Tak oszukują system kaucyjny. Lewe kody i klonowanie puszek

instalki.pl 3 godzin temu

Kaucja za opakowanie to maksymalnie złotówka, ale dla niektórych to wystarczający powód, by rzucić wyzwanie prawu i maszynom. Od prymitywnych metod rodem z minionej epoki po zuchwałe oszustwa z użyciem podrobionych kodów. Oto jak w praktyce wygląda testowanie luk w nowym i wciąż wadliwym systemie kaucyjnym.

Wprowadzenie w Polsce powszechnego zwrotu opakowań miało nas zbliżyć do europejskich standardów zarządzania odpadami. Tyle w teorii. Bo zderzenie szczytnych, ekologicznych idei z brutalną rzeczywistością gwałtownie obnażyło luki całego projektu. Jak alarmują operatorzy systemu, po kilku miesiącach jego funkcjonowania pojawiły się pierwsze próby zorganizowanych nadużyć.

Okazuje się, iż tam, gdzie pojawia się szansa na choćby najdrobniejszy, pozbawiony bezpośredniego ludzkiego nadzoru zysk, zautomatyzowane punkty zbiórki stają się celem naciągaczy. Ich inwencja w obchodzeniu elektronicznych zabezpieczeń opiera się na konkretnych słabościach systemu. Od prymitywnych, rzemieślniczych manipulacji z użyciem sznurka, po bezwzględne wykorzystywanie luk w architekturze samych maszyn.

Skok stulecia na system kaucyjny. Kryminał w cenie paczki zapałek

Zazwyczaj przestępstwa gospodarcze kojarzą się z wielkimi kwotami i precyzyjnym planowaniem. Tymczasem w Tarnowskich Górach 55-letni geniusz zbrodni postanowił dokonać oszustwa na niebotyczną kwotę 50 groszy. Jego modus operandi był do bólu prosty. Na zwykłą butelkę po piwie, która nie podlegała kaucji, przykleił kod kreskowy ściągnięty z innego opakowania. Maszyna w lokalnym markecie przy ulicy Zagórskiej bez zająknięcia autoryzowała zwrot, drukując paragon, z którym mężczyzna dumnie pomaszerował do kasy.

Sukces trwał zaledwie kilka minut. Pracownik ochrony gwałtownie wyłapał anomalię i na miejsce wezwano dzielnicowych. Finał? Zamiast zysku – zarzuty. Wprowadzenie pracownika sklepu w błąd co do zwrotu kaucji naraziło 55-latka na odpowiedzialność karną. Zgodnie z kodeksem, za wyprowadzenie tych okrągłych 50 groszy grożą mu teraz choćby 2 lata więzienia.

„Wędkowanie” i produkcja lewych etykiet

Zjawisko to nie jest odosobnionym wybrykiem. Tam, gdzie maszyny są starszego typu, naciągacze wracają do metody „na sznurek”. Wykorzystują oni proste opóźnienie w mechanice butelkomatów. Czas między odczytem kodu przez skaner a uruchomieniem zgniatarki. Przywiązując butelkę PET na cienkiej, wytrzymałej żyłce, sprawca pozwala urządzeniu zarejestrować kaucję, po czym błyskawicznie wyszarpuje opakowanie z powrotem.

Sprawa staje się na tyle poważna, iż głos zabrał jeden z operatorów systemu. Według jego relacji placówki handlowe borykają się z masowymi zwrotami opakowań spoza systemu i celowym wprowadzaniem personelu w błąd, m.in. przez używanie podrobionych naklejek. Operator uczula sklepy na stanowcze odmawianie wypłat, fotografowanie dowodów i zabezpieczanie monitoringu.

System kaucyjny w praktyce. Dlaczego niektóre maszyny ułatwiają ten proceder?

Największym sprzymierzeńcem kombinatorów często okazuje się sama konstrukcja niektórych automatów. Problem ten zanalizował w sieci ekspert ds. rozwiązań proekologicznych, Michał M. Sieczkowski, na przykładzie urządzeń instalowanych m.in. w sieci Żabka.

Jak opisywał w rozmowie z Gazetą Wyborczą, maszyny te posiadają istotną słabość: czytnik kodów znajduje się na zewnątrz, z dala od otworu wrzutowego, a urządzenie nie ma wbudowanej wagi weryfikującej zdawany surowiec. W praktyce oznacza to lukę w weryfikacji. Sieczkowski opisał sytuację, w której klient w jednej ręce trzymał puszkę z adekwatnym kodem i machał nią przed skanerem, a drugą dłonią ładował do otworu inne.

W sprawdzonym worku tego klienta znaleziono 21 niekaucjonowanych puszek i tylko jedną kaucyjną. Sieć zapowiada zgłaszanie takich rozbieżności organom ścigania jako kradzieży mienia. Warto zaznaczyć, iż testy przeprowadzone w innych dyskontach (np. Lidl, Biedronka, Kaufland) wykazały, iż tamtejsze maszyny o zamkniętej konstrukcji są na ten konkretny sposób oszustwa odporne.

Kombinatorzy testują system kaucyjny, a uczciwy klient traci nerwy

Cały ten technologiczny wyścig odbywa się na tle logistycznych problemów całego przedsięwzięcia. Polski system kaucyjny wciąż ma sporo chorób wieku dziecięcego. Nie wszędzie stoją automaty, a te, które są, nie zawsze działają prawidłowo. Codzienny obrazek to zdezorientowani klienci stojący z torbami pełnymi opakowań przed urządzeniem, które sygnalizuje błąd, wielokrotnie wypluwa prawidłowe butelki lub raczy użytkownika jedynie komunikatem o odrzuceniu zwrotu.

Ministerstwo Klimatu dostrzega te problemy, choć na razie brzmi to jedynie jak mętna zapowiedź. Resort zapowiada bowiem analizę działania całego mechanizmu. Minister Paulina Hennig-Kloska oficjalnie zleciła Departamentowi Gospodarki Odpadami przygotowanie rekomendacji, które mają na celu poprawę tej sytuacji.

– Logistykę trzeba poprawić. Chcę się spotkać z operatorami systemu – zapowiedziała szefowa resortu na antenie RMF FM.

Zanim jednak logistyka i technologia zostaną uszczelnione, sklepy muszą radzić sobie z naciągaczami same. A amatorom darmowych zwrotów pozostaje zadać sobie jedno, bardzo ważne pytanie: czy kilkadziesiąt złotych uciułanych na worku lewych butelek to faktycznie stawka, dla której warto ryzykować odpowiedzialność karną i policyjną kartotekę?

Źródło tekstu: Business Insider, Gazeta Wyborcza, RMF FM / Zdjęcie otwierające: archiwum, Policja Śląska

Biedronkawózki sklepowe
Idź do oryginalnego materiału