Apple MacBook Neo – nowy, tani laptop z macOS. Pytanie: po co i dla kogo?

itreseller.com.pl 7 godzin temu

Apple zaprezentowało najnowszego członka swojej rodziny komputerów – MacBooka Neo. To zupełnie nowe otwarcie dla firmy z Cupertino, która postanowiła stworzyć sprzęt z rzeczą u tego producenta niespotykaną: niezwykle przystępną ceną.

Pod względem stylistyki jest dobrze, jak to u Apple. MacBook Neo kontynuuje tradycję minimalistycznego wzornictwa innych, większych modeli. Aluminiowa obudowa z miękko zaokrąglonymi rogami to już znak firmowy firmy z Cupertino. Zachowano przy tym niską maskę – komputer waży zaledwie 1,24 kg.

Pomimo niskiej ceny, Apple nie poszło na drastyczne kompromisy w kwestii wyświetlacza. MacBook Neo został wyposażony w 13-calowy ekran Liquid Retina o rozdzielczości 2408 x 1506 pikseli i jasności sięgającej 500 nitów. Dodatkowo matrycę pokryto powłoką antyrefleksyjną, co znacząco poprawia komfort pracy w jasnych, nasłonecznionych miejscach.

Gdzieś jednak poczyniono oszczędności, prawda? Oczywiście. Zgodnie z wcześniejszymi przeciekami cięcia dotknęły kluczowych podzespołów. Apple ma tę możliwość, iż nie jest uzależnionym od architektury x86, jak wszyscy inni producenci laptopów. MacOS działa natywnie już od lat na układach w architekturze ARM – konkretnie SoC z kolejnych generacji rodziny Apple M. Tutaj jednak znajdziemy telefonowy układ A18 Pro (znany z najnowszych flagowych telefonów Apple). Posiada on 5-rdzeniowe GPU oraz 16-rdzeniowy Neural Engine. Jak podaje Apple, w codziennych zadaniach, takich jak przeglądanie sieci, nowy MacBook jest “do 50% szybszy niż najlepiej sprzedający się PC z procesorem Intel Core Ultra 5”. Układ A18 Pro błyszczy jednak najbardziej przy zadaniach związanych ze sztuczną inteligencją (Apple Intelligence) – tu jest nawet, zdaniem Apple, “trzykrotnie szybszy w operacjach uruchamianych bezpośrednio na urządzeniu”. Apple wyposażyło urządzenie w 8GB zunifikowanej pamięci RAM. W praktyce: nie zdziwiłbym się gdyby płyta główna urządzenia była płytką podstawowego iPhone’a 17, pozbawioną modemu.

Taka decyzja posiada bardzo konkretne konsekwencje w budowie komputera. Przede wszystkim koszty. Apple produkuje w zakładach TSMC miliony układów A18 Pro, a skala produkcji tego chipa sprawia, iż jest on zwyczajnie tańszy niż wytwarzane w mniejszych ilościach układy z serii M. Co niezwykle istotne, komputer nie posiada wentylatora. Chłodzenie jest w pełni pasywne, co oznacza, iż urządzenie pracuje absolutnie bezgłośnie.

Konsekwencją jest także stosunkowo niewielki pobór prądu. Dzięki optymalizacji energetycznej układu A18 Pro, projektowanego przecież z myślą o znacznie mniejszych urządzeniach, jedno ładowanie baterii ma wystarczyć choćby na 16 godzin pracy.

To wszystko dostajemy w cenie 2999 zł, lub 2499 zł dla sektora edukacji. Przedsprzedaż ruszyła od razu po ogłoszeniu, a pierwsze urządzenia trafią do klientów i na półki sklepowe (również w Polsce) w środę, 11 marca 2026 roku.

Gdzie jest haczyk?

To pytanie może dość naturalnie przyjść do głowy każdemu, kto śledzi rynek laptopów. W dobie wzrastających cen, wywołanych kryzysem pamięci, Apple, znane z dość kosztownych maszyn, wprowadza na rynek komputer, który jest po prostu tani. Po co, dla kogo i gdzie jest trik zastosowany przez producenta? Moja odpowiedź jest prosta: nie ma.

Apple nie musi sięgać po sztuczki, by taki sprzęt sprzedawać. Wystarczy, że… będzie na nim zarabiać mało, lub choćby wcale. Chociaż wydaje się to nieintuicyjne, może się to firmie opłacać. Chodzi bowiem o wychowanie użytkownika. Przyzwyczajenie go do ekosystemu, a z czasem przekierowanie w stronę droższych urządzeń.

Widać to m.in. po cenie dla rynku edukacyjnego, ale też po części grafik promujących urządzenie – ewidentnie skierowanych do młodszego, choćby bardzo młodszego, użytkownika. Wejście w segment edukacji może oznaczać, iż firma zyska nowych użytkowników w długofalowej perspektywie.

Apple dobrze wyczuło moment. Przy ewidentnej zadyszce systemu Windows 11, coraz bardziej irytującym wymuszaniem w nim korzystania z dość nieporadnego Copilota, umieszczeniem reklam i niejasną komunikacją odnośnie przyszłości systemu, coraz więcej użytkowników może poszukiwać alternatywy. MacOS zawsze był kuszący, ale dla wielu osób barierą były ceny. Teraz, wydanie stosunkowo niewielkiej kwoty na “eksperymentalne” choćby przejście na system Apple’a, może sprawić, iż znaczna część takich użytkowników z Apple już pozostanie.

To nie jest z pewnością komputer uniwersalny. Niewielki, 13-calowy ekran, ograniczona wydajność, mało RAM – o profesjonalnych zastosowaniach jak montaż wideo czy projektowanie 3D można zapomnieć. Gracze też mogą raczej spojrzeć w innym kierunku (chyba, iż korzystają np. z GeForce Now). Większość użytkowników jednak nie potrzebuje większej wydajności niż to, co dostarcza telefonowy układ A18 Pro.

Idź do oryginalnego materiału