
Rekordowa liczba Polaków chce zostać wojskowymi pilotami. Wielu zatrzymają jednak wzrok, kręgosłup i testy psychologiczne.
Blisko 1,4 tys. osób zgłosiło się na badania poprzedzające rekrutację do Lotniczej Akademii Wojskowej w Dęblinie. Uczelnia ma tylko 213 miejsc, więc proste zestawienie daje ponad 6 kandydatów na jeden indeks. To jednak dopiero początek selekcji. Zanim ktokolwiek usiądzie za sterami wojskowego samolotu, musi udowodnić, iż jego organizm i głowa wytrzymają znacznie więcej, niż zwykłą sesję egzaminacyjną.
Rekord chętnych, a miejsc mniej niż rok temu
Wojskowy Instytut Medycyny Lotniczej przebadał w tym roku blisko 1,4 tys. kandydatów do słynnej Szkoły Orląt. Co ciekawe, około 240 z nich stanowiły kobiety. To rekord w historii instytutu. Wojskowe lotnictwo przestało być najwidoczniej niszowym wyborem garstki zapaleńców.
Tłum robi jeszcze większe wrażenie, gdy spojrzymy na limit przyjęć. Lotnicza Akademia Wojskowa może przyjąć 213 przyszłych oficerów, o 90 mniej niż w poprzednim naborze. Nie wszyscy walczą oczywiście o to samo miejsce. Uczelnia kształci nie tylko pilotów, ale także operatorów dronów, nawigatorów, kontrolerów ruchu lotniczego, przeciwlotników, radiotechników i logistyków.
Dla przyszłych pilotów naddźwiękowych samolotów bojowych przygotowano 30 miejsc. Pilotów śmigłowców ma zostać 21, a samolotów transportowych zaledwie 5. Kolejne 39 miejsc przeznaczono dla pilotów-operatorów bezzałogowych statków powietrznych.
Samo zgłoszenie na badania nie jest oczywiście równoznaczne ze złożeniem kompletnego wniosku ani dopuszczeniem do końcowej rekrutacji. Porównanie 1,4 tys. osób z 213 indeksami pokazuje więc skalę zainteresowania, a nie dokładną konkurencję na każdej specjalności.
Największy tłum chce latać transportowcami i śmigłowcami
Po badaniach około 110 osób otrzymało kwalifikację pozwalającą ubiegać się o 30 miejsc na specjalności pilota samolotu bojowego. Ponad 190 kandydatów pozytywnie zaopiniowano do szkolenia na operatorów bezzałogowców, gdzie dostępnych jest 39 miejsc.
Najciaśniej zrobiło się jednak w kolejce do samolotów transportowych i śmigłowców. O możliwość dalszej walki o 26 miejsc ubiegało się blisko 450 osób. To ponad 17 kandydatów na jeden indeks, choć ostateczny wynik zależy jeszcze od matury, sprawności fizycznej i rozmowy kwalifikacyjnej.
Kandydaci do LAW przechodzą test WF, rozmowę oraz w określonych przypadkach sprawdzian z języka angielskiego. Osoby wybierające lotnictwo i kosmonautykę lub nawigację muszą wcześniej zdobyć odpowiednią kategorię zdrowia. Przyszłych pilotów czeka także szkolenie sprawdzające predyspozycje do służby w powietrzu.
Jak pisaliśmy w tekście: Chcesz latać F-35 albo być operatorem drona? Wojsko Polskie rekrutuje na studia dla pilotów, droga od matury do kokpitu jest długa. Dęblin jest jej początkiem, a nie obietnicą, iż każdy przyjęty kandydat skończy za sterami myśliwca.
Wirówka gwałtownie oddziela marzenia od możliwości
Badania w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej realizowane są około tygodnia. Kandydat przechodzi m.in. diagnostykę neurologiczną, okulistyczną, laryngologiczną i psychologiczną. Sprawdzane są również kręgosłup, koordynacja oraz reakcja organizmu na warunki spotykane podczas lotu.
Do tego dochodzą komora niskich ciśnień i wirówka przeciążeniowa. To wszystko jest próbą sprawdzenia, czy organizm zachowa sprawność przy niedoborze tlenu i dużych przeciążeniach. Psychologowie oceniają koncentrację, podzielność uwagi, szybkość reakcji oraz odporność na stres.
Najczęstszą przeszkodą okazują się wady wzroku i problemy z kręgosłupem. Około 200 wydanych decyzji było negatywnych, ale odmowa najwyższej kategorii nie zawsze zamyka drogę do akademii. Osoba niezdolna do pilotowania odrzutowca może przez cały czas spełniać wymagania dla śmigłowca, transportowca albo bezzałogowca. W lotnictwie wojskowym obowiązuje kilka kategorii zdolności, a wymagania zależą od przyszłej specjalności.
Mundur daje coś, czego cywilne studia często nie gwarantują
WIML wskazuje kilka powodów rosnącej popularności Dęblina: kampanie prowadzone przez MON, wzrost postaw proobronnych i patriotycznych oraz możliwość szybkiego ustabilizowania życia. Podchorążowie mają zapewnione zakwaterowanie, wyżywienie i umundurowanie, a od początku nauki otrzymują miesięczne uposażenie. Po ukończeniu studiów i promocji oficerskiej są kierowani na stanowiska służbowe. Dla maturzysty oznacza to bardzo konkretną ścieżkę: studia, pieniądze już w trakcie nauki i zawód czekający po dyplomie.
Do tego polskie lotnictwo przechodzi teraz największą zmianę od lat. Do kraju wchodzą F-35, rozwijana jest flota FA-50, rośnie znaczenie bezzałogowców i obrony przeciwlotniczej. Nowy sprzęt nie lata sam. Potrzebuje pilotów, operatorów, nawigatorów, kontrolerów i całego technicznego zaplecza.
W tekście: Tak wygląda szkolenie polskich pilotów na F-35. Generał uchylił rąbka tajemnicy opisywaliśmy, iż samo przejście na nowy typ myśliwca oznacza ponad 20 lotów i około 50 sesji symulatorowych, nie licząc nauki własnej. Kandydaci szturmujący dziś Dęblin patrzą właśnie na taki finał drogi.









