Kiedy kod błędu to człowiek. Dlaczego nasze rady o cyberbezpieczeństwie nie działają na seniorów?

czarnaowca.it 1 dzień temu

www.czarnaowca.it

Czytasz mojego bloga, więc z dużą dozą prawdopodobieństwa jesteś osobą techniczną. Prawdopodobnie przyszedłeś tu po coś z branży. Zróbmy jednak mały eksperyment: wyobraź sobie, iż jesteś dzisiaj osobą absolutnie nietechniczną. Dorzuć sobie jeszcze kilkadziesiąt lat na karku, przez co przyswajanie nowych, cyfrowych abstrakcji staje się z każdym rokiem coraz trudniejsze. Gratulacje, właśnie zostałeś emerytem, którego można oszukać metodą „na wnuczka”.

Przez lata zadawałem sobie jedno pytanie: jak można być taką ofiarą losu, żeby dawać się w ten sposób okradać?

Seniorzy vs. proza życia trzydziestoparolatka

Wiecie co? Znajduję się w tej chwili w tym idealnym życiowym momencie – jestem ustabilizowany zawodowo, finansowo i mieszkaniowo. To ten czas, kiedy zakłada się rodziny. Zauważyłem, iż skończyły się rozmowy ze znajomymi o tym, w co ostatnio pykamy na kompie. Zamiast tego na tapet wjeżdżają tematy wizyt u lekarzy, dram w korpo czy kolejnych ciąż.

W całym tym spektrum dorosłości powoli zapominam, iż jestem fanatykiem IT. Brakuje mi na to czasu, mimo szczerych ambicji i chęci budowania marki osobistej, jak co drugi internetowy truteń (ze mną na czele). I właśnie w tym natłoku myśli i obowiązków zderzyłem się z problemem, którego nie da się rozwiązać skryptem.

Rozmowa, która obnażyła moją niewiedzę

Niedawno odbyłem długą rozmowę z moim tatą. To człowiek starszy od powieści, których czasów de facto dożył. Rok publikacji Roku 1984 Orwella wypada kilka lat po jego narodzinach. Mój tata nie wybierał tego chorego, (i przy okazji) cyfrowego świata, ale w nim uczestniczy – czy tego chce, czy nie.

Podczas naszej rozmowy zapytał mnie wprost: jak to adekwatnie jest, iż kradną ludziom pieniądze z konta?

Przez chwilę zamarłem, bo myślałem, iż sam padł ofiarą oszustwa, ale na szczęście nie (chyba, nie potwierdził). Po prostu chciał zrozumieć mechanizm. Zacząłem mu więc tłumaczyć. Mówiłem o różnych metodach, o tym, iż to rzadko są magiczne sztuczki hakerów rodem z Hollywood, a w 99% przypadków to czysta psychologia. Socjotechnika.

Starałem się to ubrać w najprostsze, najbardziej zrozumiałe słowa. I wiecie co? Poległem totalnie.

Widziałem, iż kilka z tego zrozumiał. Kocham mojego ojca i wiem, iż nie jest głupim człowiekiem. Swoją wiedzą, życiowym opanowaniem i charakterem potrafiłby mnie rozłożyć na łopatki i zniszczyć spokój największego mnicha. Mimo to, po prostu nie potrafiłem mu wytłumaczyć, jak zawiła jest współczesna technologia w aspekcie bezpieczeństwa.

My, ludzie techniczni, popełniamy fundamentalny błąd. Próbujemy przełożyć naszą inżynieryjną wiedzę na umysł człowieka, który dorastał w całkowicie odmiennej rzeczywistości.

Zderzenie dwóch światów

Mówimy do ludzi urodzonych krótko po wielkiej wojnie, dorastających w kraju podnoszącym się z popiołów pod obrzydliwym radzieckim butem. To było pokolenie, w którym ludzie bali się wszystkich i wszystkiego. Czasy, w których widmo wojny atomowej było o wiele bardziej realne niż dziś, a do zmiany świata w pustkowie rodem z serii Metro brakowało tylko jednej iskry.

Świat, w którym orwellowski Rok 1984 był szarą codziennością, minął. A my próbujemy chronić naszych seniorów, kompletnie nie rozumiejąc paradygmatu, w którym się wychowali.

Mój tata to nie jest technologiczny ignorant. Sam potrafił ogarnąć sobie Linuksa, czego do dziś panicznie boi się wielu moich znajomych z branży. Jest obyty z komputerem, a jednak w kwestii cyber-zagrożeń operuje na zupełnie innym poziomie ufności. Nie możemy mieć o to do niego pretensji.

Radykalne rozwiązanie: Kontrolowana paranoja

Moje tłumaczenia z zakresu cybersecurity nie dały absolutnie nic. Tata bardzo się starał i potakiwał, ale wiedziałem, iż nie czuje tematu. Stwierdziłem więc, iż jedynym skutecznym firewallem będzie wdrożenie brutalnie prostej zasady: wszystko w internecie to kłamstwo, którego celem jest cię oszukać.

Brzmi paranoicznie? Owszem. Ale co mi pozostało?

Podałem mu hipotetyczny przykład mojej siostry. Dzwoni, mówi, iż pilnie potrzebuje pożyczyć 500 zł, bo zablokowali jej konto, a z firmowego nie może zrobić szybkiego przelewu. Mój tata – choć bardzo bym chciał, żeby było inaczej – nie zna zawiłości prowadzenia firmy i w taki splot wydarzeń po prostu by uwierzył.

Wprowadziłem więc twarde reguły gry:

  • Weryfikuj bezwzględnie: To, iż dzwoni znajomy numer i słyszysz znajomy głos, nic dzisiaj nie znaczy. Zawsze się rozłączaj i oddzwaniaj samemu.
  • Pieniądze lubią fizyczność: Żadnych BLIKów, żadnych szybkich przelewów. Finanse przekazujemy tylko osobiście, wyłącznie zaufanym ludziom.

Cynizm, który ma uratować

Kiedyś byłem aktywistą. Biegałem z koszykiem, zbierałem datki, starałem się pomagać pokrzywdzonym, wspierałem grupy AA. Lata mijały, a ja stałem się cyniczny – to po prostu mechanizm obronny oparty na twardym doświadczeniu, który moja praca zawodowa tylko ugruntowała.

Mimo całego tego cynizmu uważam, iż seniorów po prostu trzeba wspierać. Bez nas nie mają szans zrozumieć reguł tego cyfrowego Dzikiego Zachodu, który całkowicie wywrócił do góry nogami zasady obowiązujące przez ostatnie setki lat.

My, rzekomo młodzi (choć w IT po trzydziestce jest się już weteranem), mamy w kieszeniach największe osiągnięcie w historii ludzkości, a i tak przepalamy czas na oglądanie idiotów w internecie. A starsze pokolenie? Oni wciąż mentalnie żyją w pięknym, analogowym świecie, który właśnie jest pożerany przez cyfrowych oszustów.

Zostawiam Was z jednym apelem. Zadbajcie o swoich bliskich. Rozmawiajcie z seniorami i wbijajcie im do głowy, iż internet to miejsce z założenia fałszywe, w którym nie można ufać nikomu i niczemu. Wiem, iż to nie jest idealne rozwiązanie, ale jeżeli zaszczepienie odrobiny obrzydzenia do sieci ma kogoś uchronić przed stratą oszczędności życia – jestem gotów na to poświęcenie.

A kto wie? Może dzięki takiej dawce zdrowej paranoi moja mama nie dostałaby bana na fejsbuku.

Opowiedz o swoim doświadczeniu, podziel się nim i spróbujmy stworzyć coś wspólnie, co pomoże ochronić naszych bliskich.

Dodatkowo, w dobie AI jest coraz trudniej, również nam – bardziej obytym w technologii. Nas też dotyka kryzy, więc sprawdź mój podcast, by może lepiej sobie z nim poradzić? Kto wie!

Idź do oryginalnego materiału