WinRAR jest bardziej dochodowy niż OpenAI. Ten mem to brutalna prawda o Dolinie Krzemowej

konto.spidersweb.pl 4 godzin temu

WinRAR nie potrafi rozmawiać, generować filmów ani udawać, iż przeczytał książkę, której nigdy nie widział. Potrafi za to coś, z czym OpenAI wciąż ma wyraźny problem: sprzedawać produkt drożej, niż kosztuje jego dostarczenie.

Tytuł brzmi jak żart i oczywiście trochę nim jest. Po prawdzie wręcz zainspirował mnie do niego internetowy mem, który przypadkowo trafił przed moje oczy. WinRAR nie osiąga przychodów porównywalnych z OpenAI, nie zatrudnia armii naukowców, nie zamawia elektrowni dla centrów danych i nie próbuje zmieniać sposobu, w jaki ludzkość pracuje z informacją. Zestawienie tych dwóch działalności jest… karkołomne. Nie zmienia to jednak faktu, iż programik do archiwizacji plików przez cały czas zgarnia z rynku więcej kasy niż rewolucyjna AI. No, przynajmniej na czysto.

Przyznaję, do całego tekstu sprowokował mnie mem (autor mi nieznany)

W 2024 r. OpenAI uzyskało około 3,7 mld dol. przychodów, a strata przypisana spółce wyniosła około 5,09 mld dol. Koszty i wydatki sięgnęły przy tym 12,48 mld dol., z czego 7,81 mld dol. przypadło na badania i rozwój. Już wtedy firma sprzedawała swoje usługi za miliardy, a mimo to traciła więcej, niż zarabiała.

Rok później przychody urosły do 13,07 mld dol. Problem w tym, iż strata operacyjna podskoczyła do 20,92 mld dol., z 8,78 mld dol. rok wcześniej. To ważniejsze niż najbardziej efektowny wykres liczby użytkowników, ponieważ pokazuje sytuację, w której wzrost sprzedaży nie naprawił modelu finansowego. OpenAI zwiększyło skalę biznesu, ale razem ze skalą zwiększyło również dziurę.

WinRAR tymczasem od ponad trzech dekad robi zasadniczo to samo. Pakuje pliki, rozpakowuje pliki i od czasu do czasu pokazuje okno przypominające, iż 40 dni wersji próbnej skończyło się mniej więcej w epoce modemów telefonicznych.

Najsłynniejsze 40 dni

WinRAR nie jest programem darmowym. Oficjalna licencja mówi o maksymalnie 40-dniowym okresie próbnym, po którym dalsze korzystanie wymaga zakupu. To, iż aplikacja po upływie tego czasu nie blokuje przycisku „Wypakuj” nie zamienia jej magicznie we freeware. Z prawnego punktu widzenia nieskończony trial jest raczej niezwykle łagodnym mechanizmem egzekwowania opłaty.

I właśnie w tej łagodności kryje się pierwsza biznesowa genialność WinRAR-a. Program nie szyfruje archiwów użytkownika, nie ogranicza transferu do pięciu plików dziennie i nie proponuje pakietu „RAR Premium Ultra” z wypakowywaniem w godzinach szczytu. Przypomina o licencji, ale pozwala człowiekowi dokończyć pracę.

To model pochodzący z innego Internetu: najpierw daj użytkownikowi pełny produkt, pozwól się do niego przyzwyczaić, a potem poproś o pieniądze. Nie zmuszaj go do zakładania konta, dodawania karty ani synchronizowania listy ostatnio otwieranych archiwów z chmurą. Nie organizuj wydarzenia transmitowanego z San Francisco, aby ogłosić, iż pasek postępu jest teraz o 12 proc. bardziej agentowy.

Ja już to zrobiłem. Twoja kolej

Licencja WinRAR-a jest przy tym bezterminowa. Można korzystać z kupionej wersji tak długo, jak się chce, choć dostęp do kolejnych aktualizacji wymaga pakietu wsparcia i utrzymania. Oficjalne materiały wskazują też, iż użytkownik biznesowy potrzebuje licencji na każde urządzenie, podczas gdy licencja domowa może obejmować komputery należące do jej właściciela. To właśnie firmy, instytucje i organizacje podlegające audytom są naturalnymi klientami produktu, którego konsumenci nauczyli się traktować jak darmowy.

Użytkownik prywatny może ignorować komunikat przez piętnaście lat. Administrator w korporacji niekoniecznie chce podczas kontroli tłumaczyć, iż osiemset instalacji niewykupionego programu to w zasadzie element tradycji internetowej.

WinRAR nie płaci za kliknięcie

Najważniejsza różnica między WinRAR-em a ChatGPT nie dotyczy inteligencji. Dotyczy tego, kto opłaca komputer wykonujący pracę. Gdy użytkownik pakuje katalog WinRAR-em to procesor, pamięć, nośnik danych i energia elektryczna należą do użytkownika. Producent programu dostarczył kod. Każde kolejne uruchomienie aplikacji praktycznie nie zwiększa rachunku win.rar GmbH. Sto milionów operacji kompresowania wykonanych na stu milionach pecetów nie wymaga od twórców WinRAR-a kupienia stu milionów godzin pracy GPU.

W przypadku usługi generatywnej każde użycie ma koszt. Zapytanie trzeba przesłać do centrum danych, przetworzyć na akceleratorach, obsłużyć sieciowo i odesłać odpowiedź. choćby o ile kolejne generacje sprzętu i modeli zmniejszają koszt pojedynczego tokena to użytkownicy zwykle reagują zwiększeniem konsumpcji. Tańszy model nie musi więc zmniejszać całkowitego rachunku, może po prostu zachęcić miliard ludzi do wygenerowania kolejnych miliardów obrazów, fragmentów kodu i odpowiedzi.

W pierwszej połowie 2025 r. OpenAI uzyskało 4,3 mld dol. przychodów, a bezpośredni koszt ich dostarczenia wyniósł około 2,5 mld dol. Dawało to mniej więcej 42-procentową marżę brutto jeszcze przed uwzględnieniem części przychodów przekazywanej Microsoftowi; kolejne 2 mld dol. pochłonęła sprzedaż, a 6,7 mld dol. badania i rozwój. Innymi słowy, samo świadczenie usługi jest drogie, ale jeszcze droższy pozostaje wyścig o zbudowanie jej następnej wersji.

WinRAR tego problemu nie ma. Nie musi trenować WinRAR-a 8 na całej zawartości Internetu, aby suwak kompresji lepiej rozumiał kontekst folderu ze zdjęciami. Nie musi również utrzymywać kompatybilności z oczekiwaniem, iż każde półrocze przyniesie skok możliwości przypominający zmianę generacji konsoli.

Dochód to nie przychód

W dyskusjach o firmach technologicznych pojęcia lubią się rozjeżdżać. Przychód brzmi jak zarobek, wycena jak majątek, a roczna stopa przychodów jak pieniądze już zaksięgowane. Tymczasem firma może wystawiać klientom ogromne faktury i przez cały czas tracić na działalności. Szczególnie zdradliwy jest wskaźnik annualized revenue run rate, często przedstawiany po prostu jako „roczny przychód”. o ile przedsiębiorstwo zarobiło w ostatnim miesiącu miliard dolarów to można powiedzieć, iż osiągnęło tempo 12 mld dol. rocznie. Nie oznacza to jednak, iż 12 mld już wpłynęło na konto, ani iż obecne tempo utrzyma się przez kolejne jedenaście miesięcy.

W połowie 2025 r. OpenAI komunikowało tempo około 12 mld dol. rocznie, co wynikało z miesięcznych wpływów rzędu miliarda dolarów. Ostateczne dane za cały 2025 r. wskazywały na 13,07 mld dol. rozpoznanych przychodów. Obie liczby mogą być prawdziwe, ale opisują coś innego. W medialnym blenderze często zamieniają się w jedną historię o firmie, która „zarabia kilkanaście miliardów”. Nie. Ona miała kilkanaście miliardów przychodu. Zarobek zaczyna się tam, gdzie po opłaceniu infrastruktury, pensji, badań, marketingu, administracji i finansowania zostaje nadwyżka. OpenAI znajdowało się po drugiej stronie tej kreski.

Ile zarabia WinRAR

Tu pojawia się problem: dokładnych wyników WinRAR-a po prostu nie znamy. win.rar GmbH jest niewielką prywatną spółką, a publicznie dostępne materiały nie pozwalają z taką samą precyzją jak w przypadku ujawnionych dokumentów OpenAI odtworzyć jej rachunku wyników.

Internetowe estymacje są wyjątkowo rozstrzelone. Jedne serwisy przypisują spółce około 4,8 mln dol. rocznych przychodów, inne 10 mln, a jeszcze inne 21 mln dol.. Tak duży rozrzut jest wystarczającym powodem, aby nie przedstawiać żadnej z tych wartości jako twardej liczby. Dane z komercyjnych baz firm bywają modelowane na podstawie zatrudnienia, branży i ruchu w sieci, a nie wyciągane z pełnego sprawozdania finansowego.

Niemiecki agregator danych rejestrowych pokazuje, iż suma bilansowa win.rar GmbH za 2023 r. wynosiła około 1,23 mln euro, wobec około 2,15 mln euro rok wcześniej. Rejestry wskazują również kolejne publikacje bilansów, w tym sprawozdanie za okres zakończony 31 marca 2025 r., ale szczegółowe wskaźniki finansowe nie są dostępne bezpłatnie. To za mało, aby uczciwie napisać: „WinRAR zarabia rocznie dokładnie X”.

WinRAR twierdzi, iż ma ponad 500 mln użytkowników na świecie. Liczba jest imponująca, ale nie wolno przeliczać jej przez cenę licencji i ogłaszać odkrycia największej mennicy od czasu wynalezienia bankowości centralnej. Ogromna część tej bazy nie zapłaciła nic. Na tym przecież polega kulturowy fenomen programu. Gdyby każda instalacja oznaczała sprzedaż to okno o zakończonym okresie próbnym nie stałoby się jednym z najstarszych memów pecetowego Internetu.

Te 500 mln ma jednak inną wartość. Format RAR stał się rozpoznawalny, program znalazł się w pamięci mięśniowej użytkowników, a jego interfejs przez lata był wystarczająco przewidywalny, by obsługiwać go niemal automatycznie. Gdy firma potrzebuje narzędzia do archiwizacji, które pracownicy już znają, to WinRAR nie musi przekonywać jej do zupełnie nowej kategorii produktu. Zasięg konsumencki działa tu jak darmowy dział szkoleń. Ludzie uczą się programu w domu, a później spotykają go w pracy. Firma płaci nie dlatego, iż każdy pracownik marzy o legalnej kopii archiwizera, ale dlatego, iż zakup licencji jest tańszy niż zmiana procesów, instrukcji i przyzwyczajeń.

Sukces WinRAR-a staje się ciekawszy, gdy zauważymy, iż od lat konkuruje z bardzo dobrym i legalnie darmowym oprogramowaniem. 7-Zip jest projektem otwartoźródłowym, który można bezpłatnie wykorzystywać także na komputerach firmowych. Nie wymaga rejestracji, subskrypcji ani spotkania działu zakupów z działem prawnym. Do tego Windows 11 otrzymał natywną obsługę RAR, 7z, tar i innych formatów wykorzystując projekt libarchive. Dla przeciętnej osoby, która chce tylko otworzyć pobrany plik, osobny archiwizer coraz częściej przestaje być potrzebny.

WinRAR nie ma więc żadnego naturalnego monopolu. Musi bronić się funkcjami, zgodnością z istniejącymi procesami, możliwością tworzenia archiwów RAR, narzędziami naprawy, automatyzacją, obsługą zaszyfrowanych paczek i zwykłym przyzwyczajeniem. To ostatnie bywa potężniejsze od benchmarków. Komputerowi entuzjaści mogą przez godzinę spierać się o przewagę algorytmów, czasy dekompresji i zużycie pamięci, po czym i tak kliknąć ikonę trzech książek, ponieważ właśnie tę ikonę klikali w 2007 r. podczas rozpakowywania moda do gry. Technologia jest racjonalna głównie w materiałach marketingowych. Ludzie pozostają ludźmi.

Jaki abonament?

WinRAR mógł w którymś momencie pójść drogą współczesnego rynku. Mógł zamienić licencję bezterminową na miesięczną opłatę, wprowadzić konto RAR ID, 5 GB przestrzeni w RAR Cloud i plan rodzinny obejmujący sześć osób oraz jednego psa. Nie zrobił tego. Z perspektywy maksymalizacji przychodu na użytkownika może wyglądać to jak zmarnowana okazja. Z perspektywy trwałości produktu brak abonamentu jest jednak częścią umowy społecznej. Użytkownik wie, iż kupuje narzędzie, a nie prawo do czasowego dostępu do narzędzia.

ChatGPT Plus kosztuje oficjalnie 20 dol. miesięcznie, a korzystanie z API rozliczane jest oddzielnie. Po roku klient wydaje więc równowartość kilku lub kilkunastu licencji typowego klasycznego programu użytkowego. Nie oznacza to automatycznie, iż oferta jest droga – dla programisty, analityka czy dziennikarza może zwracać się po jednym dobrze wykonanym zadaniu. Pokazuje jednak, jak odmienna jest relacja z produktem.

Za WinRAR-a płaci się, aby go mieć. Za usługę AI płaci się, aby w danym miesiącu móc z niej korzystać w określonych limitach. Pierwsza relacja przypomina zakup klucza nasadowego. Druga przypomina zatrudnienie niezwykle szybkiego, czasem błyskotliwego, a czasem konfabulującego współpracownika, który mieszka w centrum danych i co miesiąc wystawia fakturę.

Wzrost pożera własny ogon

W klasycznym oprogramowaniu wzrost liczby użytkowników zwykle poprawia ekonomikę produktu. Koszt opracowania rozkłada się na większą liczbę sprzedanych kopii. W usługach AI relacja jest bardziej skomplikowana, bo nowy płacący klient przynosi nie tylko przychód, ale także nowe obciążenie infrastruktury.

W pierwszym kwartale 2026 r. OpenAI miało osiągnąć 5,7 mld dol. przychodów i jednocześnie spalić 3,7 mld dol. gotówki. Obie wartości rosły bardzo szybko. To właśnie powinno niepokoić bardziej niż sama strata: popyt jest ogromny, a mimo tego droga do samofinansowania pozostaje niewidoczna.

ChatGPT używający Dużego Modelu Językowego i ogromnego GPU do zamówienia kawy

Całkiem niedawno Reuters, powołując się na prezentację spółki opisaną przez „Financial Times”, podał prognozę 278 mld dol. ujemnych wolnych przepływów pieniężnych w latach 2026-2030. W tym samym scenariuszu przychody miały wzrosnąć z 36 mld dol. w 2026 r. do 350 mld dol. w 2030 r., a ich suma do końca dekady miałaby wynieść 840 mld dol.

To prognoza ekstremalnie kapitałochłonnego rozwoju. Firma zakłada, iż zanim stanie się maszyną do zarabiania pieniędzy będzie musiała zbudować przemysłową infrastrukturę porównywalną skalą z największymi przedsięwzięciami technologicznymi świata.

WinRAR w tym czasie będzie prawdopodobnie pytał, czy na pewno chcemy wypakować plik do folderu o tej samej nazwie.

Strata może mieć sens

Byłoby jednak zbyt łatwo zakończyć stwierdzeniem, iż OpenAI nie umie prowadzić biznesu, a twórcy WinRAR-a odkryli jedyną prawdziwą drogę kapitalizmu. Strata sama w sobie nie oznacza, iż model jest beznadziejny. Może oznaczać, iż firma świadomie kupuje przyszłą pozycję rynkową.

Amazon przez lata reinwestował środki w logistykę i infrastrukturę. Producenci półprzewodników wydają dziesiątki miliardów na fabryki, zanim wyjedzie z nich pierwszy układ. Operator telekomunikacyjny musi postawić sieć, zanim zacznie pobierać abonamenty. W wielu branżach najpierw powstaje kosztowna maszyna, a dopiero później przychodzi czas na jej monetyzację. Pytanie nie brzmi więc, czy OpenAI traci pieniądze. To wiemy. Pytanie brzmi, czy obecne wydatki budują przewagę, którą da się później zamienić w trwałą marżę.

Jeżeli modele staną się podstawową warstwą systemów operacyjnych, pakietów biurowych, programowania, wyszukiwania, handlu i obsługi firm to dzisiejsze straty mogą wyglądać jak koszt zakupu wyjątkowo cennej działki. o ile natomiast inteligencja modeli stanie się gwałtownie taniejącym towarem oferowanym przez wielu konkurentów to OpenAI może odkryć, iż sfinansowało autostradę, po której wszyscy jeżdżą prawie za darmo.

WinRAR nie musi rozwiązywać tego dylematu. Jego przewaga nie wynika z wiary, iż za pięć lat skompresuje plik na poziomie doktora habilitowanego. Wynika z faktu, iż już dziś wykonuje konkretną, mierzalną pracę.

Nie róbmy z WinRAR-a świętego

Mały producent nie jest automatycznie dobrym producentem, tak jak wielka korporacja nie jest automatycznie zła. WinRAR miał poważne problemy bezpieczeństwa, a jego ogromna baza instalacji sprawiała, iż ich konsekwencje były wyjątkowo groźne.

Luka CVE-2023-38831 pozwalała na wykonanie kodu po otwarciu odpowiednio spreparowanego archiwum. Była wykorzystywana jako podatność dnia zerowego co najmniej od kwietnia 2023 r., a poprawka trafiła do WinRAR-a 6.23 w sierpniu. Google obserwował później wykorzystywanie tej luki przez grupy powiązane z państwami, wskazując jednocześnie, iż wielu użytkowników nie zainstalowało aktualizacji.

To druga strona świata oprogramowania, które działa lokalnie przez lata i nie wymusza abonamentu ani konta. Stara kopia potrafi zostać na komputerze długo po tym, gdy przestała być bezpieczna. Bez centralnego, skutecznego mechanizmu aktualizacji legendarna trwałość zmienia się w cyfrową archeologię.

Skala nie zastępuje marży

Dzisiejsza branża technologiczna kocha skalę, ponieważ skala dobrze wygląda na scenie. Milion użytkowników. Sto milionów. Miliard zapytań. Kolejny rekord tempa wzrostu. Każda z tych liczb sugeruje zwycięstwo, ale żadna sama w sobie go nie dowodzi. Produkt może być powszechny i niedochodowy. Może też być niszowy i przynosić świetne pieniądze. Najbardziej znana restauracja w mieście nie musi być tą, która zarabia najwięcej na każdym stoliku. Może po prostu rozdawać bardzo dużo przystawek, licząc, iż kiedyś przekona klientów do deseru.

OpenAI ma imponujący produkt, gwałtownie rosnące przychody i potencjalnie ogromny rynek. Ma też koszty, które rosną wraz z ambicjami, oraz konkurentów dysponujących własnymi modelami, chmurami, systemami operacyjnymi i kanałami dystrybucji. Musi jednocześnie ulepszać technologię, obniżać koszt wnioskowania, utrzymywać bezpłatnych użytkowników, pozyskiwać klientów firmowych i uzasadniać gigantyczne nakłady kapitałowe.

WinRAR musi dopilnować, żeby przycisk „Wypakuj tutaj” przez cały czas działał.

Lekcja dla technologii

Najzabawniejsze w zestawieniu WinRAR-a z OpenAI jest to, iż starszy produkt wygląda dziś niemal kontrkulturowo. Nie dlatego, iż jest szczególnie buntowniczy, ale dlatego, iż zachował cechy dawniej uznawane za normalne. Program jest mały. Działa lokalnie. Nie potrzebuje konta. Nie śledzi miesięcznego zużycia tokenów. Nie wyłącza się, gdy producent ma awarię centrum danych. Jego podstawowa funkcja nie zależy od kursu akcji dostawcy chmury. Licencja może być bezterminowa, a koszt kolejnego użycia ponosi przede wszystkim właściciel komputera.

To nie znaczy, iż cały rynek powinien wrócić do pudełek z płytami. Usługi sieciowe mają realne zalety, a najbardziej zaawansowanych modeli AI nie uruchomimy sensownie na każdym domowym notebooku. Problem zaczyna się wtedy, gdy przyjmujemy, iż każda aplikacja musi stać się usługą, każda funkcja subskrypcją, a każdy plik pretekstem do wysłania danych do chmury. WinRAR przypomina, iż produkt technologiczny nie musi przejmować świata. Wystarczy, iż rozwiązuje problem, ma klientów gotowych za to płacić i nie wymaga rundy finansowania, aby opłacić rachunek za następny wtorek.

Najlepszy model językowy księgowości

OpenAI może pewnego dnia stać się jedną z najbardziej dochodowych firm świata. Może zautomatyzować ogromną część cyfrowej pracy, obniżyć koszty modeli i zamienić dzisiejsze centra danych w fundament nowej gospodarki. Skala przychodów pokazuje, iż nie mamy do czynienia z zabawką ani wyłącznie z marketingową bańką. Na razie jednak firma sprzedaje bardzo dużo i wydaje jeszcze więcej. WinRAR sprzedaje nieporównywalnie mniej, ale nie musi dopłacać za każdym razem, gdy ktoś przesuwa do niego folder ze zdjęciami.

Dlatego zdanie „WinRAR jest bardziej dochodowy niż OpenAI” jest jednocześnie prawdziwe, nieuczciwe i bardzo pouczające. Prawdziwe, bo rentowność nie jest synonimem przychodu. Nieuczciwe, bo porównuje stabilne narzędzie użytkowe z firmą budującą nową, niewyobrażalnie kosztowną kategorię infrastruktury. Pouczające, bo przebija balon przekonania, iż największy wzrost zawsze oznacza najlepszy biznes.

W świecie, w którym firmy technologiczne spalają miliardy, aby nauczyć maszyny myślenia jednym z bardziej racjonalnych modeli biznesowych pozostaje trzydziestoletni program wyświetlający komunikat, iż okres próbny właśnie się skończył. I spokojnie czekający, aż ktoś wreszcie zapłaci.

*Ilustracja otwierająca wygenerowana dzięki AI

Idź do oryginalnego materiału