Bezpieczna sieć ma swoją cenę – konieczna zmiana zasad przetargów

monitorrynkowy.pl 11 godzin temu

Tomasz Popławski rozmawia z Maciejem Wyczesanym, prezes zarządu firmy Apator S.A.

Czy polski przemysł jest dziś realnie gotowy technologicznie i produkcyjnie, aby być głównym dostawcą dla transformacji energetycznej?

To dosyć trudne pytanie, a odpowiedź nie jest do końca jednoznaczna. Polski przemysł na pewno jest gotowy przejąć przewodnictwo w procesie transformacji energetycznej. Mamy w kraju wysokie kompetencje w zakresie projektowania, ale także wytwarzania rozwiązań z obszaru elektrotechniki, elektromechaniki, elektroniki i transmisji danych. Potrafimy tworzyć zaawansowane oprogramowanie ICT, urządzenia IoT i inne rozwiązania dla nowoczesnej, digitalizującej się energetyki. Nie mówimy tu zatem wyłącznie o kablach, słupach, transformatorach, ale o nowoczesnych rozwiązaniach cyfrowych. Dla przykładu Grupa Apator wdrożyła autorskie systemy nadzoru sieci klasy SCADA, systemy zarządzania majątkiem sieciowym, systemy transmisji i zdalnego odczytu danych pomiarowych. Dostarczamy także aparaturę elektryczną i elektroniczną najnowszej generacji zintegrowaną z warstwą informatyczną OT (Operational Technology).

W przypadku paneli fotowoltaicznych czy baterii do magazynów, energii łańcuchy dostaw wciąż są w dużej mierze zdominowane przez kraje azjatyckie, głównie Chiny. Mimo to polski przemysł jest gotowy, aby odgrywać wiodącą rolę w transformacji energetycznej. Tam, gdzie niezbędne komponenty muszą pochodzić z zagranicy ze względu na geopolitykę i strukturę łańcuchów dostaw, staramy się świadomie dobierać elementy brakujące w naszym polskim lub europejskim ekosystemie produkcyjnym.

Które bariery najbardziej blokują udział krajowych firm w inwestycjach w inteligentne sieci: regulacje, przetargi, finansowanie?

Polskie firmy mogą w pełni uczestniczyć we wszystkich przetargach, bo formalnie nie ma żadnych ograniczeń. Problem pojawia się jednak w PZP (Prawo Zamówień Publicznych), które wciąż w dużej mierze faworyzuje cenę jako główne kryterium wyboru oferty. W takich przetargach, gdzie konkurujemy z firmami azjatyckimi, głównie chińskimi, to staje się znaczną barierą dla polskich przedsiębiorstw. o ile cena jest jedynym albo dominującym kryterium wyboru oferty, wówczas dostawcy chińscy zaproponują każdą cenę, żeby wygrać przetarg i zdominować rynek. Zatem barierą jest nie tyle uczestnictwo w przetargach, co kryteria, które te przetargi regulują. Tę barierę można usunąć i doprowadzić rzeczywiście do równej konkurencji. W takim przypadku cena nie może być jedynym albo dominującym kryterium przetargowym.

Czy obecny system zamówień publicznych premiuje bezpieczeństwo technologii i danych?

Nie spotkałem się z takimi zapisami, przynajmniej w przetargach, w których my bierzemy udział. A przedmiotem dostaw w tych postępowaniach są przecież inteligentne urządzenia wyposażone w moduły komunikacyjne, gromadzące i generujące dużą ilość danych, które są potem przesyłane do systemu operatora.

W specyfikacjach przetargowych nie ma wymagań bezpieczeństwa, cyberbezpieczeństwa, transparentności łańcucha dostaw, kraju pochodzenia systemu (firmware’u i software’u), ani audytów producentów czy audytów samych urządzeń. Pojawiają się wprawdzie pierwsze próby wprowadzenia tego typu zapisów, ale wciąż są nieskuteczne – ostatecznie głównym kryterium wyboru pozostaje cena.

Tymczasem w kontekście rosnącej digitalizacji sieci energetycznych i dynamicznego rozwoju OZE coraz częściej pojawia się temat bezpieczeństwa urządzeń pracujących w systemie. Czy polski system energetyczny jest dziś odpowiednio przygotowany na ich weryfikację pod kątem cyberbezpieczeństwa?

Sieć energetyczna staje się coraz bardziej zdigitalizowana, a rosnący udział OZE zwiększa wyzwania w jej sterowaniu i zarządzaniu dla PSE i OSD. Większość urządzeń w sieci – od inwerterów po inteligentne liczniki – posiada moduły komunikacyjne generujące i przesyłające dane. Wiele inwerterów, zwłaszcza chińskich, działa na otwartych łączach serwisowych, często w chmurach zagranicznych. Liczniki i sterowniki mają szyfrowanie, ale na etapie produkcji można wprowadzić modyfikacje. Dlatego tak ważna jest kontrola całego łańcucha wartości. W Polsce nie istnieje system certyfikacji urządzeń IoT w infrastrukturze krytycznej, więc bezpieczeństwo tych urządzeń nie jest formalnie weryfikowane.

Jakie ryzyka dla biznesu i państwa niesie utrata kontroli nad danymi energetycznymi i technologią w projektach infrastrukturalnych?

Kto kontroluje technologię, ten kontroluje infrastrukturę. Brak pełnej transparentności urządzeń ICT stosowanych w infrastrukturze krytycznej oznacza, iż nie mamy kontroli nad kluczową dla naszego bezpieczeństwa siecią elektroenergetyczną.

Jak wspominałem wcześniej, w większości przypadków urządzenia nie są weryfikowane pod kątem pochodzenia, firmware’u czy software’u, a przetargi często wygrywa najtańszy dostawca, bez sprawdzenia jego łańcucha dostaw. W infrastrukturze krytycznej brak kontroli technologii i przejrzystości rozwiązań stanowi poważne wyzwanie dla cyberbezpieczeństwa.

Warto przy tym nadmienić, iż dostęp do danych dotyczących działania sieci elektroenergetycznej jest najważniejszy dla naszej niezależności. Chodzi nie tylko o informacje o zużyciu energii, ale również o profile, sposób i miejsce jej odbioru. Takie dane pozwalają budować pełny obraz mapy gospodarczej kraju i wspierają strategiczne decyzje w zakresie bezpieczeństwa energetycznego.

Jakie konkretne decyzje państwa mogłyby najszybciej uruchomić skalę inwestycji i wzmocnić konkurencyjność polskich firm?

Myślę, iż sporo w tym zakresie zostało zrobione. Jest zmiana ustawy Prawo Zamówień Publicznych z zeszłego roku, która wprowadza nowe zasady udziału wykonawców z państw trzecich. Daje ona możliwość wykluczenia firm spoza porozumień i układów europejskich, czyli z tzw. państw niezrzeszonych. Jest również orzecznictwo TSUE z 2025 r., które mówi o tym, iż firmy spoza EOG (Europejskiego Obszaru Gospodarczego) nie mogą powoływać się na wolność i równość dostępu do danego rynku.

Rzeczywiście, ostatnio poważnie mówi się o tym, iż polskie firmy powinny uczestniczyć w transformacji energetycznej przy bezprecedensowych środkach, które zostały na ten cel uruchomione. Na całym świecie dba się o to, żeby inwestycje realizowane ze środków publicznych preferowały przede wszystkim firmy krajowe, bo wówczas te pieniądze zostają w danej gospodarce. Natomiast, aby wszystkie te kroki, które zostały podjęte, były naprawdę skuteczne, powinny mieć odzwierciedlenie w zapisach PZP, które zobligowałyby zamawiających do stosowania aspektów local content, a nie tylko ceny. Nie mówię, iż cena nie ma być istotna; ale o ile będzie tylko jedynym kryterium, to wszystkie te pytania, które pan wcześniej zadał pod kątem cyberbezpieczeństwa czy odporności na ingerencję z zewnątrz – nie mają znaczenia.

To bardzo pomogłoby polskim i europejskim firmom, bo kryteria takie jak przejrzystość, tworzenie miejsc pracy czy lokalne wytwarzanie technologii byłyby w przetargach bardziej doceniane. w tej chwili praktycznie nie uwzględnia się w nich cyberbezpieczeństwa, np. normy ISO 27001. Warto też pamiętać o wymogach UE, takich jak NIS2, Cyber Resilience Act (CRA) i Cyber Security Act (CSA), które nakładają obowiązki w tym zakresie. Na razie w przetargach publicznych liczy się głównie cena.

Borykamy się w Polsce z bardzo agresywną azjatycką konkurencją, która w połączeniu z wysokimi cenami energii, ale też ze wzrastającymi mocno kosztami pracy, nie ułatwia nam funkcjonowania i wygrywania przetargów. Ten dynamiczny wzrost kosztów prowadzenia działalności trudno skompensować wzrostem wydajności. Jest to do pewnego stopnia możliwe dzięki automatyzacji, ale automatyzacja z kolei wymaga sporych nakładów inwestycyjnych, więc krąg się zamyka.

W kontekście infrastruktury krytycznej coraz częściej mówi się o konieczności korzystania ze sprawdzonych, bezpiecznych dostawców technologii. Jak ważne jest, aby najważniejsze rozwiązania dla sektora energetycznego były rozwijane i dostarczane przez podmioty działające w Polsce lub w Europie?

Bardzo ważne. Po pierwsze, jeżeli produkty są wytwarzane w Polsce, to znaczy, iż kreujemy tutaj miejsca pracy, płacimy podatki, zwiększamy PKB. Każde miejsce pracy tworzone w Polsce generuje około 6 miejsc pracy u podwykonawców. Drugi aspekt jest związany z bezpieczeństwem. Produkcja na miejscu pozwala zamawiającemu w każdym momencie na weryfikację i audyt producenta pod kątem przestrzegania naszych standardów i przepisów. jeżeli dostawca działa zgodnie z normami, np. ISO 27001, dodatkowo zwiększa to poziom bezpieczeństwa zamówień i współpracy.

Jeżeli chodzi o firmy europejskie, najważniejsze jest ustalenie, kto rzeczywiście jest firmą europejską. Za wiarygodnego dostawcę uznajemy podmiot, którego można zweryfikować, z pełną transparentnością łańcucha dostaw i procesu tworzenia systemu i produkcji. Często w Polsce funkcjonują firmy zarejestrowane lokalnie jako małe spółki, ale rzeczywista produkcja odbywa się gdzie indziej. Zdarza się też, iż podmioty z Chin, Turcji czy Indii zakładają lub przejmują małe firmy w Polsce lub w jej pobliżu, aby nadać wyrobom pozór „europejskości”, podczas gdy w praktyce pełnią one rolę hubów przerzutowych. W takich przypadkach weryfikacja konstrukcji, produkcji i systemu jest utrudniona. Dlatego pełna transparentność pochodzenia technologii, miejsc produkcji oraz możliwość ich weryfikacji jest absolutnie konieczna. w tej chwili w dużych przetargach publicznych tego typu kontrole wciąż występują bardzo rzadko.

W ostatnich latach wiele państw zaczęło zwracać większą uwagę na bezpieczeństwo łańcuchów dostaw. Czy w sektorze energetycznym Polska powinna w większym stopniu budować własne kompetencje technologiczne i produkcyjne?

Czy powinna i czy jest w stanie – to są dwa osobne pytania. Ja jestem generalnie bardzo mocnym zwolennikiem budowania kompetencji w kraju. Rzeczywiście, mam rys i podejście mocno promujące polskie przedsiębiorstwa i polskie rozwiązania, bo uważam, iż posiadając własne rozwiązania i własne moce, budujemy niezależność. W momencie, gdy utracilibyśmy możliwości produkcyjne czy możliwości rozwoju poprzez własne centra R&D, utracimy również kompetencje, a docelowo – suwerenność technologiczną, rozumianą jako możliwość rozwoju, utrzymania i wsparcia bieżących rozwiązań poprzez własne, krajowe służby. Co oznacza, iż stajemy się kompletnie zależni w danej dziedzinie od rozwiązań zagranicznych.

Sytuacja geopolityczna jasno pokazuje, iż im bardziej jesteśmy niezależni – nie tylko w łańcuchach dostaw, ale także w mocach produkcyjnych i możliwościach rozwoju technologii – tym bezpieczniejsi jesteśmy jako kraj. Niezależność ta ma znaczenie nie tylko w obszarze produkcji i technologii, ale również w kontekście obronności. Rozwój własnych kompetencji i zdolności produkcyjnych jest najważniejszy dla budowania przewag geopolitycznych. Warto pamiętać, iż są technologie trudne do uruchomienia w Polsce czy Europie, ponieważ w ostatnich latach pewne sektory zostały zdominowane głównie przez Chiny, np. produkcja paneli fotowoltaicznych czy ogniw do magazynów energii.

To efekt jasnej i konsekwentnej polityki prowadzonej przez Chiny, obejmującej wsparcie eksportu zarówno dotacjami bezpośrednimi, jak i pośrednimi, a także agresywną polityką cenową wymierzoną w wyeliminowanie konkurencji na rynkach lokalnych. Jeszcze kilka lat temu w Europie działało czterech – pięciu producentów paneli fotowoltaicznych. Chińczykom udało się wyeliminować tę konkurencję w zaledwie cztery lata. w tej chwili w Europie praktycznie nie produkuje się paneli PV, ponieważ dumping cenowy oraz szerokie wsparcie subwencyjne dla chińskich firm doprowadziły do upadku lokalnych producentów – mimo iż technologia ta powstała właśnie w Europie. jeżeli nie będziemy aktywnie promować własnych produktów, rozwiązań i technologii, skończymy jedynie jako rynek zbytu dla cudzych produktów.

Nadmierne otwarcie rynku na dostawców spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego bywa wskazywane jako czynnik osłabiający rozwój krajowych producentów. Jak znaleźć równowagę między konkurencyjnością rynku a ochroną strategicznych interesów gospodarczych?

Przez lata tłumaczono nam, iż kapitał nie ma narodowości. Ostatnie lata pokazały, iż jest zgoła odwrotnie. Co więcej, kapitał jest narzędziem kontroli i wpływu. Otwarcie rynku bez żadnych ograniczeń jest dla wszystkich segmentu gospodarki, szczególnie strategicznego, dużym zagrożeniem, ale też powodem zagrożenia dla państwa jako całości.

Jeżeli przyjmiemy, iż segmenty strategiczne nie mogą funkcjonować wyłącznie w oparciu o zasady otwartego rynku i powszechnego udziału wszystkich podmiotów, staje się jasne, iż szczególnie infrastruktura krytyczna, taka jak sieci energetyczne czy wodociągowe, musi być objęta ścisłą kontrolą i specjalną ochroną.

Jeżeli połączymy to z kwestiami cyberbezpieczeństwa, łańcucha dostaw i kontroli technologii, widać, iż tworzy się spójny obraz strategiczny. w tej chwili bardzo gwałtownie uświadamiamy sobie, iż geopolityka ma realny wpływ na nasze bezpieczeństwo i stanowi istotny czynnik weryfikujący wszystkie wcześniej omawiane elementy – bezpieczeństwo, możliwości technologiczne i potencjał produkcyjny.

Warto podkreślić, iż Polska, pomimo różnych działań politycznych (a nie dzięki nim), utrzymała przez ostatnie 20 lat relatywnie duże moce produkcyjne, porównywalne z Niemcami. W wielu innych krajach europejskich proces dezindustrializacji postąpił znacznie dalej. U nas przez cały czas istnieją zdolności wytwórcze, które pozwalają na obsługę transformacji energetycznej, wytwarzanie technologii i rozwój innowacji.

Transformacja energetyczna w Europie przyspiesza, a jej fundamentem staje się cyfryzacja infrastruktury energetycznej. Jaką rolę odgrywają dziś nowoczesne systemy pomiarowe i rozwiązania oferowane przez Apator w budowie inteligentnych systemów energetycznych?

Rzeczywiście, proces, który wcześniej przebiegał powoli, dziś bardzo przyspiesza. Digitalizacja nie jest fanaberią – jest koniecznością, ponieważ tak zdywersyfikowana sieć, jak nasza, wymaga danych i sterowania w czasie rzeczywistym w wielu miejscach jednocześnie.

Rozwiązania Apatora w tym zakresie są szerokie, ponieważ obejmujemy pełny cykl – od projektu po wykonanie. Dotyczy to urządzeń IoT, liczników energii, sterowników telemechaniki, a także rozłączników niskonapięciowych i rozdzielnic. Jesteśmy także wytwórcą własnego systemu dla energetyki, od systemów HES po narzędzia do zarządzania majątkiem, inwentaryzacją i sieciami.

Nasze systemy ICT odpowiadają również na zagrożenia takie, jak lokalne blackouty. Nasz system FDIR monitoruje sieć w czasie rzeczywistym i steruje rozpływem energii w momencie zakłóceń, minimalizując ryzyko przerw w dostawie. Sprawdza się w jednym z OSD, gdzie automatycznie steruje rozpływami energii – do skutecznego działania systemu niezbędne są specjalistyczne sterowniki i telemechanika.

W Apatorze wypracowaliśmy pełny łańcuch urządzeń i rozwiązań dla sektora energetycznego – od prostych rozłączników niskonapięciowych, przez liczniki, sterowniki i urządzenia telemechaniki, po magazyny energii i zaawansowane systemy informatyczne, takie jak FDIR. Dodatkowo posiadamy własne oprogramowanie EMS do zarządzania magazynami energii, które nie tylko steruje ładowaniem i rozładowaniem, ale efektywnie zarządza magazynem w oparciu o dane z giełdy energii, giełdy mocy oraz integrację źródeł odnawialnych z odbiorcami. System optymalizuje wykorzystanie energii, zapewniając maksymalne korzyści z dostępnych źródeł.

Transformacja energetyczna może być nie tylko wyzwaniem, ale także impulsem rozwojowym dla krajowego przemysłu. W jakim stopniu polskie firmy technologiczne są dziś przygotowane do konkurowania na globalnym rynku rozwiązań dla energetyki?

To zależy od obszaru. Są bowiem obszary, w których rzeczywiście energetyka musi szukać rozwiązań globalnych czy bardzo uniwersalnych, których polskie firmy często nie posiadają w takiej skali. Generalnie jednak polski przemysł jest dobrze przygotowany do transformacji energetycznej – zarówno technologicznie, jak i pod względem mocy wytwórczych.

Często powtarza się argument, iż polskie firmy nie mogą obsłużyć dużych kontraktów, co uzasadnia szukanie rozwiązań zagranicznych. Tymczasem w Polsce działa kilka dużych, globalnie konkurencyjnych podmiotów, które mają zdolność skalowania produkcji i wsparcia transformacji energetycznej. Problemem pozostaje dominujące w przetargach publicznych kryterium ceny, które często wyklucza krajowe firmy w rywalizacji z dostawcami chińskimi.

Podsumowując: polskie firmy mogą w pełni obsłużyć transformację energetyczną, a w obszarach, gdzie brakuje technologii, mogą ją integrować z własnymi rozwiązaniami. To polskie firmy powinny pełnić rolę głównych wykonawców, a nie podwykonawców zagranicznych podmiotów.

Czy widzi pan trend powrotu części produkcji technologicznej do Europy?

Mówi się dużo o reindustrializacji Europy, ale postępy są powolne. Komisja Europejska ogłosiła ostatnio Industrial Accelerator Act, który ma wspierać rozwój i odporność przemysłu. Określono tam cel, iż przemysł powinien stanowić 20% PKB UE do 2035 r. (obecnie stanowi ok. 14%), by wzmocnić strategiczną autonomię Europy.

Problem jest jasny: polityka ostatnich lat doprowadziła do znacznego osłabienia możliwości wytwórczych kontynentu. Odwrócenie tego trendu jest częściowo możliwe, ale trudne. Produkcję łatwo przenieść z Europy do Chin czy Indii, ale jej powrót jest kapitałochłonny i czasochłonny, zwłaszcza w sektorach takich jak energetyka, gdzie utracone kompetencje trudno odbudować. Niektóre branże, np. fotowoltaika, mają ograniczone szanse na pełny powrót przy obecnym poziomie wydajności w Chinach.

Jednak sytuacja geopolityczna i zmiany w chińskich dotacjach eksportowych dla paneli PV (spadek z 15% do 9% od 2024 r.) mogą stworzyć okno dla częściowej odbudowy produkcji. Priorytetem Polski powinno być utrzymanie obecnych kompetencji i narzędzi, bo raz utracone możliwości praktycznie trudno odbudować.

Idź do oryginalnego materiału