Rozdział V „Van Baerle idzie do więzienia”
W czasie, gdy ludzie Hagi zabili Korneliusza i Jana de Witte, Craeke jechał wzdłuż drogi prowadzącej do Dort. Zostawił swojego konia w chacie i udał się w dalszą podróż łodzią, wzdłuż rzeki. niedługo ujrzał Dort. U stóp wzgórza znajdowały się piękne, czerwone domy, stojące niemal na styku wody i lądu. Po jednej ze stron wzgórza stał dom większy od pozostałych, blisko wysokich drzew. To był dom van Baerle`a. Craeke porzucił łódź i poszedł w kierunku domu.
Korneliusz van Baerle przyglądał się trzem cebulkom, które trzymał w swoich rękach, w pokoju z nasionami. „Jestem pewny, iż udało mi się wynaleźć odmianę czarnego tulipana!” - mówił do siebie - „Wygram sto tysięcy guldenów oferowanych za czarnego tulipana. Oddam pieniądze dla biednych ludzi w Dort. Wszystkie czarne tulipany hodowane na świecie będą nosiły moje imię. Kwiat będzie się nazywać „czarny tulipan van Baerle`a”. Możliwe, iż oddam tylko pięćdziesiąt tysięcy guldenów dla biedaków, a pozostałe pięćdziesiąt tysięcy przeznaczę na hodowlę innych tulipanów. Ach! Moje piękne cebulki!”.
Właśnie w tym momencie dał się słyszeć dzwonek u drzwi. Służący podszedł do drzwi. „Kto tam jest?” - zapytał van Baerle. „To człowiek z Hagi. Ma list do ciebie. Jego nazwisko brzmi: Craeke.”. „Craeke!” - zawołał van Baerle -”To służący Jana de Witte. Poproś go aby zaczekał kilka minut.”. „Nie mogę czekać” - rzekł Craeke wchodząc do pokoju tak stanowczo i niespodziewanie, iż aż cebulki wypadły z ręki van Baerle`a. „O co chodzi?” - zapytał - „Dlaczego wchodzisz tak gwałtownie?”. „O co idzie? Rzecz w tym abyś, panie, koniecznie i niezwłocznie przeczytał list” - odparł Craeke. „W porządku, mój drogi Craeke” - odparł van Baerle - „Przeczytam twój list.”. Położył list na stole i podniósł cebulki z podłogi. „Ach! Nic im się nie stało...” - stwierdził. „Och, panie! Panie!” - krzyknął służący wbiegając do pokoju - „Uciekaj niezwłocznie!”. A to dlaczego? Co takiego się dzieje?” - zapytał van Baerle. „Dom otoczyli żołnierze!” - wrzasnął służący. „Czego oni chcą?” - dopytywał się van Baerle. „Chcą ciebie pojmać! Musisz salwować się ucieczką... . Skacz przez okno!” - namawiał służący. „Nie będę skakać przez okno!” - odparował Korneliusz - „Mógłbym podeptać moje tulipany w ogrodzie...”. Rozejrzał się dokoła siebie aby znaleźć kawałek papieru, w który mógłby zawinąć swoje bezcenne trzy cebulki. Znalazł list, który przyniósł Craeke. Bez namysłu nad tym, co to był za papier, umieścił w nim trzy cebulki i ukrył je w kieszeni swojej marynarki.
Oficer i sześciu żołdaków weszli do pokoju. „Czy ty jesteś Korneliuszem van Baerle?” zapytał oficer. „Tak, to ja jestem...” - odparł Korneliusz. „Oddaj mi listy rządowe, które masz w swoim domu.”. „Listy..., jakie listy? Nie wiem co przez to rozumiesz?” - odpowiedział Korneliusz van Baerle. „Mam na myśli te listy, które Korneliusz de Witte zostawił tobie w styczniu.”. Ależ nie mogę oddać tych listów. Mój przyjaciel, Korneliusz de Witte prosił mnie abym nie oddawał ich nikomu, z wyjątkiem jego samego lub jego służącego.”. „Rozkazuję otwarcie tego pudełka...” - rzekł przywódca żołnierzy - „Nie zrobisz tego? Wobec tego ja otworzę pudełko osobiście!”. Oficer otworzył skrytkę listów. Wyjął listy z pudełka i jakiś czas im się przyglądał. „Dobrze...” - powiedział - „My zostaliśmy poinformowani, iż listy są tutaj i tutaj są!”. „Co macie na myśli?” - zapytał van Baerle. „Nie próbuj sprawiać wrażenia jakbyś nic nie wiedział... . Musisz iść ze mną! Jesteś moim więźniem.”. „Co takiego uczyniłem aby uznać mnie za aresztanta?”. „Sędzia wszystko tobie powie.” - rzekł oficer. „Gdzie znajduje się więzienie?”. „W Hadze.”. Van Baerle pożegnał się ze swoimi służącymi, a następnie podążył posłusznie za oficerem i wsiadł do karetki.













