
Wsiadłeś do samochodu z kierowcą Ubera, dojechałeś na miejsce i myślisz, iż wszystko gra? No to się upewnij, iż kurs faktycznie się odbył. Inaczej możesz sporo przepłacić.
Uber i podobne mu usługi wykosiły klasyczne taksówki, oferując przejazdy w znacznie atrakcyjniejszych od nich cenach. Co prawda z czasem w wyniku regulacji osoby zajmujące się przewozem osób musieli stać się de facto taksówkarzami z licencją, a platformy kojarzące swoich „partnerów” z pasażerami podniosły ceny, ale i tak Polacy z ich usług korzystają, bo klasyczne taksówki miały swoje za uszami.
To, iż Uber ucywilizował kilka kwestii związanych z transportem, nie zmienia faktu, iż firma od dłuższego czasu bardzo brzydko pogrywa sobie z klientami. Aplikacja, której siłą była prostota, teraz sprawia, iż zamawiając kurs czuję się tak, jakbym grał w grę mobilną pełną mikropłatności. Do tego ceny kursów z lotnisk wystrzeliły w górę, od kiedy firma stała się ich „oficjalnym partnerem”.
Kurs z Uberem, którego nie było
Okazuje się, iż mikropłatności sprawiające, iż zostaniemy potraktowani „priorytetowo”, to nie koniec. Do tego dochodzą dodatkowe opłaty, w tym za większe niż spodziewane korki, które przerzucane są na pasażera (jednocześnie bez obniżania ceny kursu, jeżeli kierowca jechał długo, nie dojechał wcale lub ruch na drodze się zdążył rozładować…) oraz inne niespodzianki. Sam na takową niedawno trafiłem.
W ubiegłym tygodniu zamówiłem, jak zwykle, kurs. Po kilku minutach po dojechaniu na miejsce zorientowałem się, iż na ekranie blokady mojego telefonu przez cały czas wisi powiadomienie informujące, iż realizacja usługi jeszcze trwa. Pomyślałem, iż kierowca pewnie zapomniał wcisnąć guzik kończący kurs, ale w praktyce stało się jeszcze coś innego; on tego kursu formalnie choćby nie rozpoczął.
No i ten „partner” naraził mnie tym samym na stratę pieniędzy.
Daję kierowcy kredyt zaufania i zakładam, iż nie było to działanie celowe, tylko przeoczenie, ale efekt i tak był taki, iż musiałem sam ten kurs „anulować”. Co zrobiła w efekcie platforma Uber? Obarczyła mnie, a jakże, dodatkową opłatą za „czas oczekiwania”. Finalnie z konta pobrano kolejne złotówki, a usługę oznaczono jako niewykonaną, czyli bez opcji wystawienia oceny.
Nie wiem, co by się stało, gdybym to powiadomienie przegapił, bo możliwe, iż kierowca sam by w końcu zaznaczył, iż kurs się nie odbył, ale jeżeli trwałoby to dłużej, to z mojego konta pobrano by jeszcze więcej kasy. Zakląłem też szpetnie pod nosem, gdyż dobrze wiem, iż odzyskiwanie pieniędzy od Ubera za źle wykonaną usługę to usiana sztuczną inteligencją droga przez mękę.
Uber kasę (czasem) zwróci, ale czasu swoich klientów nie szanuje.
To jedna z firm, która postawiła na sztuczną inteligencję w Biurze Obsługi Klienta, a za każdym razem, gdy pojawi się problem, musimy najpierw przebić się przez bota, zanim w ogóle dobijemy się do żywego człowieka (i to najczęściej korzystającego z translatora, siedzącego pewnie gdzieś na drugim końcu świata). To deprymujące, jak bardzo korporacje mają nas w nosie.
Zwykle dopiero po trzech próbach kontaktu albo clanker naszą sprawę przekazuje do weryfikacji przez meatbaga, albo platforma stwierdza, iż woli zwrócić wirtualnemu petentowi kasę, byle tylko mieć go z głowy. Zdarzają się jednak sytuacje, gdy uparcie odmawia zwrotu pieniędzy i trzeba poświęcać masę czasu w to, by odzyskać niesłusznie pobrane pieniądze.
Czytaj inne nasze teksty poświęcone firmie Uber:
- Przyszłość według Ubera to kioski. My naprawdę żyjemy w jakiejś pętli
- Polacy zostawiają w Uberze dziwne rzeczy. Lista jest zabawna
- Za Ubera zapłacisz kilkaset złotych. Poczujesz się jak ktoś ważny
W opisywanym wyżej przypadku pieniądze na szczęście udało się odzyskać bez większych niż zwykle perypetii, a po tym, jak wyraziłem swoją opinię na temat sytuacji z nadzieją, iż jakiś człowiek to zweryfikuje, a potem zadba podobne sytuacje się nie powtarzały, rzucono we mnie kodem na dychę. Platforma działająca w tak dużej skali robi wszystko, aby tylko jednostka się odczepiła.
Niesmak zaś, rzecz jasna, pozostał – bo teraz, zamiast zamawiać kurs i po jego zakończeniu wysiadać z auta, by dalej zajmować się swoimi sprawami, muszę dodatkowo sprawdzać, czy kurs się odbył, aby przypadkiem znów z konta nie pobrane zostaną niesłusznie pieniądze. A co z konkurencją? Niby istnieje, ale tak naprawdę to wszędzie jest podobnie, a taki Bolt też ma swoje za uszami. Ech…









