społeczne.

Hazard zawsze się opłaca – tylko niekoniecznie graczom.

Bill Gates i jego deja vu

Bill Gates – człowiek, który rzadko rzuca słowa na wiatr – już rok temu ostrzegał przed bańką AI. Porównał ją do bańki dotcomowej. A jeżeli ktoś pamięta lata 1999-2000 to wie, iż to nie była metafora, tylko ostrzeżenie.

Gates mówił wprost:

  • Tonę inwestycji szlag trafi.
  • Microsoft spali miliard dolarów na OpenAI.

I wygląda na to, iż miał rację. Historia lubi się powtarzać – zwłaszcza w Dolinie Krzemowej, gdzie pamięć jest krótka, a ambicje długie.

Dobre intencje, złe wnioski

Nadella twierdzi dziś, iż każda firma i każda gospodarka powinna tłumaczyć tokeny na wzrost gospodarczy. To zdanie brzmi jak fragment prezentacji, która miała być inspirująca, ale wyszła jak pitch deck startupu z 2017 r. Bo prawdziwy problem jest prosty do wyłożenia: AI nie pozostało technologią, która sama broni swojej wartości.

Gdyby była – nie potrzebowałaby PR-u, narracji o społecznym pozwoleniu ani opowieści o tokenach. Po prostu działałaby, przynosząc wymierne korzyści.

Kiedy imperium zaczyna się sypać

Oto prawdziwy obraz sytuacji:

  • Giganci technologii zbudowali gigantyczną infrastrukturę.
  • Wydali na nią astronomiczne kwoty.
  • A teraz odkrywają, iż model biznesowy nie nadąża za skalą inwestycji.

Dlatego słyszymy o społecznym pozwoleniu. Dlatego mówi się o rzeczywistym wpływie. Dlatego retoryka zmienia się z tygodnia na tydzień.

Nadella, Hassabis, Amodei – oni nie mówią o przyszłości. Oni próbują opanować teraźniejszość, która wymknęła się spod kontroli. jeżeli AI ma się opłacić – niech robi to poprzez realny wpływ. Nie poprzez opowieści o tokenach z Davos.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału