Prokuratura wszczęła w styczniu śledztwo w sprawie sztucznej inteligencji użytej do stworzenia fałszywych nagich zdjęć małoletniej dziewczynki z Mazowsza. Do działania zmusiła ją dopiero interwencja Mirosława Wróblewskiego, prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, u Prokuratora Generalnego. Policja i prokuratura wcześniej dwukrotnie odmówiły wszczęcia postępowania, mimo zawiadomień od dyrekcji szkoły, rodziców i UODO.
Organy ścigania argumentowały, iż nie doszło do krzywdy psychicznej ani przetwarzania danych osobowych, choć sprawcy wykorzystali wizerunek małoletniej. Deepfake'i stworzyły rówieśnicy ofiary dzięki narzędzi AI.
Wróblewski podkreśla w rozmowie z PAP, iż problem nie leży w braku przepisów – art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych wystarczy do ścigania takich przypadków. Kłopot w tym, iż organy nie stosują prawa, a czyny bagatelizują jako "żarty".
Prezes UODO postuluje wprowadzenie w Polsce szczegółowych regulacji dotyczących deepfake'ów, podobnych do tych we Francji, Włoszech czy USA. Takie przepisy definiowałyby zakazane działania i ustanawiały jasną odpowiedzialność karną. Zapewniałyby też szybkie usuwanie treści – w niektórych krajach w ciągu 48 godzin. Postulat zgłosiła już sejmowa komisja do spraw dzieci i młodzieży.
"Sformułowanie "to tylko żart" nie może być usprawiedliwieniem dla krzywdzenia innych", zaznacza Wróblewski w rozmowie z PAP.
Zagrożenia wykraczają poza deepfake'i
Rozwój AI niesie szersze zagrożenia dla ochrony danych. "System AI nie musi mieć bezpośredniego dostępu do informacji wrażliwej, by ją "odgadnąć"", wyjaśnia prezes UODO w rozmowie z PAP. Chodzi o tzw. wnioskowanie danych – odgadywanie wrażliwych informacji na podstawie pozornie nieistotnych.
Oszuści masowo wykorzystują też AI-generowane deepfake'i w reklamach, gdzie fałszywi lekarze, ekonomiści czy dziennikarze promują inwestycje i leki.
Wróblewski ostrzega też przed zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa. Nowoczesne samochody zbierające dane w pobliżu jednostek wojskowych mogą umożliwiać długoterminowe profilowanie. "Nie chodzi o jednorazowe "szpiegowanie", ale o budowanie długoterminowych profili i wzorców", tłumaczy w rozmowie z PAP.
Podkreśla, iż platformy nie są neutralne – ich algorytmy promujące treści ze skradzionymi wizerunkami sprawiają, iż aktywnie uczestniczą w przetwarzaniu danych i ponoszą za to odpowiedzialność.
Uwaga: Ten artykuł został stworzony przy użyciu Sztucznej Inteligencji (AI).

















